Magazyn piłkarski NewsyElliot Anderson: angielski fenomen, za którego Nottingham Forest żąda fortuny.

Elliot Anderson: angielski fenomen, za którego Nottingham Forest żąda fortuny.

Jarosław Kowalski

Jeżeli myślicie, że Anfield jest niewzruszone, to jesteście w błędzie; kibice na tym stadionie potrafią rozpoznać klasę, kiedy ją widzą, czy to utalentowanego Ryana Gravenbercha, czy legendę Stevena Gerrarda. Ostatnio jednak to pomocnik drużyny przyjezdnej totalnie zdominował centralną strefę boiska, dając pokaz, który zapisze się w pamięci fanów „The Reds”. Mówimy tu, oczywiście, o Elliotcie Andersonie, który w starciu z Liverpoolem zagrał mecz życia.

Elliot Anderson: angielski fenomen, za którego Nottingham Forest żąda fortuny.

Elliot Anderson: Człowiek, który zatrzymał Anfield

Anfield ma swoje standardy dla pomocników z zadaniami „all-action”, a ostatnio to właśnie zawodnik Nottingham Forest, Elliot Anderson, zaimponował najbardziej. Podczas gdy cały zespół Forest zaprezentował się znakomicie – Murillo, Nicolo Sivona, Morgan Gibbs-White i Igor Jesus byli na wysokim poziomie – to Anderson okazał się zjawiskiem kompletnym. Ograniczyli oni Liverpool do zaledwie kilku klarownych sytuacji, kontratakowali z prędkością światła i wykorzystywali swoje szanse w ofensywie. Ale nikt nie był tak wszechobecny jak 23-latek z City Ground.

Jego wpływ był natychmiastowy i decydujący w kluczowych momentach. Anderson nie tylko asystował przy golu Murillo z rzutu rożnego, ale również wybił z linii bramkowej strzał Alexisa Mac Allistera, ratując swoją drużynę przed utratą gola na 1:0, co mogło całkowicie zmienić dynamikę spotkania. Anderson brał udział niemal w każdym udanym fragmencie gry Forest.

Jako tarcza przed obroną, był murem. Analityka statystyczna to potwierdza: tylko Murillo i Neco Williams odnotowali więcej interwencji defensywnych. Anderson zanotował cztery odbiory, dwa przechwyty, dwa bloki i sześć przejęć piłki. Nic mu nie umknęło. Ale to nie była tylko praca w destrukcji. W fazie budowania akcji, Anderson był liderem – zanotował więcej kontaktów z piłką niż ktokolwiek inny w składzie Nottingham Forest, tworząc więcej szans niż jakikolwiek inny zawodnik na boisku poza Dominikiem Szoboszlaim, dorzucając do tego dwa własne strzały. To była definicja występu kompletnego.

Od Newcastle do miana Fenomenu za Sto Milionów

Potencjał Andersona był widoczny już od lat, kiedy to w Newcastle United był postrzegany jako przyszła gwiazda. Jednak to właśnie teraz, w barwach Nottingham Forest, rozwinął się w jednego z czołowych pomocników Premier League. Nic dziwnego, że kluby ustawiają się w kolejce, by zapłacić za niego kwotę rzędu 100 milionów funtów.

Taka wycena – stu milionów – stawia go w ekskluzywnym towarzystwie, czyniąc go potencjalnie czwartym najdroższym środkowym pomocnikiem w historii ligi, za takimi postaciami jak Enzo Fernández, Declan Rice i Moisés Caicedo. To pokazuje, jak wyżej jest teraz pozycjonowany. Statystycznie, Anderson bryluje. Ma wyższą średnią celnych podań na 90 minut niż jakikolwiek inny zawodnik Forest w tym sezonie i jest liderem drużyny w liczbie stworzonych „Wielkich Szans”. A osiąga to wszystko pomimo chaosu, który otaczał klub w tym sezonie.

Jego forma nie umknęła uwadze selekcjonera reprezentacji Anglii. Thomas Tuchel, który najwyraźniej śledzi ligę, przyznał:

„Anderson jest kluczowym graczem dla nas w tej chwili. Jest jednym z najlepszych pomocników w Premier League – dlatego jest z nami i gra w podstawowym składzie. Zasłużył na to, ponieważ był niczym innym, jak imponujący. Teraz jednak musi utrzymać ten poziom. Jest bardzo kompletnym i mobilnym pomocnikiem, i to właśnie mi ciągle pokazuje”.

Kto wygra wyścig o Andersona: Czerwoni czy Diabły?

Zanim lato 2026 i Mistrzostwa Świata w Stanach Zjednoczonych, Anderson może już reprezentować inny klub. Manchester United, desperacko poszukujący dynamiki w środku pola – tej, której tak bardzo pragnie na przykład Ruben Amorim (choć to akurat cytat dotyczący potrzeb United) – wydaje się idealnym kierunkiem dla 23-latka.

Co ciekawe, to Liverpool, inspirowany jego występem na Anfield, również pojawił się w spekulacjach transferowych. Jeżeli Gravenberch i Mac Allister nie odnaleźli tej pełni formy w środku pola w tym sezonie, Anderson mógłby być antidotum na bolączki „The Reds”.

Współczesny futbol wymaga zawodników, którzy potrafią pokryć gigantyczne połacie boiska i wykorzystać swoją fizyczność, aby łączyć obronę z atakiem, zwłaszcza gdy gra staje się coraz bardziej bezpośrednia. Anderson to potrafi. Technicznie jest więcej niż wystarczający – potrafi podać, kreować i uderzyć. Jest swoistym jednorożcem, dlatego Nottingham Forest ma podstawy, by żądać minimum 100 milionów funtów. Zobaczmy, jak z perspektywy czasu zostanie ocenione to żądanie, mając na uwadze, że West Ham uznał cenę za Rice’a za okazję, patrząc na jego obecną wartość. Choć sezon dla Forest był burzliwy, Anderson z tej zawieruchy wyszedł wzmocniony; był jedyną stałą wartością przy City Ground, a inni gracze zwracają na to uwagę. Sto milionów to ogromna kwota, ale to, co Anderson dostarcza regularnie, jest warte fortunę.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment