Arsenal musi uważać na niespodzianki ze strony Sunderlandu.

Początek sezonu często budzi euforię, ale prawdziwy test dla każdej drużyny aspirującej do mistrzostwa nadchodzi zwykle w lutym i marcu. Dla Kanonierów ten okres bywał – delikatnie mówiąc – katastrofalny, regularnie grzebiąc ich marzenia o trofeach.

Czy Arsenal jest gotów na morderczy maraton, czy czeka nas kolejna faza "luty-marzec"?

Historia ostatnich sezonów uczy pokory. To właśnie na przestrzeni lutego i marca Arsenal notował fatalne spadki formy, gubiąc punkty w meczach, które teoretycznie powinny być "na papierze" wygrane. Jak zauważył Karl Matchett, to właśnie te rozczarowujące porażki i brak odporności w kluczowych momentach sprawiły, że klub czeka na trofeum już blisko sześć lat. Konsekwencja to waluta, za którą kupuje się mistrzostwa. Nawet mając sześć punktów przewagi nad Manchesterem City, którego forma ostatnio się załamała (tylko jedno zwycięstwo w sześciu ligowych potyczkach), Arsenal nie może sobie pozwolić na taryfę ulgową. Przeciwnicy tacy jak Sunderland, Brentford i Wolves, a także Wigan w pucharze, to spotkania, które drużyny walczące o tytuł muszą wygrywać bezDyskusji.

Arteta stoi przed dylematem: priorytetyzacja rozgrywek czy maksymalizacja punktów ligowych, zanim znów ruszy Europa. Każda strata punktów teraz jest bardziej kosztowna, biorąc pod uwagę to, co czeka Kanonierów tuż po tej mini-serii spotkań. Po tych teoretycznie łatwiejszych meczach przychodzi brutalne zderzenie z rzeczywistością: derby Północnego Londynu, starcie z Chelsea, a wkrótce potem Manchester City – zarówno na Wembley, jak i na Etihad. Konieczne jest zbudowanie solidnej poduszki punktowej.

Sunderland: Czarny Kot, który rzuca cień na faworytów

Tymczasem ekipa Sunderlandu przeżywa sezon, który zdecydowanie przekroczył wszelkie oczekiwania. Z dorobkiem 36 punktów zajmują ósme miejsce i absolutnie nie muszą martwić się degradacją – tak niska liczba punktów na tym etapie rzadko kiedy była potrzebna do utrzymania się w ciągu ostatniej dekady. Ale czy to koniec ambicji? Absolutnie nie. Zespół wciąż może celować w górną połówkę tabeli, a w sprzyjających okolicznościach nawet marzyć o europejskich pucharach.

Kluczowe aspekty, które napędzają ten zespół, tkwią w powrocie kluczowych graczy i znakomitej dyspozycji innych. Powrót Habiba Diarry, stabilna forma Robina Roefsa w bramce, a także zgranie duetu Noah Sadiki i Enzo Le Fée tworzą solidną bazę. Do tego dochodzi intrygujący styczniowy transfer Nilsona Angulo, który wkrótce ma wnieść nową jakość. Czarny Kot udowodnił już, że potrafi sprawiać niespodzianki faworyzowanym drużynom, co czyni ich starcie z Arsenalem potencjalnie bardziej zdradliwym, niż sugerują pozycje w tabeli.

Kontrasty formy: Ostatnie wyniki i bolączki kadrowe

Formalnie rzecz biorąc, Arsenal ma za sobą znakomitą serię – tylko jedna porażka w szesnastu ostatnich spotkaniach we wszystkich rozgrywkach. Jednak ligowa forma u siebie musi niepokoić, ponieważ w ostatnich dwóch domowych meczach ligowych Kanonierzy nie zdobyli kompletu punktów. Z drugiej strony, Sunderland na wyjazdach prezentuje się dość "szkicowo". Ich jedyne zwycięstwo na obcym terenie w ostatnich ośmiu próbach miało miejsce w Pucharze Anglii przeciwko Evertonowi – i to po rzutach karnych. W regulaminowym czasie gry ich ostatnia wygrana na wyjeździe datuje się na październik.

W kwestiach kadrowych obie drużyny mają swoje problemy. Arsenal musi sobie radzić bez kluczowych Bukayo Saki oraz Mikela Merino. Co gorsza, dla Sunderlandu pozostaje nieobecny Granit Xhaka. Z drugiej strony, menedżer Régis Le Bris zasugerował, że nowy nabytek, Angulo, może być gotowy do debiutu w najbliższych tygodniach.

Kto naprawdę dyryguje grą: Statystyki nie kłamią

Co ciekawe, kiedy mówi się o kluczowych postaciach, uwaga często skupia się na dynamicznych ofensywnych elementach. Eberechi Eze bywa ignorowany, a Martin Ødegaard nie osiąga swojej szczytowej formy. Ale to Declan Rice stał się kreacyjnym sercem Arsenalu w tym sezonie. Jego wpływ jest potężny, zwłaszcza po stałych fragmentach gry. Ryse stworzył 44 okazje bramkowe, co plasuje go jako drugiego najlepszego kreatora w lidze. Problem polega na tym, że te 12 wykreowanych "dużych szans" przełożyło się zaledwie na trzy asysty, biorąc pod uwagę oczekiwaną liczbę bramek (Expected Assists – xA) na poziomie 4.9. Innymi słowy, Rice tworzy – ale wykończenie szwankuje.

Mimo tych niedoskonałości, analitycy przewidują, że Arsenal znajdzie sposób. Ten mecz nie będzie spacerkiem, ale możliwość rotacji w formacji ataku może być kluczem do przełamania obrony gości i zdobycia niezbędnych punktów w walce o mistrzostwo. Przewidywany wynik to minimalne zwycięstwo gospodarzy: Arsenal 2-1 Sunderland.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.