Magazyn piłkarski NewsyAston Villa celuje w klubowy rekord na Stamford Bridge przeciwko Chelsea.

Aston Villa celuje w klubowy rekord na Stamford Bridge przeciwko Chelsea.

Jarosław Kowalski

Nadchodzący mecz pomiędzy Aston Villą a Chelsea to nie tylko starcie gigantów walczących o europejskie puchary, ale także szansa dla ekipy Unaia Emery’ego na zapisanie się złotymi zgłoskami w klubowej księdze rekordów. Czy Oliwki uciszą Stamford Bridge i przy okazji sięgną po historyczne osiągnięcie, które datuje się na czasy, gdy lotnictwo dopiero raczkowało?

Aston Villa celuje w klubowy rekord na Stamford Bridge przeciwko Chelsea.

Gdzie ląduje Aston Villa? Walka o sam szczyt i historyczna dominacja

Podopieczni Unaia Emery’ego weszli w ten sezon w stylu, który sprawił, że kibice na Villa Park drżą z ekscytacji, a rywale z zazdrością drapią się po głowach. Trzecie miejsce w tabeli Premier League to stan absolutnie fantastyczny, lecz stawka jest jeszcze wyższa. W sobotni wieczór, w zależności od wyników Arsenalu i Manchesteru City, Aston Villa może znaleźć się na samym szczycie. To byłby scenariusz rodem z hollywoodzkiej produkcji, ale biorąc pod uwagę ich obecną dyspozycję, wydaje się on jak najbardziej realny.

Lwia część splendoru za ten stan rzeczy przypada oczywiście Emery’emu, który zdołał z tej utalentowanej grupy stworzyć prawdziwą machinę. W kontekście ich formy, to co dzieje się za kulisami, to prawdziwa sensacja statystyczna. The Villans wygrali 16 z ostatnich 18 spotkań we wszystkich rozgrywkach, a co więcej — notują dziesięć zwycięstw z rzędu! Wyobraźmy sobie, kiedy ostatnio Villa mogła pochwalić się taką serią. Źródło podaje, że ostatnia jedenastka zwycięstw miała miejsce w 1914 roku, a pierwsza seria – ustanowiona już w 1897 roku. To jest absolutny kosmos w nowoczesnym futbolu.

W lidze krajowej sytuacja jest równie imponująca: siedem kolejnych wygranych w Premier League. Ostatnim razem, kiedy Aston Villa potrafiła ugrać dziewięć zwycięstw z rzędu w lidze, był to rok 1910. Czyżby sobota miała być tym dniem, kiedy padnie kolejny kamień milowy?

Chelsea pod lupą: Kto powstrzyma rozpędzoną maszynę?

Fakt, że rywalem nie byle kto, a Chelsea, dodaje tej potyczce dodatkowego smaczku. The Blues zajmują czwarte miejsce i są najbliższym gonitwą, choć strata siedmiu punktów to poważna przepaść, którą Mauricio Pochettino musi szybko zasypać. To będzie bezpośredni bój o utrzymanie statusu czołowej siły ligi.

Oczywiście, szkoleniowiec The Villans, Unai Emery, ma nad rywalami pewną psychologiczną przewagę, opartą na osobistych statystykach. Z pięciu starć z Chelsea jako menedżer Aston Villi, wygrał trzy, przegrał tylko raz. To jest ten rodzaj statystyki, który sprawia, że szatnie rywali czują lekki dyskomfort przed pierwszym gwizdkiem.

Jednak nie można lekceważyć faktu, że Chelsea, mimo swojej nierównej formy, potrafi mobilizować się na największych rywali. „Chelsea są niepokonani w trzech meczach, które rozegrali przeciwko drużynom rozpoczynającym dany mecz powyżej nich w tabeli, zdobywając pięć punktów przeciwko Liverpoolowi, Tottenhamowi Hotspur i Arsenalowi” — informuje źródło. To dowód na to, że z ekipami z absolutnej czołówki potrafią grać na wynik.

Czy to już czas Rogersa? Indywidualne aspiracje w obliczu rekordu

Podczas gdy cały zespół celuje w historyczne osiągnięcie, indywidualne momenty błysku są równie ważne. W centrum uwagi znajduje się Morgan Rogers. Dla tego piłkarza nadchodzące spotkanie to szansa na osiągnięcie osobistego kamienia milowego, który rzadko zdarza się w historii tego klubu w erze Premier League.

„Morgan Rogers dąży do tego, by stać się zaledwie trzecim graczem Villi w historii Premier League, który strzelił co najmniej dwa gole w trzech kolejnych meczach, po dubletach przeciwko West Ham United i Manchesterowi United” — czytamy w analizie. Jeśli Rogers trafi dwukrotnie na Stamford Bridge, przejdzie do historii obok legend klubu, udowadniając, że Emery ma nie tylko żelazną formę drużyny, ale i wirtuozów gotowych strzelać seriami. To zestawienie talentu drużynowego z indywidualnym dążeniem po chwałę, co sprawia, że ten mecz jest obowiązkowy do obejrzenia.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment