Fiorentina: od euforii do groźby degradacji i desperackiej walki o przetrwanie.
Florencja pachnie rozkładem, a serca kibiców biją w rytm najgorszego koszmaru, znanego jako Retrocessione – spadku. Fiorentina, zespół mający być na fali wznoszącej po udanym poprzednim sezonie, znalazła się na dnie Serie A, bez zwycięstwa od czternastu kolejek.
Od Europy po krawędź przepaści: katastrofalny spadek Violi
Sezon miał być kontynuacją sukcesu, tymczasem stał się definicją sportowej tragedii. Fiorentina po zajęciu szóstego miejsca w sezonie 2024/25 i zapewnieniu sobie trzeciego z rzędu miejsca w Lidze Konferencji Europy, miała kroczyć ku chwale. Zamiast tego, ulice Florencji wypełnia nerwowa atmosfera. Sześć punktów zdobytych wyłącznie z remisów to bilans godny drużyny walczącej o utrzymanie, a nie tej, która miała napędzać ligę.
Na papierze wszystko wyglądało idealnie. Przyszła wielka inwestycja – 90 milionów euro wydane na transfery. To kolosalna kwota w dzisiejszych realiach włoskiej piłki, zwłaszcza dla klubu, który czeka na trofeum od 2001 roku. Dyrektor sportowy Daniele Prade miał być architektem nowej ery, w której Viola mogłaby rzucić wyzwanie utartym mocom Serie A.
Sprowadzono graczy, którzy mieli stanowić o sile: Albert Gudmundsson, Robin Gosens i Nicolò Fagioli, wykupieni po udanych wypożyczeniach, mieli utrzymać poziom. Do nich dołączyli solidni Jacopo Fazzini, Simon Sohm, Roberto Piccoli i Tariq Lamptey. Tyle że wraz z nowymi twarzami, odeszły filary minionej kampanii.
Duchy przeszłości i błędy kadrowe: kto pociągnął za spust?
Największym ciosem, choć niezawinionym przez klub, było wykluczenie Edoardo Bove, katalizatora gry w pierwszej części poprzedniego sezonu, z powodu problemów kardiologicznych. Lecz klub popełnił kardynalny błąd, nie zastępując go odpowiednio. Jeszcze boleśniejsze okazało się odejście graczy kluczowych na wypożyczeniach: Danilo Cataldi i Yacine Adli. Cataldi był mózgiem defensywnym, pozwalającym Adliemu, wypożyczonemu z Milanu, na pełną swobodę w kreowaniu akcji. Te dwa elementy – twardość i finezja – absolutnie napędzały Fiorentinę, która między końcem września a początkiem grudnia poprzedniego sezonu notowała ośmiomeczową serię zwycięstw.
Gdy po dziewięciu kolejkach bieżącej kampanii na koncie były zaledwie cztery punkty, atmosfera zgęstniała do granic możliwości. Prade, odczuwając presję, nazwał mecz z Lecce „kwestią życia i śmierci”
. Fiorentina ten kluczowy mecz przegrała 1:0. Na szczęście dla dyrektora, nikt nie musiał używać broni – on sam podał się do dymisji około miesiąc później, próbując wziąć odpowiedzialność, choć prawdopodobnie chronił trenera. Prade’owi brakuje słów: > „Klub oddał mi 90 milionów euro na zbudowanie zespołu. Jeśli ktoś ponosi odpowiedzialność za obecną sytuację, to ja”
.
Tymczasem gniew kibiców znalazł ujście w transparentach, które zdemaskowały skalę kryzysu: „drużyna, menedżer, klub: jesteście wstydem tego miasta”
. Stefano Pioli, zatrudniony po odejściu Raffaele Palladino (który z kolei przejął Atalantę po Gian Piero Gasperinim), musiał pożegnać się z posadą po porażce z Lecce.
Rewolucja na ławce: Conte to Conte, nawet w wersji Paolo
Interimowe rządy trenera U-19, Daniele Galloppa, nie przyniosły „efektu nowej miotły”
– cztery mecze (dwie porażki, dwa remisy) tylko pogłębiły stagnację. Ostatecznie na stanowisko wskoczył Paolo Vanoli.
Vanoli, uczeń Antonio Conte, ma za sobą sukcesy – poprowadził Spartak Moskwa do Pucharu Rosji. Wprowadził on pewne modyfikacje, pozostając przy trójce obrońców (co jest naturalne dla jego szkoleniowego rodowodu), ale spróbował ustabilizować środek pola, wprowadzając tam trzech zawodników i wykorzystując bocznych obrońców, Dodo i Fabiano Parisiego, jako wysuniętych wahadłowych/pomocników.
Jego debiut, remis 2:2 na wyjeździe z Genoą, był wynikiem akceptowalnym, biorąc pod uwagę stan drużyny. Prawdziwy moment zwrotny (choć iluzoryczny) nadszedł w Turynie. Fiorentina zagrała na Juventusie jak natchniona. Moise Kean trafił w słupek, a Dušan Vlahović zobaczył anulowanego przez VAR gola. Filip Kostić dał Juve prowadzenie tuż przed przerwą, strzałem z dystansu pokonując Davida de Geę. Jednak Viola nie zgasła. Rolando Mandragora zdobył wyrównującą bramkę, a mecz zakończył się sensacyjnym 1:1.
Od tamtej pory nastąpił jednak kolejny spadek formy, z trzema porażkami z rzędu we wszystkich rozgrywkach. Po kompromitacji 3:1 z Sassuolo, Vanoli wypowiedział słowa, które zdefiniują mentalność tego zespołu: > „W takich sytuacjach potrzebujemy prawdziwych mężczyzn, a nie tylko zawodników”
.
Choć liga to seria porażek, pewne światełko tli się w Europie. W Lidze Konferencji Europy Fiorentina pokazała pazur, wygrywając pewnie z Sigma Olomouc i Rapidem Wiedeń (5:0 w dwumeczu bez straty gola). Niestety, porażki z Mainz i AEK Ateny zepchnęły ich na 17. miejsce w fazie ligowej. Sytuacja jest dramatyczna, ale Fiorentina wciąż ma realną szansę na podreperowanie morale przez europejskie puchary, a od bezpiecznej strefy w Serie A dzieli ich zaledwie siedem punktów. Najważniejszym zadaniem jest naprawa kryzysu zaufania. Wygrana z Dynamo Kijów może być małym krokiem w długiej drodze do odzyskania godności.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.