Chelsea i Arsenal na szczycie: podsumowanie weekendu w Premier League.
Przygotujcie się na elektryzujący weekend w Premier League, ponieważ londyńskie giganty, Chelsea i Arsenal, zafundowały nam europejski spektakl, który każe zrewidować dotychczasowe prognozy.
Blues kontra Kanonierzy: Prawda objawiona na tle europejskiej areny
Ostatnie dni w europejskiej piłce nożnej stanowią prawdziwy sprawdzian dla londyńskich potęg. Piątkowe, zasłużone zwycięstwo Chelsea 3:0 nad Barceloną było bez wątpienia najlepszym występem podopiecznych Hansiego Flicka od finału Klubowych Mistrzostw Świata. Co ciekawe, sam wynik nieco fałszuje obraz gry, ponieważ Chelsea miała aż cztery bramki nieuznane z różnych powodów – to sygnał, że maszyna ofensywna ruszyła pełną parą.
Dzień później Arsenal odpowiedział w jeszcze bardziej przekonujący sposób, komfortowo triumfując 3:1 nad Bayernem Monachium. Czy to był moment, w którym Mikel Arteta i jego zawodnicy oficjalnie ogłosili się najlepszą drużyną w Europie? To są właśnie mecze, które elektryzują kibiców i zmuszają analityków do ponownej oceny sił na Starym Kontynencie.
Chelsea: Czy tak wygląda droga po mistrzostwo?
Kluczowe pytanie brzmi: czy Chelsea naprawdę są w stanie walczyć o tytuł mistrzowski? Obecne statystyki ofensywne pod wodzą Enzo Mareski są po prostu oszałamiające. „The Blues”
prowadzą w Premier League pod względem oczekiwanych goli (xG) na poziomie 22.5, wypracowują średnio 5.6 celnych strzałów na 90 minut oraz stworzyli najwięcej „dużych szans”
(39). To język liczb, który przemawia na korzyść tej drużyny.
Ale to nie tylko fajerwerki w ataku. Forma defensywna również budzi respekt. Tylko Arsenal może pochwalić się większą liczbą czystych kont (sześć) niż Chelsea. Co więcej, West Londonersi przodują w lidze pod względem liczby przechwytów na 90 minut (10.8), do czego kluczowo przyczynia się niesamowity Moisés Caicedo.
Jednakże, musimy podnieść jeden, ogromny argument, który studzi ten optymizm. Jak zauważono, w pierwszych 12 meczach Chelsea zmierzyła się z potencjalnie łatwiejszymi rywalami, takimi jak West Ham Grahama Pottera, Nottingham Forest zarządzane przez Ange Postecoglou czy Wolves pod wodzą Vítora Pereiry. Nadchodzące spotkanie będzie prawdziwym, twardym egzaminem dla ich aspiracji.
Kontratak na rzuty rożne: Sztuka Mikela Artety
W kontekście Arsenalu, od dawna mówi się o ich zaskakującej, niemal obsesyjnej wręcz, zależności od stałych fragmentów gry. Jednak w ostatnim, szalonym meczu przeciwko Tottenhamowi, wygranym 4:1 w derbach Północnego Londynu, zespół Mikela Artety udowodnił, że potrafi dominować także w otwartej grze.
Wspomniany mecz z Tottenhamem absolutnie ukradł Eberechi Eze swoim hat-trickiem. Choć sama historia gracza, który został kiedyś zwolniony przez Arsenal, by potem odrzucić Tottenham, aby wrócić do Kanonierów, jest fascynująca, to co działo się po meczu jest jeszcze bardziej interesujące. Po tak spektakularnym zwycięstwie, Arteta stwierdził, że był „zły”, iż Arsenal nie strzelił gola ze stałego fragmentu gry. Choć trudno orzec, czy to była czysta prowokacja, czy faktycznie „choroba”
na punkcie detali, to pokazuje mentalność mistrza.
Zawirowania kadrowe: Kto zawalczy, kto odpoczywa?
Przed tak kluczowymi starciami, składy zawsze są na językach. W obozie Chelsea, Enzo Maresca ma dobrą wiadomość: Cole Palmer jest gotowy do gry, mimo że tuż przed poprzednim meczem nabawił się urazu palca w domu. Włoski szkoleniowiec z pewnością ma nadzieję, że jego gwiazda nie odniesie kolejnej kontuzji w absurdalny sposób, na przykład zatrzaskując dłoń w drzwiach lodówki.
Nadal jednak zmagają się z poważniejszymi problemami kadrowymi. Levi Colwill (kolano), Roméo Lavia (uda) i Dário Essugo (uda) pozostają poza grą i ich rychły powrót nie jest przewidywany. Oznacza to, że kluczowi zawodnicy będą musieli wziąć na siebie większy ciężar, a ławka rezerwowych zostanie mocno przetestowana.
Arsenal również mierzy się z bólem głowy. Największym nieobecnym będzie Gabriel (uda), którego brak jest odczuwalny, mimo że Kanonierzy zdołali wygrać z Tottenhamem i Bayernem Monachium bez niego. Najnowszym nabytkiem na liście kontuzjowanych jest Leandro Trossard, który doznał urazu w środku tygodnia. Dodatkowo, Viktor Gyökeres (ścięgno podkolanowe) oraz Kai Havertz (kolano) również koncentrują się na rehabilitacji. Gabriel Jesus powrócił do treningów po zerwaniu więzadła krzyżowego, ale to spotkanie przyjdzie dla niego zdecydowanie za wcześnie, by mógł wziąć w nim udział.
Ostateczna prognoza: Bitwa gigantów pod znakiem zapytania
Choć Chelsea prezentuje się w tej chwili znakomicie, a liczby „The Blues”
są nie do zignorowania – zwłaszcza w ataku – wydaje się, że Arsenal ma nieco głębszy i bardziej ukształtowany skład na kluczowe momenty sezonu. „Kanonierzy”
mają za sobą już zwycięstwa na europejskim podwórku, które budują pewność siebie. Przewidujemy, że mimo świetnej dyspozycji gospodarzy, minimalnie silniejsi okażą się przyjezdni. Tak, stawiamy na skromne zwycięstwo Arsenalu 2:1.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.