Anglia na skraju klęski w Brisbane, Australia blisko zwycięstwa w drugim teście The Ashes.

Anglia stoi na krawędzi spektakularnej katastrofy w drugim teście Ashes na The Gabba. Kiedy wydawało się, że „Synowie Albionu” mogą jeszcze powalczyć, Australia zdominowała sobotę z taką precyzją, że perspektywa porażki różnicą inningów wydaje się niemal pewna. Czy to koniec nadziei na odwrócenie losów tej serii?

Australia demonstruje kompletny krykiet: Bat i piłka w harmonii

Sobota rozpoczęła się brutalnie dla angielskiej ekipy. Australia, wznowiwszy grę z przewagą 44 runów (378-6), nie zamierzała spowalniać tempa. Zadaniem Anglii było szybkie zlikwidowanie reszty australijskiego dołka. Niestety, zamiast tego zobaczyliśmy festiwal uderzeń gospodarzy. „The Baggy Greens” dodali kolejne 133 runy, osiągając imponujące 511 przed sesją wieczorną. To oznaczało, że Anglicy potrzebowali minimum 177 runów, by zmusić Australię do ponownego wyjścia na plac gry.

Warto podkreślić, jak wyrównany był australijski skład. Nawet przy odejściu Alexa Careya (63), do gry wszedł Mitchell Starc, który nie tylko wzmocnił stawkę, ale sam popisał się efektowną szarżą, notując 77 runów, w tym 13 „czwórek”. Co uderzające, każdy z graczy australijskiego „batting lineup” osiągnął dwucyfrowy wynik. Kula angielska wydawała się bezradna. Brydon Carse nabił sobie statystyki, zgarniając 4-152, a Ben Stokes zakończył dzień z 3-113, ale te liczby nie odzwierciedlały ogólnej dominacji gospodarzy.

Załamanie, które znamy aż za dobrze: Angielski rollercoaster

Gdy na scenę wkroczyli otwierający – Zak Crawley i Ben Duckett – pojawiła się iskierka nadziei. Otworzyli mecz zdobyczą 48 runów dla pierwszej bramki. To był jednak tylko krótki przerywnik w nadchodzącym dramacie. Jak to bywa ostatnio w przypadku Anglii, nastąpił gwałtowny kolaps. Od stanu 90-1, drużyna runęła do 128-6. Crawley, choć zdobył przyzwoite 44, zobaczył, jak reszta czołówki prezentuje tragiczną formę.

Zarówno Duckett, jak i Joe Root, a także Harry Brook, pożegnali się z boiskiem po zdobyciu zaledwie 15 runów każdy – to były wejścia bez znaczenia dla losów tego spotkania. Ollie Pope zdążył uzbierać 26, ale to było za mało by powstrzymać lawinę.

Ostatecznie, po zaledwie 35 overach, Anglia zakończyła dzień na fatalnym wyniku 134-6. Zobaczmy, co relacjonowano na platformie społecznościowej:

England wickets keep falling... Harry Brook is OUT for 15 ❌ Watch #TheAshes LIVE on TNT Sports and discovery+ 📺 pic.twitter.com/QV5W05MZpf

To załamanie było ponowne i bolesne, a piłki rzucane przez gospodarzy – Starc (mimo problemów z kondycją), Michael Neser i Scott Boland – były precyzyjne i bezlitosne.

Niedziela formalnością czy cudownym odrodzeniem?

Przy takim stanie, rzeczywistość jest brutalna: jeśli nie wydarzy się absolutny cud sportowy, formalności zostaną dokończone w niedzielę na korzyść Australii. Anglicy potrzebują teraz absolutnego bicia rekordów, by nie tylko uniknąć porażki różnicą inningów, ale i wyzerować straty. Statystyki i forma obu drużyn sugerują, że zamiast walki o zwycięstwo w tym meczu, nad Anglią wisi już widmo całkowitej klęski w całej serii. Czy ktokolwiek w szatni „Synów Albionu” ma plan B, czy też czeka ich tylko pożegnanie z The Gabba i patrzenie, jak Australia dopina „whitewash” na własnym terenie? Zapowiada się bardzo, bardzo długa noc dla angielskich fanów.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.