Magazyn piłkarski NewsyPresja wokół Thomasa Franka rośnie po kolejnej porażce Tottenhamu.

Presja wokół Thomasa Franka rośnie po kolejnej porażce Tottenhamu.

Jarosław Kowalski

Oto jest! Moment prawdy dla Thomasa Franka, którego posada w Tottenhamie wisi na włosku po kolejnej bolesnej porażce. Choć w niektórych aspektach gry The Spurs widaćło poprawę, końcowy rezultat pozostał ten sam, a to wystarczyło, by ogień pod nogami trenera zapłonął na dobre. Czy Puchar Anglii przyniesie kurację, czy ostateczne pogrzebanie jego nadziei?

Presja wokół Thomasa Franka rośnie po kolejnej porażce Tottenhamu.

Ostatni gwizdek dla Franka? Presja gęstnieje po Bournemouth

Porażka Tottenhamu 3:2 z Bournemouth, przypieczętowana bramką Antoine’a Semenyo w doliczonym czasie gry, to symbol ostatnich tygodni w północnym Londynie. Przegrać znów – to mantra, której kibice i włodarze klubu mają już serdecznie dość. Jak zauważył Ian King: „Time is definitely running out for Thomas Frank at Spurs” (Czas decydująco się kończy dla Thomasa Franka w Spurs). Choć forma w pewnych momentach była lepsza niż w poprzednich starciach, w piłce nożnej liczy się wynik, a ten znowu był niekorzystny.

Ta niepewność panuje w klubie dokładnie w momencie, gdy The Spurs mają zmierzyć się z Aston Villą. Drużyna Unaia Emery’ego, mimo że zaliczyła spadek formy w 2026 roku (pięć straconych punktów w trzech meczach, w tym bezbramkowy remis z Crystal Palace), wciąż jest na obrzeżach walki o tytuł Premier League. W przeciwieństwie do Tottenhamu, podopieczni Emery’ego nie muszą mierzyć się z wizją rewolucji na ławce trenerskiej. Villa, choć ma swoje problemy, nie jest pod ostrzałem mediów w takim stopniu jak Spurs.

Historia powtórzy się inaczej? Villa ma ostatnio fantastyczny bilans

Patrząc na historyczne starcia, fani Tottenhamu mają powody do obaw, a kibice The Villans do optymizmu. W ubiegłym roku, dokładnie 9 lutego, te dwie drużyny spotkały się w Pucharze Anglii (Fourth Round) na Villa Park, a górą okazali się gospodarze, wygrywając 2:1. Co gorsza dla Spurs, była to pierwsza z trzech kolejnych wygranych Aston Villi nad Tottenhamem w trakcie całego 2025 roku!

Oczywiście, fani z Tottenham Hotspur Stadium mogą szukać pozytywnych omenów w annałach FA Cup: ich klub zdobywał to trofeum cztery razy, eliminując wcześniej Aston Villę (w latach 1921, 1961, 1962 i 1982). Niemniej jednak, patrząc na obecną dyspozycję, historia sprzed dekad wydaje się być co najwyżej ciekawostką.

Lider w kryzysie: Romero vs. Watkins w ogniu

Kto może wnieść iskrę w te trudne czasy? W Tottenhamie, jak zauważa autor informacji, niewielu graczy może pochwalić się dobrym PR-em po ostatnich miesiącach. Jednym z nielicznych pozytywnych wyjątków jest kapitan, Cristian Romero. Jego występy, choć czasami podszyte ryzykiem (kolejne czerwone kartki, w tym jedna przeciwko Liverpoolowi), były najbliższe temu, co można nazwać przywództwem w tym sezonie.

Po drugiej stronie barykady bryluje Ollie Watkins. Zanim Aston Villa zremisowała z Palace, Watkins był zawodnikiem w życiowej formie, notując cztery bramki w trzech poprzednich spotkaniach, co jest imponujące, zważywszy że dwa z nich padły przeciwko potentatom – Chelsea i Arsenalowi. Jeśli Watkins utrzyma ten flow, jego miejsce w składzie Anglii na nadchodzące Mistrzostwa Świata zaczyna wyglądać na pewnik.

Puchar Anglii: Test dla Franka i Emery’ego na rotacje

Przed tym starciem obie drużyny borykają się z problemami kadrowymi, choć z różnym natężeniem. W Tottenhamie panuje impas: brak nowych kontuzji, ale i brak powrotów czołowych graczy. Na liście kontuzjowanych wciąż są James Maddison, Dominic Solanke, Mohammed Kudus i Dejan Kulusevski. Do tego dochodzi osłabienie spowodowane Pucharem Narodów Afryki – Destiny Udogie i Pape Sarr są niedostępni. Dość szokująca jest też strata Brennana Johnsona, który przeniósł się do Crystal Palace (zapewne czasowa informacja uwzględniona w źródle, ale odnotowujemy).

Aston Villa ma lżejszy kaliber problemów. Poza składem są Ross Barkley i Amadou Onana, a Evan Guessand jest na AFCON. Emery ma jednak nadzieję na powrót Pau Torresa i Tyrone’a Mingsa po testach sprawności fizycznej.

W obliczu rozgrywek FA Cup nie ma co liczyć na pełne składy. Zarówno Thomas Frank, jak i Unai Emery niemal na pewno dokonają znaczących zmian w jedenastkach wystawionych w środku tygodnia w Premier League. To właśnie ten element wprowadza element nieprzewidywalności, choć niekoniecznie zmienia ogólną dynamikę sił.

O co grają: Srebra i ucieczka przed krytyką

To starcie ma kolosalne znaczenie dla obu klubów, choć z różnych powodów. Dla Aston Villi, Puchar Ligi z 1996 roku to ich ostatnie poważne trofeum. Pomimo postępów pod wodzą Emery’ego, zdobycie jakiegokolwiek srebra jest kolejnym logicznym krokiem w rozwoju klubu. Mają historyczny bagaż – siedem triumfów w Pucharze Anglii, choć ostatni miał miejsce niemal 70 lat temu (1957). Wygrana w obecnej edycji byłaby namacalnym dowodem ich renesansu.

Dla Thomasa Franka sytuacja jest dużo bardziej dramatyczna. Trener powinien przeanalizować, jak bardzo kibice Spurs cieszyli się z niedawnego sukcesu w Lidze Europy. FA Cup – turniej, który Spurs wygrywali osiem razy – to kolejna szansa na trofeum. Frank musiałby być ślepy, by uznać to za „wolny strzał”. Jak słusznie podsumowano, narastająca fala niezadowolenia i brak czasu na jego trenerskim zegarze sugerują, że Frank nie może sobie pozwolić na lekceważenie tej rywalizacji.

Niestety dla fana Tottenhamu, te wszystkie czynniki emocjonalne i presja na Franku niekoniecznie przekładają się na boisko. Prosty fakt jest taki: Aston Villa obecnie ma lepszy zespół niż Spurs. Mimo ewentualnej poprawy gry na Bournemouth i spodziewanych rotacji, trudno mi sobie wyobrazić, by Tottenham pojawił się na boisku z rozwiązaniem wszystkich swoich problemów, by pokonać silniejszego rywala.

Mój typ na to starcie: zwycięstwo Aston Villi 2:0, a marazm i narastające niezadowolenie w dzielnicy N17 utrzymają się w najlepsze.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment