Tudor pod presją: Tottenham z dziesięcioma osłabieniami na debiut przeciwko Arsenalowi.
Niegdyś klubowe potęgi, dziś Tottenham Hotspur staje przed egzystencjalnym kryzysem kadrowym, a na dodatek debiut nowego szkoleniowca Igora Tudora zapowiada się jak scenariusz rodem z greckiej tragedii. Czy Chorwat odnajdzie magiczną formułę, by stawić czoła lokalnemu rywalowi, mając w składzie armię kontuzjowanych?
Chrzest Ognia: Tudor vs. Arsenal w obliczu absencji
Igor Tudor przejmuje stery w Tottenham Hotspur i od razu rzuca się na głęboką wodę. Jego pierwsze spotkanie to nic innego jak Północnolondyńskie Derby przeciwko Arsenalowi, co samo w sobie jest wyzwaniem godnym mistrzów. Ale to, co czeka Tudora w szatni, to prawdziwa apokalipsa kadrowa. Mówimy o minimum dziesięciu nieobecnych – kontuzje i zawieszenia dziesiątkują skład Lilywhites.
Największym ciosem jest brak Cristiana Romero. Defensor, który "zabrał walizkę" z Old Trafford (czyli zobaczył czerwoną kartkę), nie zagra. Gdyby Romero był dostępny, Tudor mógłby bez oporów wdrożyć swój ulubiony system – ten zabójczy 3-4-2-1, którego efektywność często widzieliśmy w poprzednich klubach. Jednak brak opcji personalnych zmusza go do drastycznych kroków. Można niemal z całą pewnością założyć, że w derby Chorwat będzie zmuszony ustawić tradycyjną czwórkę w obronie – to bolesna kapitulacja przed filozofią na rzecz pragmatyzmu.
Defensywny Mordor: Jak załatać dziury w sercu obrony?
Linia obrony Tottenhamu w tym starciu będzie wyglądała jak prowizoryczny most budowany w pośpiechu. Guglielmo Vicario stanie między słupkami, a przed nim powinni ustawić się Radu Dragusin oraz Micky van de Ven. To solidne nazwiska, ale brak zgrania w warunkach premiery ligowej spotęgowanej presją derbów to proszenie się o kłopoty.
Na bokach obrony sytuacja jest równie niepewna. Archie Gray i Djed Spence mają zająć pozycje boczne, o ile zdrowie pozwoli. Kluczową niewiadomą pozostaje Pedro Porro. Jeśli nie zdąży wyleczyć urazu uda, Gray zostanie przyklejony do boku, co, szczerze mówiąc, nie jest jego naturalną pozycją. Zmiana formuacji wymuszona jest koniecznością, a Tudor musi liczyć na to, że jego żołnierze mimo wszystko zrozumieją rozkazy bez dogłębnego treningu taktycznego.
Atak odarty z gwiazd, ale z potencjałem "juventusu"
Przejdźmy do ofensywy, bo tu sytuacja jest niejednoznaczna. Owszem, lista nieobecnych jest długa – Wilson Odobert dołączył do kontuzjowanych z zerwanym więzadłem krzyżowym po ostatniej porażce 2-1 z Newcastle United w końcówce ery Thomasa Franka. Ale Tudor może odetchnąć, spoglądając na napastników.
Na szczęście, ma do dyspozycji Mathysa Tela i Randala Kolo Muaniego. To tutaj może dojść do ciekawej chemii. Relacja Kolo Muaniego z Tudorem z czasów Juventusu może zadziałać na korzyść napastnika. Francuz ma szansę stworzyć trzon ataku razem z Dominikiem Solanke i Xavim Simonsem. To tercet, który, jeśli "kliknie", może zaskoczyć każdego rywala. Nie zapominajmy jednak o Richarlisonie. Chorwat może mieć go w zanadrzu jako opcję rezerwową lub zmiennika, bo skrzydłowy jest już po treningach. Decyzja o tym, kto od pierwszej minuty poprowadzi atak, będzie kluczowa dla przełamania impasu.
W środku pola Tudor ma przynajmniej jeden pewny ruch, który nie jest wymuszony kontuzją: Joao Palhinha prawdopodobnie wskoczy za Yve’sa Bissoumę, który nie przekonał trenera, gdy schodził z boiska w przerwie meczu. To solidny, defensywny wkład. Patrząc na potencjalny skład wyjściowy, widać mieszankę desperacji i talentu: Vicario; Gray, Dragusin, Van de Ven, Spence; Gallagher, Palhinha, Sarr; Kolo Muani, Solanke, Simons. Czy ta mieszanka wybuchnie ogniem, czy zgaśnie jak świeczka? Derby pokażą wszystko.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.