Wybuch na rynku transferowym w Premier League, a sprawa jest gorąca jak nigdy dotąd! Antoine Semenyo, skrzydłowy AFC Bournemouth, ma być na celowniku gigantów, ale jeśli plotki się potwierdzą, jeden klub może spać spokojnie, a reszta poczuć gorycz porażki. Czy nadchodzące okienko transferowe przyniesie sensacyjne przenosiny i jak wpłyną one na układ sił w lidze?

Semenyo stawia ultimatum: Tylko Manchester City, reszta może się pakować?
Styczeń zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim, jak co roku, nadchodzi transferowy rollercoaster. Najnowszy odcinek tego serialu dotyczy Antoine’a Semenyo, dynamicznego skrzydłowego Bournemouth, który – ośmielmy się to stwierdzić – wydaje się mieć już swojego faworyta w wyścigu na północnej wyspie. Mówi się, że 25-latek, będący obiektem zainteresowania wielu czołowych ekip, wolałby zasilić szeregi Manchesteru City. To informacja, która z pewnością odebrała humor działaczom z Liverpoolu, Manchesteru United, a także Tottenhamu Hotspur, którzy również ustawiali się w kolejce.
Według doniesień Davida Ornsteina z The Athletic, preferencje Semenyo są jasne: Pep Guardiola ma przewagę. Dla The Citizens, usytuowanych tuż za plecami liderującego Arsenalu w ligowej tabeli, pozyskanie gracza o jakości Ghanczyka mogłoby być tym brakującym elementem do obrony tytułu mistrzowskiego. Czyżby to był plan awaryjny Pepa na ucieczkę przed Kanonierami?
Jak Semenyo pasuje do maszyny Guardioli? Taktyczne niuanse, które porywają analityków
Zastanówmy się, dlaczego akurat Manchester City byłby destynacją marzeń dla skrzydłowego Bournemouth. Owszem, Semenyo może nie dorównywać na razie finezją i operowaniem w ciasnych przestrzeniach Jeremy’emu Doku czy Philowi Fodenowi, ale to, co robi fantastycznie, to kreowanie zagrożenia za linią obrony. To jest absolutny „game changer” w nowoczesnym futbolu.
„Jego zdolność do zagrożenia za liniami obronnymi przeciwnika jest doskonała.”
Wielokrotnie widzieliśmy, jak drużyny agresywnie pressujące Manchester City w fazie budowania akcji zmuszały ich do popełniania błędów. Semenyo oferuje opcję bardziej bezpośrednią, to jest opcję „wgryzienia się” w przestrzeń, gdy rywal jest źle ustawiony. To idealna broń przeciwko zespołom, które stosują wysoki blok defensywny. Co więcej, biorąc pod uwagę, że Guardiola coraz częściej skłania się ku bardziej pionowej grze, skrzydłowy ten mógłby stać się kluczowym elementem do szybkiego wyprowadzania piłki spod presji we własnej połowie. Nie można też zapomnieć, że jeśli w środku pola zagości znów Rodri, jego precyzyjne, dalekie podanie otwierające drogę do bramki stanie się dla Semenyo chlebem powszednim. Mówimy tu o maksymalizacji potencjału napastnika przez genialnego rozgrywającego – klasyczna symbioza!
Co z The Reds? Dramaturgiczna sytuacja Liverpoolu i pościg za cieniem
A jak to wygląda na Anfield? Sytuacja Liverpoolu w kontekście siły ataku jest, delikatnie mówiąc, napięta. Poza urazami Alexandra Isaka i Cody’ego Gakpo, Arne Slot musi radzić sobie z nieobecnością Mohameda Salaha na Pucharze Narodów Afryki (AFCON). To stawia Hugo Ekitike i Federico Chiesę w roli jedynych dostępnych zdrowych seniorów w ofensywie – to naprawdę nie jest szerokość składu, na jaką liczą kibice celujący w Ligę Mistrzów.
Naturalnie, kontuzja Isaka podsyciła plotki, że Liverpool musi działać w styczniu, by „uzupełnić ataki”. Jednak jeśli Semenyo stanowczo woli Etihad, The Reds muszą sięgnąć głębiej do kieszeni albo całkowicie zmienić cel transferowy.
Jak przekonać zawodnika, że Anfield to lepsze miejsce na rozwój kariery niż Manchester City? Według ekspertów, Liverpool musiałby „przekonać Semenyo, że będzie niekwestionowanym starterem” jednocześnie udowadniając, że nadal są w stanie rywalizować z najlepszymi. Na razie, zmagając się z problemami obronnymi i ograniczoną rotacją w ataku, trudno jest wyobrazić sobie, że logicznie myślący piłkarz postawi The Reds ponad już ugruntowany, stabilny system Guardioli. Ostatecznie, bez silnego wzmocnienia formacji ofensywnej, drużyna Arne Slota ryzykuje utratę cennych punktów, nawet jeśli ich największe problemy leżą z tyłu boiska. Rynek transferowy to nie bajka, a preferencje zawodników często są bezlitosne dla goniących.