Tottenham głodny goli, Sunderland walczy o przełamanie złej passy.

Angielska piłka nożna znów stawia nas przed paradoksem: wielkie kluby z problemami, a mniejsze walczą o przetrwanie w żelaznym uścisku kontuzji i braku skuteczności.

Gdy ofensywa zamienia się w statystykę: desperacja kogutów

Patrząc na ostatnie cztery mecze Tottenhamu, można odnieść wrażenie, że w ofensywie drużyna ta wpadła w czarną dziurę. Zaledwie dwa strzelone gole, i to oba z rzutów rożnych – to nie jest obrazek, którego oczekujemy od aspiranta do czołówki. Co gorsza, analiza Expected Goals (xG) z gry otwartej w tych spotkaniach jest alarmująco niska, sumując się do zaledwie 1.9. To sugeruje, że nie chodzi tylko o wykończenie, ale o kompletny brak kreowania dogodnych sytuacji.

Sytuacja kadrowa tylko pogłębia ten kryzys. Urazy uderzyły w ofensywne serce zespołu. O ile zawieszenie Xaviego Simonsa – który otrzymał czerwoną kartkę przeciwko Liverpoolowi – jest bolesnym ciosem dla środka pola, o tyle długoterminowe absencje Jamesa Maddisona i Dejana Kulusevskiego to prawdziwa katastrofa dla płynności ataku. Do tego dochodzą problemy zdrowotne Lucasa Bergvalla i brak kluczowych postaci w ofensywie, takich jak Dominic Solanke czy Destiny Udogie, których brak odczuwalny jest przy budowaniu akcji.

Mimo tych trudności, nie można zrzucać całej winy na listę kontuzjowanych. Brak woli walki i jakiegokolwiek zarysu kreatywnego pomysłu jest frustrujący dla kibiców, zwłaszcza po tym, jak drużyna Thomasa Franka zanotowała swój pierwszy bezbramkowy remis w lidze od 137 spotkań. Jak zauważa analityk Neel Shelat, > „nawet tak liczny brak kluczowych graczy nie może być usprawiedliwieniem dla rażącego braku zamiarów ofensywnych lub jakiegokolwiek zarysu kreatywnych pomysłów”.

Oznacza to, że nadchodzące domowe spotkanie musi być dla Spurs poligonem do odbudowy morale i udowodnienia, że potrafią grać ofensywnie, nawet osłabieni.

Czarnka determinacja: Sunderland marzy o przełamaniu historycznej klątwy

Zupełnie inna dynamika towarzyszy Sunderland, który staje naprzeciwko dręczonego kontuzjami Tottenhamu. Choć mogą nie mieć statusu giganta, „Czarne Koty” udowodniły swoją waleczność, utrzymując status jednej z zaledwie dwóch drużyn Premier League niepokonanych u siebie w tym sezonie. Pokazali ducha walki, remisując z Manchesterem City, i to mimo potężnego osłabienia kadrowego spowodowanego Pucharem Narodów Afryki.

Sunderland musiał radzić sobie bez sześciu kluczowych Afrykańskich graczy: duetu z DR Konga (Arthur Masuaku i Noah Sadiki), kapitana Burkina Faso (Bertrand Traoré), Marokańczyka (Chemsdine Talbi), Senegalczyka (Habib Diarra) oraz weterana z Mozambiku (Reinildo). Wszyscy oni awansowali do fazy pucharowej swoich turniejów, co oznacza, że ich powrót do klubu nie nastąpi szybko.

Mimo to, forma Sunderlandu jest stabilna – zaledwie jedna porażka w ostatnich siedmiu meczach. Determinacja jest zatem po ich stronie, ponieważ będą chcieli zakończyć tragiczną serię szesnastu meczów bez zwycięstwa przeciwko Tottenhamowi, która sięga aż 2010 roku. To historyczna szansa, by odwrócić zły los.

Pojedynek tytanów kreacji: Kto da iskrę w ataku?

W obliczu taktycznego impasu, kluczowe stanie się to, który zespół będzie miał przewagę w kluczowych strefach boiska i który z jego liderów przebudzi się ze słabszej formy.

Dla Sunderlandu polem bitwy będzie środek pola. Oczekiwania spoczywają na barkach Granita Xhaki, którego jakość w zakresie podań do przodu i destrukcji obrony musi przeważyć szalę. Jego kreatywność ma odblokować Enzo Le Fée, który pomimo widocznej żywotności w ostatnich grach, wciąż czeka na swój pierwszy gol lub asystę w pięciu ostatnich występach ligowych.

Po stronie Tottenhamu, jedynym sensownym źródłem inspiracji wydaje się być prawa flanka, gdzie operuje Pedro Porro. Jest on jednym z nielicznych graczy, którzy potrafią dostarczyć celne podania, choć spora część jego zagrożenia pochodzi ze stałych fragmentów gry. Być może to właśnie on będzie musiał przełamać złą passę Mohammeda Kudusa, który po letnim transferze przeżywa zastój, a jego miesięczny impas w ofensywie (bez gola/asysty) to nowy, zatrważający rekord.

Nie można też zapominać o napastnikach, którzy muszą wycisnąć maksimum z prawdopodobnie skromnej liczby szans. Brian Brobbey wykazuje się w ostatnich meczach znakomitą pracowitością, ale jego statystyki ligowe (2 gole i 9 strzałów w 14 występach) są mizernym wytłumaczeniem dla frustracji. Z kolei Richarlison, po wreszcie dłuższej serii występów, będzie desperacko potrzebował bramek, by uwiarygodnić swoją obecność na boisku i utrzymać pozytywny trend, o którym tak niedawno pisano.

Analiza i przewidywanie: Czy czeka nas szachowa partia bez goli?

Biorąc pod uwagę kryzys ofensywny Tottenhamu oraz defensywnie nastawioną filozofię Sunderlandu, szczególnie na wyjeździe, można spodziewać się meczu rozgrywanego w taktycznym okopach. Obie ekipy wydają się stawiać obronę ponad ryzykiem.

Prognozy wskazują na partię "cichą", gdzie przełamanie remisu może być kwestią jednego, szczęśliwego (lub fatalnego dla rywala) momentu. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się być niskooktanowy remis lub minimalne zwycięstwo, wynikiem jednego gola, dla którejkolwiek ze stron.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.