Serce wykrwawia się w pucharze, czy starczy sił na mistrzostwo?

Oto spójrzmy prawdzie w oczy: serca kibiców Heart of Midlothian zamarły po sobotniej klęsce ze słabszym rywalem. Choć drużyna, na czele z Derekiem McInnesem, zmierza po historyczny sezon, ostatnie potknięcia i kontuzje kluczowych graczy budzą fundamentalne wątpliwości.

Czy Puchar Szkocji był tylko niepotrzebnym balastem? Rozczarowanie w Tynecastle

Po raz pierwszy w tym sezonie trybuny Tynecastle tętniły rezygnacją, a nie triumfem. Porażka z Falkirk w Pucharze Szkocji, choć bolesna, dla wielu mogła być jedynie niepożądanym rozproszeniem. Hearts miało apetyt na głęboki marsz w tych rozgrywkach, ale priorytetem, oczywistym dla każdego, kto śledzi Scottish Premiership, jest pozycja lidera. Zespół McInnesa celuje w coś, co ostatni raz udało się Aberdeen Sir Alexa Fergusona – uplasować się ponad Old Firm. Historia wzywa!

Jednakże, ta ligowa pozycja numer jeden, osiągnięta po 22 kolejkach, jest teraz poddawana brutalnej próbie. O ile w ogólnym rozrachunku statystyki wyglądają obiecująco – sześć zwycięstw w siedmiu ostatnich meczach ligowych (z jedną porażką w Derby Edynburskim) – to analiza ostatnich występów ujawnia pęknięcia w fasadzie.

Męczenie buły, czyli jak liderzy ligi zaczynają okazywać zadyszkę

Gdy Celtic i Rangers w końcu złapały wiatr w żagle i odzyskują impet, Hearts zaczyna wyglądać na drużynę, której paliwo się kończy. Choć wygrana w lidze to wygrana w lidze, sposób osiągania tych rezultatów budzi niepokój. Drużyna z trudem "przeczołgała się" obok outsidera z Livingston, wygrywając minimalnie 1:0. Następnie, w kolejnym męczarnianym meczu z Dundee, cudem uniknęła straty punktów.

Przypomnijmy sobie dramatyczne sceny: po czerwonej kartce, to 43-letni Craig Gordon musiał ratować sytuację spektakularną interwencją, by zachować trzy punkty. Kolejna czerwona kartka, tym razem przeciwko St Mirren, nie przeszkodziła w wygranej 2:0, ale McInnes nie może nieustannie liczyć na heroizm i desperacką walkę w niemal każdym spotkaniu. Piłkarze albo muszą znaleźć sposób na wygrywanie z większą swobodą, albo po prostu wyczerpią się fizycznie, ratując punkty na oparach.

Sam menadżer bagatelizuje te obawy, skupiając się na osiągnięciach:

„Jestem zachwycony pozycją, jaką zajmujemy w lidze. Jestem zachwycony tym, co dali nam zawodnicy” – mówił McInnes przed ostatnim spotkaniem z Dundee. „Wolę być w grze, niż patrzeć z zewnątrz. Chcemy być istotni, mówiłem to, gdy przyszliśmy latem. Chcemy sprostać oczekiwaniom i z czasem je przekroczyć. Nie sądzę, by ktokolwiek w Hearts był niekomfortowo z obecną sytuacją; jesteśmy dokładnie tam, gdzie chcieliśmy być. Jesteśmy liderem ligi od ponad trzech miesięcy. To nie jest chwilowa forma, to coś więcej, coś znaczącego.”

Dramatyczne osłabienie i transferowe łatanie dziur

Prawdziwy cios przyszedł wraz z Pucharem Szkocji. Kontuzja kluczowego napastnika, Lawrence'a Shanklanda, to dla Hearts katastrofa. Ten reprezentant Szkocji, z 11 golami w 21 meczach ligowych, jest absolutnie niezastąpiony; w kadrze nie ma nikogo, kto efektywnie zastąpiłby jego produktywność pod bramką rywala.

To uderzenie nastąpiło zaraz po tym, jak Cammy Devlin, motor napędowy środka pola i kandydat do nagrody Piłkarza Roku Premiership, doznał kontuzji nogi, która wykluczy go na sześć do ośmiu tygodni. Nieobecność Devlina była dotkliwie odczuwalna już w starciu z Falkirk.

Klub reaguje na te braki, angażując się w transfery. Przybyli Jordi Altena z holenderskiej drugiej ligi jako opcja na prawą obronę oraz Islam Chesnokov z Kazachstanu na skrzydło. To wyraźny sygnał, że zarząd stawia na analitykę i dane, by odkryć talenty, których nie widzą giganci.

Trudno jednak uciec od finansowej rzeczywistości: Celtic dysponuje rezerwami gotówki rzędu 70 milionów funtów, a Rangers wydali ponad 30 milionów na transfery w ostatnich dwóch oknach. Hearts po prostu nie ma budżetu, by konkurować na tym polu wydatków. Ich przewagą musi być spryt taktyczny i scouting – dane muszą dać im przewagę nad dwoma rywalami z Glasgow.

Odrodzenie Celticu i wielki test niedzieli

Warto zauważyć, jak wiele zmieniło się od ostatniego starcia z Celticiem zaledwie miesiąc temu. Wówczas Hoops startowali pod wodzą nowego menadżera, Wilfrieda Nancy'ego, który poprowadził ich tylko w siedmiu meczach. Teraz, pod starymi śmieciami, czyli ponownie z Martinem O’Neillem na ławce, Celtic powraca na ścieżkę zwycięstw – choć te zwycięstwa bywają nieprzekonujące.

Niezależnie od tego, co wydarzy się do końca maja, Hearts już teraz napisało historię, rzucając realne wyzwanie. To osiągnięcie samo w sobie jest czymś historycznym. Ale mając to wszystko na koncie, McInnes i jego drużyna muszą teraz znaleźć rezerwy siły w najgłębszych zakamarkach swojego charakteru. Niedzielny mecz ligowy będzie kluczowym wskaźnikiem – to on pokaże, ile pary zostało w tym niezwykłym silniku.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.