Moyes bez zwycięstwa u siebie podejmie walczący o ligowe punkty Sunderland.
Niedziela zapowiada się elektryzująco na Goodison Park, gdzie Everton rozegra swój ostatni mecz domowy w premierowym sezonie na Hill Dickinson Stadium. Rywalem będzie nie byle kto, a Sunderland – zespół, który ma równie wiele do udowodnienia, co gospodarze!
Pożegnanie z nowym domem: Czy Everton odnajdzie rytm zwycięstw?
Dla Evertonu ten sezon na nowym stadionie przebiegał, delikatnie mówiąc, pod znakiem rozczarowania. David Moyes – człowiek, który notował sukcesy w Merseyside – może pochwalić się zaledwie sześcioma zwycięstwami domowymi w osiemnastu możliwych spotkaniach. To statystyka, która nie napawa optymizmem, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ostatnio musieli przełknąć gorzką pigułkę remisu 2:2 z Crystal Palace, tracąc prowadzenie dwukrotnie. Wydaje się, że Everton wjechał w końcówkę sezonu bez paliwa w baku.
Sunderland niczym nie odbiega od tej tendencji. Cztery ostatnie mecze bez wygranej, w tym niedawny bezbramkowy remis z Manchesterem United, stawiają ich tuż obok Evertonu w tabeli, z zaledwie punktem straty. W kontekście ostatniego meczu w domowym Hill Dickinson Stadium, Evertonowcy będą chcieli powtórzyć wyczyn z ostatnich pięciu lat, kiedy to kończyli sezon na Goodison Park zwycięstwem. To psychologiczny haczyk, który może okazać się kluczowy.
Derby Północnego Wschodu: Starcie gigantów z mroczną przeszłością
Mówimy tu o meczu o bogatej tradycji. Łącznie Everton i Sunderland mierzyły się ze sobą aż 186 razy. Historia lekko przechyla szalę na korzyść The Toffees, którzy zanotowali 83 zwycięstwa, podczas gdy Black Cats mogą poszczycić się 72 triumfami, a 31 spotkań zakończyło się podziałem punktów. To nie są tylko trzy punkty – to starcie o historyczną dumę.
Ostatnie spotkanie w tym sezonie Premier League zakończyło się remisem 1:1 na Stadium of Light, co przerwało ośmioletnią posuchę w bezpośrednich starciach ligowych (nie licząc pucharów). Warto przypomnieć, że ostatnia konfrontacja pucharowa, w EFL Cup we wrześniu 2017 roku, była pokazem siły młodego wówczas Dominica Calvert-Lewina, który skompletował hat-tricka w wygranej 3:0.
Jednak historia ta pełna jest dramatycznych zwrotów akcji. Pamiętamy przecież, jak w sezonie 2016/17 Everton dwukrotnie pokonał Sunderland, strzelając aż pięć bramek Jordanowi Pickfordowi, zanim ten przeniósł się do Liverpoolu. Z drugiej strony, Sunderland potrafił w rewanżu w maju 2016 roku "ustawić lekcję futbolu", wygrywając 3:0. A co dopiero pamiętny listopadowy pojedynek z 2015 roku, kiedy Everton rozbił przyjezdnych 6:2, w dużej mierze dzięki fenomenalnemu hat-trickowi Arouny Kone!
Czarny okres posuchy i historyczne nokauty
Analizując głębiej ostatnie dekady, widać, że ten mecz bywał dla Evertonu prawdziwą katorgą. Sunderland zanotował pięć zwycięstw w ostatnich dwunastu spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, co sugeruje, że potrafią oni spędzać sen z powiek The Toffees. Przez dekadę, od stycznia 2002 do listopada 2012 roku, Sunderland przeżywał jednak absolutny armagedon, notując 19 meczów bez zwycięstwa z Evertonem, w tym aż 14 porażek!
W tym kompromitującym dla Sunderladowców okresie, Everton zaserwował im historyczne lanie w 2007 roku, gromiąc ich 7:1, co dla gości musiało być druzgocące na duszy. Ironią losu jest to, że największe zwycięstwo Black Cats w tym historycznym starciu datuje się na Boxing Day 1934 roku, kiedy to wygrali aż 7:0. Te liczby pokazują, jak zmienne są losy tej rywalizacji.
Ten niedzielny mecz, to nie tylko walka o punkty po słabych seriach, ale także próba sił w starciu, które zawsze obfitowało w bramki, niespodziewane zwroty akcji i mnóstwo ligowego kolorytu.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.