Keith Andrews udowadnia, że odejście Thomasa Franka było pomyłką krytyków.

W świecie futbolu, gdzie optymizm często ustępuje miejsca sceptycyzmowi, przypadek Brentford FC staje się fascynującym studium przypadku. Po odejściu Thomasa Franka, architekta sukcesów, wielu ekspertów skazywało Pszczoły na ligową degradację, zwłaszcza po znaczących wytransferach.

Jak zwolniono Franka i dlaczego Tottenham był złym kierunkiem?

Fani Brentford od dawna byli świadomi, że Thomas Frank jest "poszukiwanym towarem". Kwestią czasu było, kiedy menedżer, który wprowadził klub do Premier League, wygrywając finał baraży Championship w 2021 roku, otrzyma lukratywną propozycję. Serie solidnych, ligowych finiszów – 13., 9., 16. i 10. miejsce – ugruntowały status "Pszczół" w elicie.

Jednakże, gdy pojawiła się szansa na przejęcie Tottenhamu Hotspur, wielu obserwatorów poczuło, że ta posada po prostu nie pasowała do Dana Franka. Ostateczne odejście managera było nieuniknione, a jego utrata spowodowała lawinę pesymistycznych prognoz dotyczących obecnego sezonu. Strata kluczowych graczy, takich jak Bryan Mbeumo, Yoane Wissa i Christian Nørgaard, którzy latem opuścili klub, pogłębiła obawy przed spadkiem.

Wielkie wyzwanie spadło na barki Keitha Andrewsa, który w sezonie 2024/25 pełnił rolę trenera stałych fragmentów gry, a po odejściu Franka awansował na głównego stratega. Dziewięć miesięcy później Brentford stoi na progu swojego najwyższego osiągnięcia w historii Premier League i realnej szansy na europejskie puchary. Decyzja o awansie Andrewsa, która była wówczas wyśmiewana w kraju, dziś jawi się jako posunięcie genialne.

Transferowe fajerwerki i powrót do korzeni: Tajemnica letnich wzmocnień

Sprzedaż duetu Mbeumo i Wissy oraz Nørgaarda przyniosła szacunkowo 136 milionów funtów. Finansowo – rewelacja. Sportowo – ogromna dziura ofensywna, biorąc pod uwagę, że trio to łącznie 46 bramek. Andrews musiał działać precyzyjnie. Rekrutacja musiała być niemalże bezbłędna, aby przetrwać.

Do klubu latem przybyli Dango Ouattara, Michael Kayode, Antoni Milambo, Caoimhín Kelleher oraz weteran Jordan Henderson, co zwiastowało pracowite okienko. Ouattara notuje solidne pięć trafień i sześć asyst w lidze, będąc przy tym liderem ligi pod względem wywalczonych rzutów karnych (4) i plasując się w top 15% pod względem kluczowych podań (8). Młody Włoch, Kayode, imponuje – jest w pierwszym procencie pod względem udanych dryblingów (41) i w czołowych 3% pod względem wygranych pojedynków (168), dowodząc swej wszechstronności. Henderson wniósł spokój w środku pola, a Kelleher jest idealnym długoterminowym następcą Davida Rayi.

Jednak prawdziwym motorem napędowym tej rewelacyjnej formy jest zawodnik sprowadzony znacznie wcześniej, w lutym 2024 roku, który wreszcie eksplodował pełnią potencjału.

Igor Thiago: Brazylijski fenomen pędzący Pszczoły ku historii

Igor Thiago miał pechowy debiut w Premier League, nękany kontuzjami, zaliczając zaledwie osiem występów bez bramki. Z odejściami Wissy i Mbeumo, Andrews potrzebował, by ci, którzy zostali, podnieśli produktywność. Brazylijczyk nie tylko dorównał oczekiwaniom – on je totalnie zdeklasował.

W momencie pisania tego tekstu, Thiago zanotował 21 goli w 31 występach we wszystkich rozgrywkach, z czego 18 w lidze angielskiej. To drugi wynik w klasyfikacji strzelców, ustępujący jedynie Erlingowi Haalandowi. Co więcej, Thiago ustanowił rekord dla Brazylijczyka z największą liczbą bramek w jednym sezonie Premier League, bijąc poprzedni rekord 15 goli już w styczniu.

Statystycznie, Thiago to top 5% ligi pod względem celnych strzałów (36) i wygranych pojedynków (151), a także w top 8% pod względem kontaktów w polu karnym rywala (127). Jego forma jest tak spektakularna, że budzi spekulacje o powołaniu na zbliżające się Mistrzostwa Świata. Sam Andrews nie szczędził mu komplementów:

„Nie ode mnie zależy wybór kadry Brazylii, ale znam moje zdanie o Thiago i darzę go najwyższym szacunkiem. Nie zamieniłbym go na nikogo. Widzę tylko jeden kierunek dla jego trajektorii i to jest w górę.”

Końcówka sezonu: Czy Manchester i Anfield będą dla Brentford zbyt gorzkie?

Brentford stoi przed szansą na historyczny sezon, ale droga do celu wyłożona jest trudnymi wyzwaniami. Najpierw Wolves u siebie, a następnie spotkania z Leeds, Evertonem i Fulham. Jeśli Andrews zdoła wywalczyć komplet punktów w tych trzech meczach, The Bees znajdą się w komfortowej sytuacji przed najtrudniejszą fazą rozgrywek.

Pomiędzy końcem kwietnia a końcem maja czeka ich wyjazd do Manchesteru United, Manchesteru City (Etihad) i Liverpoolu (Anfield). Choć jest to piekielnie trudna seria, Brentford może czerpać pewność siebie z faktu, że już w tym sezonie potrafili pokonać Obywateli i The Reds.

Mimo wszystko, to karkołomny finisz. Biorąc pod uwagę poziom demoralizacji, jaki panował przed startem sezonu, fakt, że w ogóle mają realną szansę na Europę, dowodzi, że decyzja o wyborze Andrewsa była strzałem w dziesiątkę. Teraz wszystko zależy od stabilności. Jeśli klub utrzyma obecną formę, kibice Brentford mogą zacząć planować europejskie wyjazdy na przyszłe lato. Andrews otworzył nowy rozdział – tak intensywny, że może on tylko zyskiwać na sile w najbliższych dwunastu miesiącach.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.