Liverpool pod ścianą: konieczność spektakularnego odrobienia strat w rewanżu z PSG.
Rewanż, który pachnie niemożliwością: Liverpool staje przed murem w starciu z PSG. Czy magia Anfield zdoła odwrócić koszmarny wynik 0:2, czy też Katalizator Aryny zgotuje Anglikom zimny prysznic?
Odsłona druga: Misja nad Wisłą, czyli dlaczego Liverpool musi zagrać jak nigdy dotąd
Historia tego sezonu jest obecnie nieistotna. To jest mecz pucharowy, one-off game, a Liverpool potrzebuje zwycięstwa różnicą minimum trzech bramek, by myśleć o półfinale Ligi Mistrzów. Sprawa jest prosta – jeśli przegrali 0:2 w Paryżu, muszą strzelić trzy, by odwrócić to fatalne fatum.
Prawda jest taka, że ta rywalizacja powinna być już rozstrzygnięta. Paris Saint-Germain zdominowało środową potyczkę, w pełni wykorzystując taktyczną, delikatnie mówiąc, zaskakującą decyzję Arne Slota o ustawieniu 5-2-3. Statystyki mówią wszystko: gospodarze kontrolowali 74% posiadania piłki i oddali 18 strzałów przy zaledwie trzech groźnych próbach Liverpoolu. Oczekiwana liczba bramek (xG) dla PSG wyniosła 2.35, a oni wypracowali cztery "duże szanse". Jak podsumowuje to Sam McGuire: „Przy lepszej skuteczności tej nocy, wynik 4:0 dla ekipy Luisa Enrique mógł być faktem”.
Ousmane Dembélé trafił w obramowanie bramki i zmarnował stuprocentową sytuację. Nuno Mendes próbował wepchnąć piłkę do siatki z zaledwie ośmiu jardów, a Giorgi Mamardashvili musiał interweniować kilkukrotnie. Liverpool? W tym spotkaniu nie zaoferował nic w ofensywie, notując xG na poziomie zaledwie 0.17. Sam Slot przyznał po meczu, że jego drużyna miała szczęście, iż przegrała tylko 0:2. Tego typu regresja ofensywna jest nie do przyjęcia, zwłaszcza na tym etapie rozgrywek.
Mistrzowie Premier League muszą w najbliższy wtorek zagrać zupełnie inną piłkę, jeśli chcą mieć cień szansy na awans do półfinału Ligi Mistrzów. PSG ma wszelkie atuty, by ten rewanż skontrolować. Mogą spróbować zabić rywalizację już w pierwszej połowie, idąc na „rzeźnię” na Anfield, albo też bardziej pragmatycznie: przeczekać początkowy nawałce gospodarzy i uderzyć po przerwie. Francuska drużyna ma jedną nogę w półfinale; ich zadaniem nie jest wygrywanie, a zarządzanie wynikiem.
Kto musi błyszczeć, a kto może stać się kozłem ofiarnym? Analityczny przekrój
W pierwszym meczu Mohamed Salah usiadł na ławce, co było kolejnym z serii enigmatycznych ruchów taktycznych. Numer 11 musi zacząć wtorkowe spotkanie, jeśli Liverpool ma jakiekolwiek szanse na odwrócenie deficytu 0:2. Salah w weekend zdobył bramkę w wygranym 2:0 meczu z Fulham i był jednym z lepszych graczy; dla niego może to być ostatni występ w Lidze Mistrzów w barwach tego klubu, więc na pewno zechce go zapamiętać.
Dla PSG natomiast, cała jedenastka zasługuje na wyróżnienie w tym podsumowaniu. Jednak kluczowym zawodnikiem tego dwumeczu może okazać się jego boczny obrońca, Nuno Mendes. W rewanżu prawdopodobnie zestawiony na boku z Salaha, jeśli ten drugi wygra pojedynki z egipskim Królem, wyeliminuje tym samym realne szanse gości na odwrócenie losów rywalizacji. Ten pojedynek na skrzydle będzie absolutnie fundamentalny.
Kłopoty kadrowe kontra luksus wyboru
Kłopoty kadrowe Liverpoolu narastają, a ostatnia kontuzja Curtisa Jonesa, odniesiona w starciu z Fulham, dołącza go do urazowego grona, w którym już znajdują się Giovanni Leoni, Alisson Becker i Conor Bradley. Brak podstawowego bramkarza i utrata kreatywności w środku pola to dla Slota dzwon alarmowy na dzień przed kluczowym meczem.
Z kolei Luis Enrique ma niemal pełną kadrę do dyspozycji. PSG spodziewanie będzie musiało sobie radzić bez Fabiána Ruiza i Bradleya Barcoli, ale poza tymi dwoma absencjami, trener ma do dyspozycji „pełne łodzie” – to luksus, który pozwala na elastyczne zarządzanie energią i taktyką na Anfield.
Prawdopodobny scenariusz: Zwycięstwo bez happy endu
Wierzymy w odrodzenie ducha walki na Anfield. Liverpool, z Saladah i być może nowym ustawieniem (czyżby powrót do 4-3-3?), zepnie się w heroiczny wysiłek. Zobaczymy bramki, zobaczymy huraganowe ataki, a napędzana emocjami publiczność poniesie drużynę.
Niemniej jednak, analiza statystyczna i obecna dyspozycja wskazują na to, że PSG jest zbyt poukładane, by dać się zepchnąć do całkowitej defensywy. Przewidujemy zwycięstwo gospodarzy, ale nie rewanż. Nasza prognoza to 2:1 dla Liverpoolu, ale awans Paris Saint-Germain. To jest scenariusz, w którym Anglikom zabraknie jednej, decydującej bramki.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.