Nadchodzący Puchar Narodów Afryki w 2025 roku w Maroku zapowiada się elektryzująco, z 24 potęgami walczącymi o koronę kontynentalnego futbolu. Faworyci są oczywiści – Maroko, Egipt, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej i Nigeria – ale w afrobeacie zawsze znajdzie się miejsce dla niespodzianek, niczym sensacyjny triumf Zambii w 2012 roku. Pora przyjrzeć się tym, którzy mogą namieszać i spłatać figla wszystkim analitykom.

Kto oprócz gigantów może sięgnąć po triumf w PNA 2025?
Turniej AFCON 2025, startujący 21 grudnia w Maroku, to zawsze tygiel emocji, gdzie teoretyczne mocarstwa często muszą ustępować miejsca drużynom z żelazną wolą walki. Oto cztery ekipy, które nie są na ustach jako główni kandydaci, ale mają potencjał, by zdetronizować faworytów i wywołać największe sportowe trzęsienie ziemi na kontynencie.
Republika Południowej Afryki: Niepozorni Bafana Bafana na fali wznoszącej
Reprezentacja RPA, znana jako Bafana Bafana, zdobyła swoje jedyne trofeum w 1996 roku, co, nie oszukujmy się, wydaje się odległą historią. Jednak ostatnie pięć lat przyniosło wyraźną poprawę. Piłka nożna w tym kraju ewoluuje w zaskakującym tempie. Ich awans na Mistrzostwa Świata po 15-letniej przerwie to już sygnał ostrzegawczy dla reszty stawki.
Na ostatnim AFCON byli blisko – eliminacja Nigerii w półfinale, a przecież wcześniej pokonali faworyzowane Maroko, które przecież doszło do półfinału mundialu w 2022 roku! To nie był przypadek. Rdzeń drużyny opiera się na solidnej lidze krajowej, a trener Hugo Broos, którego określają mianem błyskotliwego taktyka, potrafi wycisnąć maksimum potencjału. Mówiąc wprost: nie lekceważcie ich, bo mogą wygrać.
Demokratyczna Republika Konga: Potęga z historycznymi aspiracjami
DR Kongo to kraj słynący z historycznych osiągnięć – dwa tytuły na koncie, choć wywalczone pod nazwami Kongo-Kinszasa (1968) i Zair (1974). Od tamtego czasu, mimo talentu, często nie potrafili przełożyć go na sukcesy kontynentalne. Czy w 2025 roku to się zmieni? Skład, który obecnie posiadają, sugeruje, że owszem.
Mamy tam mieszankę doświadczenia i młodej krwi: Noah Sadiki, Aaron Wan-Bissaka, Axel Tuanzebe, Samuel Essende oraz charyzmatyczny Cedric Bakambu. To nie jest banda amatorów. Poza tym, mają u steru Sebastiéna Desabre’a, menedżera z ogromnym doświadczeniem na afrykańskiej scenie, pracującego tam od 2010 roku. Desabre zna te realia doskonale. DR Kongo z pewnością sprawi przysłowiowy „porządny ból głowy” każdemu rywalowi na turnieju.
Gabon: Pantery liczą na iskrę Aubameyanga
Kiedy myślimy o Gabonie, nasza uwaga natychmiast kieruje się na jednego człowieka – Pierre’a-Emericka Aubameyanga. Choć reprezentacja Panter nie posiada może najbardziej utalentowanego składu na papierze, ich siłą jest niesamowita spójność i jedność zespołu. Ostatnio otarli się o eliminacje do Mistrzostw Świata, walcząc z Wybrzeżem Kości Słoniowej do ostatniej chwili – to świadczy o ich waleczności.
W tym roku Aubameyang jest „w oszałamiającej formie” (’who has been in blistering form this year’), a jego nastawienie może przenieść całą drużynę przez barierę ćwierćfinału, w której od lat grzęzną.
Poza indywidualnym geniuszem, w kadrze panuje teraz wyraźne poczucie wspólnoty. Nie spodziewajmy się fajerwerków technicznych na miarę Hiszpanii, ale Gabon potrafi zaskoczyć kolegiatywnym uporem i klinicznymi kontrami. Potencjał na sprawienie niespodzianki jest jak najbardziej realny.
Burkina Faso: Ciche gromadziciele talentów gotowi na szturm
Stallions z Burkina Faso to archetyp cichego gracza, który systematycznie się rozwija, ale rzadko kiedy jest wymieniany w czołówce. Są od lat postrzegani jako wieczni niedoceniani, ale ta passa musi się kiedyś skończyć. Mają w składzie absolutnie topowe nazwiska europejskiej piłki.
Zastanówmy się: Bertrand Traore, Dango Ouattara i, co najważniejsze dla obrony, Edmond Tapsoba, jeden z najlepszych stoperów w Bundeslidze. To jest jakość, której nie da się po prostu zignorować. Ich najlepszy dotychczasowy wynik to finał w 2013 roku, gdzie ulegli tylko Nigerii. Na ostatnim AFCON również wyglądali solidnie, chociaż odpadli w 1/8 finału z Mali. Każdy zespół, który stanie w szranki z Burkina Faso, musi być przygotowany na prawdziwą wojnę na murawie. Traore i spółka mają w sobie coś więcej niż tylko ambicję – mają realne argumenty by namieszać w tabeli finałowej.