Wielki dylemat Steve'a Clarke'a: komu zaufać w ataku przed wielkim turniejem?
Szkocka gorączka powrociła, a wraz z nią największa zagadka dla Steve'a Clarke'a: kogo zabrać do ataku na amerykańską eskapadę?
Wierność Clarke'a kontra paląca forma strzelców – dylemat na szpicy
Od kiedy Steve Clarke przejął stery w reprezentacji Szkocji w 2019 roku, lojalność wobec sprawdzonych graczy stała się jego znakiem rozpoznawczym. To godna podziwu cecha, ale czy w obliczu narastającej konkurencji w formacjach atakujących, sześćdziesięciodwuletni menedżer zdecyduje się na odświeżenie składu? Defensywa i środek pola w zasadzie piszą się same, ale z przodu dzieje się prawdziwa burza mózgów. Czy Clarke postawi na sprawdzonych weteranów, którzy pomogli mu w renesansie szkockiej piłki, czy może postawi na karty niespodzianki?
Kluczowe dla dotychczasowych sukcesów byli iście barwni, choć momentami kontrowersyjni, napastnicy: Lyndon Dykes i Che Adams. Obaj zadebiutowali pod wodzą Clarke'a, a ich dorobek bramkowy w kadrze nie jest oszałamiający – Dykes ma 10 goli w 50 występach, a Adams zdobył 11 bramek w 46 meczach. Jednak ich wartość dla taktyki jest niezaprzeczalna.
Dykes jest w stanie cofać się niżej, by łączyć grę między atakiem a pomocą, będąc jednocześnie zagrożeniem powietrznym w polu karnym. Adams z kolei wnosi fizyczność, cechę, którą poprawił, grając we Włoszech, i może grać jako samotny lis pola karnego lub partner dla drugiego napastnika.
Ta wszechstronność jest dla Clarke’a kluczowa. Problem w tym, że ich forma strzelecka w tym sezonie budzi poważne wątpliwości. Adams zanotował zaledwie pięć trafień w Serie A dla Torino, zdobywając łącznie tylko cztery bramki od 30 listopada 2025 roku. Z kolei 30-letni Dykes ma na koncie trzy bramki w ostatnich 36 meczach Championship. To nie są statystyki, które mają przyprawiać defensywy przeciwników o koszmary przed zbliżającym się turniejem.
Czy "Szkoci z Championship" wreszcie dostaną szansę na błysk?
W tym samym czasie na scenę wkracza Lawrence Shankland. Po kolejnym znakomitym sezonie w lidze szkockiej, gdzie zdobył 20 goli w zaledwie 34 meczach dla Hearts, jego powołanie wydaje się niemal obowiązkiem. Jego obecność w kadrze bywała zmienna od 2019 roku, ale teraz argumenty są mocne. Szkocja w pierwszym meczu z Haiti z pewnością będzie chciała od razu wbić kilka bramek dla morale – a Shankland może być kluczem. W systemie 4-2-3-1 to on powinien być tym, który stoi na czele, z Ryanem Chrichtonem, McTominayem i Benem Gannonem-Doakiem operującymi za jego plecami.
A co z tuzami z angielskiej Championship? Oli McBurnie, Ross Stewart i George Hirst – wszyscy oni mieli już styczność z kadrą Clarke’a. McBurnie nie zagrał dla Szkocji od zwycięstwa 4:0 z Wyspami Owczymi w 2021 roku, ale zanotował 17 bramek dla Hull, które stoją nad przepaścią awansu do Premier League. Stewart, mimo dwóch występów, jest chronicznie nękany kontuzjami, choć w tym sezonie uzbierał 11 goli we wszystkich rozgrywkach, wliczając trafienie przeciwko Arsenalowi w Pucharze Anglii. Może być jednak za późno.
Ostatnia wiadomość, że Tommy Conway wypada z powodu kontuzji, może wypchnąć w górę Hirsta. Ten 27-latek zdobył 11 goli dla Ipswich, gdy zapewniali sobie automatyczny awans, i ma jedno trafienie w ośmiu meczach dla kadry. Nie ma miejsca dla całej trójki, ale ich ostatnie występy dają Clarke'owi niemały ból głowy. Czy zasługi z ligi potrafią przeskoczyć zaufanie budowane latami?
Czy Clarke zaskoczy jednym lub dwoma "dzikimi kartami"?
O ile w większości formacji spodziewamy się zobaczyć tych samych, sprawdzonych graczy, o tyle wprowadzenie jednego lub dwóch "dzikich kart" mogłoby przynieść Szkocji korzyść. Jedną z takich opowieści jest Kieran Bowie. Przeszedł drogę od gry w trzeciej lidze szkockiej z Raith Rovers do strzelania goli Interowi Mediolan dla Hellas Verona w zaledwie sześć lat. Bowie zadebiutował w kadrze w zeszłym roku, notując występ przeciwko Białorusi. Mimo że to zawodnik na przyszłość, zabranie go do Ameryki Północnej nie byłoby stratą miejsca.
Choć to nie jest typowa pozycja napastnika, warto też zwrócić uwagę na skrzydłowego Rangersów, Findlay'a Curtisa. Wypożyczenie do Kilmarnock w drugiej połowie sezonu układało się dla niego znakomicie – zanotował sześć udziałów przy bramkach w 14 meczach. W turnieju, gdzie liczy się świeżość i niespodziewane opcje taktyczne, taki dynamit z ławki może okazać się na wagę złota. Decyzja Clarke'a będzie musiała zrównoważyć bezpieczne powroty do sprawdzonych rozwiązań z ryzykiem, jakie niosą ze sobą zawodnicy w szczytowej formie.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.