Pellegrini: inżynier, który zbudował nową erę w Real Betis.

Przejęcie Realu Betis przez Manuela Pellegriniego to historia, która wymyka się utartym schematom futbolowego sukcesu – oto triumf stabilności nad chaosem, wizji nad przypadkowością.

Inżynier od odbudowy: Jak Pellegrini zacementował erę stabilności

Kiedy Manuel Pellegrini meldował się w Sewilli, Real Betis był synonimem niestabilności. Dwa sezony z finiszem na 10. i 15. miejscu, z zaledwie pięcioma punktami nad strefą degradacji, nie zwiastowały nadejścia złotych lat. A jednak, bez ani jednego grosza wydanego w okienku transferowym, Chilijczyk odmienił oblicze Verdiblancos. Szóste, a następnie piąte miejsce w LaLidze, to jedno. Prawdziwą wisienką na torcie był triumf w Copa del Rey, pierwszy od 17 lat, po ekscytującym finale przeciwko Valencii rozstrzygniętym serią jedenastek. Jak podsumował to Aritz Gabilondo, redaktor naczelny dziennika AS ds. futbolu międzynarodowego: „Betis, który przejął Pellegrini, nie ma nic wspólnego z dzisiejszym Betis – to był zespół, który od dłuższego czasu nie zapewniał sobie regularnych występów w europejskich pucharach”. Gabilondo dodaje kluczową tezę: „Pellegrini wniósł do projektu poczucie stabilności i normalności, cechy, które ostatecznie zapoczątkowały jedną z najwspanialszych er w historii klubu”.

To właśnie ta niezachwiana lojalność zarządu wobec wizji trenera stała się fundamentem renesansu. Podczas gdy inni kopali pod sobą dołki, zmieniając filozofię co sezon, Betis trzymał się swojego kapitana. Pellegrini zawsze stawiał na utalentowanych graczy, co potwierdzały transfery takie jak Isco czy wcześniejsze sprowadzenie Giovaniego Lo Celso. Nie chodziło tu jedynie o gwiazdy, ale o spójność taktyczną. To dzięki zaangażowaniu w atrakcyjny futbol, co zgrabnie ujął jeden z obserwatorów: „Nie wahali się ani chwili we wspieraniu chilijskiego menedżera; pokładali w nim całkowite zaufanie”. Efekt? Klub, który ledwie cofnął się od spadku, stał się stałym bywalcem górnej części tabeli.

Ewolucja taktyczna: Od kontroli do prędkości na flankach

Kluczem do zrozumienia fenomenu Pellegriniego jest jego zdolność do adaptacji, co odróżnia go od trenerów-ideologów. Choć jego CV to skarbnica trofeów zdobytych w Chile, Ekwadorze, Argentynie, Anglii i Hiszpanii, jego prawdziwym dziełem jest wdrażanie taktycznego DNA, które potrafi się dopasować do dostępnego materiału. W końcu, jako wykwalifikowany inżynier budownictwa, „El Ingeniero” ma dryg do fundamentów. Od lat wspomagał regenerację drużyn, nawet po katastrofach, jak choćby po trzęsieniu ziemi w Chile w 1985 roku.

W początkowych fazach swojej pracy w Betis, formacja opierała się na dominacji środka pola i technicznej maestrii graczy takich jak Nabil Fekir czy Sergio Canales. Była to gra oparta na posiadaniu piłki, budowaniu akcji cegiełka po cegiełce. Jednak ostatnie sezony, zwłaszcza po utracie kluczowych elementów, wymusiły pivot. Choć Betis wciąż sprzedawał za krocie takich graczy jak Chadi Riad, a weterani jak Joaquín czy Andrés Guardado odchodzili na zasłużoną emeryturę, stabilność ligowa nie została zachwiana.

Nowa formuła? Bardziej pionowa, nastawiona na szybkie przejście z obrony do ataku, z absolutnym naciskiem na duety skrzydłowe, zwłaszcza Antonego i Abde Ezzalzouiego. To sprawiło, że drużyna Hermana Pellegriniego zyskała na dynamice w kontratakach, rekompensując utratę dogłębnej kontroli nad posiadaniem piłki. Jak zauważył kibic Joel Sierra: „Do tej pory Betis nie był aż tak drużyną operującą na flankach, jaką stał się w tym sezonie; wcześniej kontrolowali mecze skuteczniej poprzez posiadanie, kombinacje podań i bardziej spójną budowę akcji”. Sierra dodaje jednak zaniepokojony: „Ale ten sezon stał się pokazem Abde i Antonego. Chociaż przyniosło to znacznie większą siłę w kontratakach, zespół miał trudności z zarządzaniem przepływem meczów i dominowaniem w grze”.

Ostatni taniec Inżyniera: Czy Chile go wezwie?

Pellegrini zbudował Betis na nowo, a efekty są spektakularne – sześć kolejnych kwalifikacji do Europy, co jest ewenementem dla klubu, który wcześniej widział europejskie murawy zaledwie dziesięć razy w historii. Teraz, gdy reszta rywali takich jak Valencia czy Sevilla przechodziła przez rollercoaster awansów i powrotów do ligowego dna, Betis utrzymał rejs na wysokich obrotach. Przed nimi ostatni mecz sezonu, który ma być świętem, a nie dramatem – to szansa na salutowanie kibicom po fantastycznie zakończonej kampanii, która dała im piąte miejsce, po tym jak w finale Ligi Konferencji 2024/25 ulegli Chelsea.

W obliczu tych sukcesów, naturalnie nasuwa się pytanie o przyszłość samego architekta. Mimo przedłużenia kontraktu do 2028 roku, Chilijczyk zabezpieczył sobie klauzulę umożliwiającą odejście do reprezentacji Chile. Mając blisko 73 lata, Pellegrini zdaje sobie sprawę z upływającego czasu. Po tym, jak La Roja zajęła ostatnie miejsce w eliminacjach i pożegnała się z marzeniami o Mistrzostwach Świata, powrót do ojczyzny, gdzie jego jedyna przygoda międzynarodowa miała miejsce w 1991 roku z kadrą U20, wydaje się kuszącą perspektywą.

Nie wiadomo jeszcze, czy Manuel Pellegrini poprowadzi Betis do historycznego powrotu do Ligi Mistrzów po niemal dwóch dekadach, czy też zasiądzie na ławce kadry narodowej. Jednak jedno jest pewne, bez zbędnego patosu: kiedy opuści Benito Villamarín, uczyni to jako największy menedżer w historii Realu Betis.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.