Dwunastu graczy Nottingham Forest i Porto zagrożonych absencją w rewanżu Ligi Europy.

Napięcie rośnie w ćwierćfinale Ligi Europy, gdzie Nottingham Forest ma niebawem udać się do Portugalii na starcie z FC Porto. Jednak to, co powinno być czysto sportową batalią, może zostać przyćmione przez banał – ryzyko zawieszenia aż dwunastu zawodników obu ekip.

Gwiazdy w tarapatach: Kto zagra w rewanżu, a kto obejrzy go z trybun?

Nadchodzący dwumecz ćwierćfinałowy Ligi Europy między beniaminkiem Premier League, Nottingham Forest, a dominującym w lidze portugalskiej FC Porto, zapowiada się elektryzująco. Lasy, pod wodzą Vitora Pereiry, który wraca na znany sobie teren Estadio do Dragao (gdzie notabene dwukrotnie triumfował w lidze), przygotowują się do trudnej przeprawy. Sytuacja obu klubów jest jednak złożona nie tylko pod kątem taktycznym, ale i kadrowym, z uwagi na groźbę kumulacji żółtych kartek.

Nie grając meczu o punkty od przerwy reprezentacyjnej (ostatnio pokonali Tottenham Hotspur), Forest musi zmobilizować się na starcie z rozpędzonym Porto, które w ostatni weekend zaliczyło niespodziewany remis 2:2 z Famalicão. Ambitne cele obu drużyn w europejskich pucharach mogą zostać poważnie nadszarpnięte przez dyscyplinę.

W zespole z City Ground już teraz brakuje kluczowego pomocnika, Elliotta Andersona, który odbywa swoją drugą zawieszenie w tych rozgrywkach. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o martwiące wiadomości dla kibiców The Reds. Istnieje realne zagrożenie, że na rewanż w Nottingham nie będą mogli zagrać inni ważni gracze, jeśli w Portugalii zobaczą żółtą kartkę.

Murillo, Morgan Gibbs-White i Igor Jesus – to trio jest już na krawędzi. Jeden nieostrożny wślizg, jedna sprzeczka z arbitrem i tracimy ich na ostatni mecz w Anglii.

Ryzyko dotyczy również defensywy, gdyż Morato oraz Ryan Yates również znajdują się już na progu absencji z powodu tylko jednej upomnienia. Sytuacja ta wymusza na szkoleniowcu nutę ostrożności, co w fazie pucharowej Ligi Europy jest luksusem, na który trudno sobie pozwolić.

Portugalski kocioł, angielskie nerwy: Siedmiu jeźdźców Apokalipsy z Porto

Jeśli myślicie, że Forest ma powody do zmartwień, spójrzcie na ekipę z Porto. Na Estadio do Dragao, we własnej twierdzy, aż siedmiu zawodników Smoczych musi grać z wyjątkową samokontrolą, by nie dać się wykluczyć z potencjalnego rewanżu. To absolutnie oszałamiająca liczba piłkarzy znajdujących się w strefie zagrożenia.

Wśród faworytów do pauzy znajdują się gracze, którzy regularnie meldują się na murawie. Wyróżnić należy Jana Bednarka i Pablo Rosario, którzy zanotowali już po dziewięć występów w tegorocznej edycji Ligi Europy – ich ewentualna strata byłaby gigantycznym ciosem dla Vitora Pereiry, który przecież doskonale zna realia gry swojego byłego klubu.

Nie można zapominać o kreatywnych elementach zespołu. Playmakerzy, William Gomes i Rodrigo Mora – obaj strzelcy po trzy gole w rozgrywkach – to zawodnicy, których brak może drastycznie obniżyć jakość gry ofensywnej ekipy z Porto. W futbolu, gdzie liczy się jakość kreowania akcji, utrata takich engine roomów jest niepowetowaną stratą. Pozostali w tym niechlubnym zestawieniu to Alberto Costa, Dominik Prpic oraz Zaidu Sanusi, zamykający listę siedmiu graczy z dwoma żółtymi kartkami na koncie.

Czy ta szóstka zawodników Forest i siódemka graczy Porto wytrzyma presję psychologiczną, wiedząc, że każdy faul może oznaczać przymusową pauzę w najważniejszym meczu dla ich klubów w tym momencie sezonu? Z pewnością czwartkowa konfrontacja pod kątem karnych i dyscypliny będzie równie istotna, co umiejętności piłkarskie.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.