Spurs toną, a De Zerbi wraca na miejsce dawnej chwały Brighton.

Kryzys w Tottenhamie przybiera na sile, a ostatnia porażka z Sunderlandem, która wepchnęła Koguty do strefy spadkowej, brutalnie zweryfikowała optymizm wokół osoby Roberto De Zerbiego. Czy włoski szkoleniowiec przetrwa ten „miesiąc miodowy” dłużej niż godzinę?

Koniec iluzji: De Zerbi i upadek na dno tabeli Premier League

Jeśli Roberto De Zerbi liczył na łagodny start w Tottenhamie, to jego nadzieje zostały brutalnie zweryfikowane. Jak podsumowuje Ian King, okres jego „miesiąca miodowego” z kibicami Trójkolorowych trwał niecałą godzinę. Już po takim czasie obrona Kogutów pokazała swoje kardynalne braki, co zaowocowało porażką 1-0 z Sunderlandem. W kontekście sobotniego zwycięstwa West Ham United, Tottenham znalazł się nieoczekiwanie w strefie spadkowej – miejscu, na które, zdaniem wielu obserwatorów, zasługiwał już od listopada.

Sytuacja jest poważna. Zanosi się na to, że zaledwie dwie ligowe kolejki wystarczyły, by spalić mosty z dotychczasowym zaufaniem. Teraz De Zerbi musi improwizować, a kalendarz nie daje mu chwili wytchnienia. Następny przeciwnik to Brighton & Hove Albion, klub, z którym szkoleniowiec ma nierozliczone rachunki z okresu sprzed dwóch lat. Co gorsza, Mewy – choć w tym sezonie dalekie od stabilności – przeżywają ostatnio znakomitą passę, wygrywając pięć z sześciu ostatnich spotkań Premier League, co przybliża je do upragnionego miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach.

Czy De Zerbi przeklął Tottenham? Statystyki przeciwko Brighton

Nadchodzący mecz niesie ze sobą dodatkowy, niemal fatalistyczny element: historię starć Tottenhamu z Brighton. W kontekście nadchodzącego pojedynku, uderzające jest to, że: „De Zerbi był menadżerem Brighton za ostatnim razem, gdy Spurs ich pokonali”. Było to spotkanie sprzed dwóch lat, zakończone wynikiem 2-1 na Tottenham Hotspur Stadium. Ostatni sezon był dla Brighton pasmem sukcesów, zwłaszcza w meczach przeciwko stołecznemu klubowi. Porażka 4-1 na koniec poprzedniej kampanii była zresztą swoistym zwiastunem tegorocznych katastrof w Tottenhamie. Nawet w tym sezonie, jesienią, na Amex padł remis 2-2. To sugeruje, że dla obecnego Spurs, przejście obok Brighton jest terytorium absolutnie obwarowanym klątwą.

Patrząc na dyspozycję obu drużyn, nie ma podstaw, by wierzyć, że Tottenham przełamie tę złą passę, zwłaszcza przy obecnym stanie kadry i morale.

Presja na obronę i „Indyjskie lato” Danny’ego Welbecka

Sytuacja kadrowa Tottenhamu to kolejny koszmar, który wydaje się nie mieć końca. Ostatni epizod to kontuzja kolana Cristiana Romero, która nie tylko wyklucza go z reszty sezonu, ale także skazuje na pominięcie w składzie Argentyny na zbliżający się Mundial. W tej sytuacji, ciężar odpowiedzialności spada na barki Mickiego van de Vena. Holender ma za sobą, delikatnie mówiąc, rozczarowujący sezon 2025/26, i to nie tylko z perspektywy klubu, ale i reprezentacji. Jak zauważono, „niewiele jest w jego obecnej formie, co mogłoby uzasadniać jego powołanie do kadry Holandii na zbliżający się Mundial”. Czy presja związana z występem na arenie międzynarodowej pomoże mu odnaleźć dawny blask? Czasu na udowodnienie swojej wartości jest niewiele.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Danny’ego Welbecka w barwach Brighton. Napastnik, który ma już 35 lat, przeżywa swoisty renesans kariery. Z dwunastoma golami w Premier League, zbiera nawet głosy o powołaniu do kadry Anglii na lato. Jego forma to nic innego jak fenomenalne „indyjskie lato” kariery. Starcie z osłabioną i poobijaną obroną Spurs, gdzie Romero ustąpi miejsca prawdopodobnie Kevinowi Danso, zapowiada się dla niego jak otwarta autostrada.

Saga urazów Tottenhamu: Kontuzje już nie zaskakują

W Tottenhamie kontuzje stały się niemalże codziennością i elementem statystyki, którą regularnie aktualizuje portal FotMob: „Na tym etapie poważne kontuzje nie są już nawet zaskoczeniem dla Spurs”. Lista nieobecnych jest długa i dotkliwa: od Romero, przez kontuzję pachwiny Guglielmo Vicario (choć ten może wrócić), po nieobecność kluczowych graczy ofensywnych i środka pola, takich jak Mohammed Kudus, James Maddison, Dejan Kulusevski czy Rodrigo Bentancur. Efekt? Zespół De Zerbiego jest dziurawy jak sito, a na ławce rezerwowych brakuje opcji, które mogłyby realnie odmienić oblicze meczu.

Brighton, co prawda, również ma swoje absencje. Stefanos Tzimas jest nieobecny do końca sezonu, a Adam Webster dołączy do niego na dłużej. Największym problemem Seagulls jest jednak zawieszenie kapitana Lewisa Dunka za dziesiątą żółtą kartkę. Z pozytywnych wieści, być może na boisko powróci weteran, James Milner. Mimo wszystko, lista kontuzjowanych Brighton wydaje się być nieporównywalnie lżejsza niż ta, z którą musi się mierzyć De Zerbi.

Wyścig o utrzymanie kontra walka o Europę: Kto ma większą motywację?

Motywacja Spurs do walki o punkty jest oczywista – utrzymanie w lidze. Porzuciwszy resztki nadziei po porażce z Sunderlandem, zawodnicy wydają się być świadomi, że ich gra w ostatnich tygodniach była wynikiem głębokiego kryzysu pewności siebie. Jak zauważono, „od początku nowego roku trudno jest dostrzec, skąd ma nadejść to jedno zwycięstwo, które mogłoby ich odczarować”.

Brighton ma zupełnie inne cele. Ostatnie tygodnie dały im szansę na włączenie się do walki o miejsca premiowane grą w Europie. Dodatkowo, naturalny syndrom „byłego trenera na celowniku” zawsze podnosi adrenalinę. Z tym zestawieniem sił, trudno obstawiać cokolwiek innego niż pozytywny rezultat dla Mew. Zapowiada się, że dla Tottenhamu decydujący może okazać się dopiero mecz po tym spotkaniu, wyjazd do Wolverhampton.

Pomimo wszystko, biorąc pod uwagę fakt, że Spurs mają o co grać, a ich ostatni występ nie był całkowicie katastrofalny, skłaniam się ku remisie 1-1. Choć każdy punkt jest na wagę złota w walce o utrzymanie, na ten moment jeden punkt może nie wystarczyć, by wydostać się z najgorszej trójki.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.