Wilki odwracają losy meczu z liderem i piszą historię Premier League.
Czym jest prawdziwa siła charakteru w Premier League? Odpowiedź właśnie nadeszła z Molineux, gdzie Wolverhampton Wanderers dokonali czegoś, co wydawało się niemożliwe, ratując remis przeciwko rozpędzonemu Arsenalowi.
Miodny dreszczowiec i historyczny punkt: jak Wolves zatrzymały Kanonierów
Na papierze wszystko układało się idealnie dla Arsenalu Mikela Artety. Prowadzenie 2:0, bramki Saki i Hincapié – wydawało się, że Kanonierzy spokojnie dopiszą kolejne trzy punkty i umocnią się na szczycie tabeli. Tymczasem, jak to często bywa w futbolu, statystyki i pozycja w ligowej hierarchii to tylko wstęp do prawdziwej dramy. Wolverhampton Wanderers, drużyna Roba Edwardsa, od początku sezonu plasująca się na samym dnie, pokazała, że krew Molineux nie jest na sprzedaż.
Odpowiedź gospodarzy była spektakularna. Najpierw pod koniec pierwszej godziny gry Hugo Bueno dał Iskrę, a potem, gdy wydawało się, że nic już nie odwróci losów spotkania, nadszedł moment absolutnej euforii. Po strzale Toma Edozie, który obił słupek, piłka znalazła drogę do siatki w doliczonym czasie gry, wywołując szaleństwo na trybunach i dając Wolves bezcenny punkt. Ten remis to nie tylko otarcie ran dla kibiców, to piłkarskie wydarzenie, które zapisze się w annałach rozgrywek.
Wolves ustanawiają nowy rekord Premier League – to wyczyn godny podziwu
Dane analityczne z Opta rzucają światło na absurdalność tego osiągnięcia. Wolves przeszli do historii jako premierowa ekipa w erze Premier League, która mimo rozpoczęcia dnia na ostatnim miejscu w tabeli zdołała uniknąć porażki z liderem, będąc jednocześnie pod tak znaczną – dwubramkową – stratą w trakcie meczu.
Cytując bezpośrednio statystyków:
"Wolves są pierwszą drużyną w historii Premier League, która zaczęła dzień na dole tabeli i uniknęła porażki z drużyną rozpoczynającą dzień na szczycie, mimo że przegrywała różnicą dwóch lub więcej bramek. Upolowane."
Ten wynik to potężny cios dla ambicji Arsenalu na tytuł. Zamiast powiększyć przewagę do imponujących siedmiu punktów, Kanonierzy muszą zadowolić się remisem, a presja na nich wzrasta, zwłaszcza że Manchester City ma realną szansę zmniejszyć stratę do zaledwie dwóch punktów, jeśli tylko pokonają Newcastle United w sobotę. Dla Arsenalu, który w ostatnich siedmiu meczach ligowych wygrał zaledwie raz, jest to sygnał ostrzegawczy, że mistrzowska forma jeszcze nie nadeszła.
Druga połowa Arsenalu, której lepiej nie pamiętać: od dominacji do dekompozycji
To, co wydarzyło się po przerwie, było dla kibiców Arsenalu niczym scenariusz koszmaru. W pierwszej połowie dominacja Kanonierów była absolutna, a obrazem tej kontroli jest fakt, że Wolves oddali zaledwie dwa celne strzały na bramkę Davida Rayi. Jak donosi Squawka, to już czternasty raz w tym sezonie, kiedy Arsenal nie pozwolił rywalowi na oddanie celnego strzału przed przerwą – co jest najlepszym wynikiem w lidze z zapasem co najmniej czterech meczów.
Jednakże, jak słusznie zauważono w analizach, zatrzymanie rywala w pierwszej połowie jest jednym, a dowiezienie wyniku do końca to zupełnie inna sztuka. W drugiej odsłonie meczu, Arsenal sprezentował przeciwnikowi wszystko to, co wcześniej skrzętnie eliminował. Ta utrata dwubramkowej przewagi jest nie tylko bolesna, ale i zastanawiająca. Czy to kwestia mentalności, braku rezerw taktycznych u Mikela Artety, czy może po prostu niesamowity, desperacki duch walki Wilków? Z pewnością ten remis wywoła gorące dyskusje w szatni Kanonierów przed zbliżającym się derby Północnego Londynu.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.