Real Madryt kontra Alavés: dominacja Królewskich i walka o przetrwanie beniaminka.
Po bolesnym odpadnięciu z Ligi Mistrzów przez Bayern Monachium, Real Madryt musi natychmiast odnaleźć się w realiach krajowych rozgrywek. W najbliższy wtorek Królewscy zmierzą się u siebie z Deportivo Alavés, ekipą walczącą desperacko o utrzymanie.
Real Madryt kontra Alavés: Statystyki, które onieśmielają
Kiedy spoglądamy na historyczne zestawienia bezpośrednich pojedynków Realu Madryt z Alavés, obraz wyłania się jednoznaczny, niemalże jednostronny. Mówimy o historii 45 spotkań, w których Los Blancos triumfowali aż 37 razy. Pięć zwycięstw przypadło ekipie z Vitorii, a zaledwie trzy mecze zakończyły się podziałem punktów. To twarda analiza, która nie pozostawia złudzeń co do klasowego podziału między tymi drużynami.
W kontekście ofensywnym, Real Madryt niemalże miażdży statystyki: 119 strzelonych bramek przy ledwie 33 straconych. Widać tu dysproporcję sił, typową dla zestawienia aspiranta do tytułów z klubem walczącym o ligowy byt. Nie można zapomnieć o Karimie Benzemie, który, dzięki dziewięciu golom przeciwko Alavés, pozostaje królem strzelców w tej rywalizacji. Choć Benzema opuścił już szeregi madrytczyków, jego dziedzictwo w tych starciach pozostaje historycznym faktem.
Co ciekawe, obecna seria Realu w tym zestawieniu to imponująca passa ośmiu kolejnych zwycięstw. Aż 11 bramek zdobyli w czterech ostatnich konfrontacjach. Jednak kibice Królewskich muszą mieć w pamięci ten jeden moment, który stanowi wyjątek od reguły – listopadowy mecz w 2020 roku, kiedy to Alavés sensacyjnie wygrało na Santiago Bernabéu 2:1 po golach Lucasa Pereza i Joselu. To właśnie takie "wpadki" pokazują, że w futbolu nic nie jest zagwarantowane. Jednocześnie, od 2000 roku Alavés zdołało pokonać Real tylko dwukrotnie.
Dlaczego Alavés ma cokolwiek do powiedzenia na Bernabéu?
Choć ogólny bilans ligowy to 33 zwycięstwa Realu na 39 meczów, warto przyjrzeć się tym dwóm rzadkim triumfom Alavés na stadionie Realu. Mówimy o zwycięstwie 1:0 w roku 2000 i wspomnianej wygranej 2:1 w 2020. Z perspektywy Alavés, które aktualnie balansuje tuż nad strefą spadkową, każdy punkt jest na wagę złota, a wizyta na Bernabéu to szansa na dokonanie małego cudu.
Patrząc na chronologiczną listę ostatnich dwudziestu spotkań, widzimy dominację madryckiego potentata, przerywaną sporadycznymi, ale bolesnymi dla fanów Realu, pojedynczymi porażkami. Na przykład ostatnie dziesięć ligowych potyczek to przeważnie wygrane Realu, z wyjątkiem tej właśnie pamiętnej klęski 1:2 pod koniec 2020 roku. To pokazuje, że choć faworyt jest oczywisty, historia tej pary potrafi zaskakiwać.
Kryzys formy Los Blancos to największa szansa dla outsidera
Sytuacja Realu Madryt po eliminacji z Ligi Mistrzów jest delikatna. Trzy porażki i jeden remis w ostatnich czterech meczach konkurencyjnych to wynik, który nie przystoi klubowi o takich ambicjach. Real musi teraz skupić się na La Liga, choć strata dziewięciu punktów do liderującego FC Barcelony wydaje się być już praktycznie nie do odrobienia. W powietrzu wisi ryzyko podwójnego sezonu bez żadnego trofeum, co w Madrycie niemalże zawsze jest traktowane jako katastrofa sportowa.
To właśnie ten mentalny i fizyczny spadek formy jest kluczowym czynnikiem dla Alavés. Klub z Kraju Basków desperacko walczy o utrzymanie, mając zaledwie jeden punkt przewagi nad strefą spadkową. W obliczu tak zranionego, a jednocześnie zdeterminowanego giganta, Alavés może zagrać bez większej presji, licząc na błąd rywala wynikający z frustracji po środowym meczu europejskim. Jeśli Real nie ułoży sobie szybko defensywy i środka pola, Alavés może wykorzystać moment zawahania, by – tak jak Joselu i Lucas Perez w 2020 roku – po raz kolejny zapisać się złotymi literami w historii tej konfrontacji.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.