Legia Warszawa: chaos za kulisami niepokoi kibiców i zagraża miejscu w Europie

Legia Warszawa, najbardziej utytułowany klub w Polsce z piętnastoma mistrzostwami na koncie, jest obecnie w poważnych tarapatach. Choć nie grozi im spadek, a statystyki posiadania piłki czy czystych kont sugerują solidność, pod powierzchnią wrze.

Destabilizacja za kulisami: Futbol to nie tylko boisko

Kiedy patrzymy na twarde dane, Legia wydaje się mieć argumenty. Średnio 53,7% posiadania piłki na 90 minut, czwarte miejsce pod względem zachowanych czystych kont (8) i siódmy wynik w xG (41,6) – to liczby, które nie wskazują na drużynę walczącą o utrzymanie. Jednak polski ekspert Michał Zachodny rzuca nowe światło na tę sytuację: „Najważniejsze jest to, że problemy Legii nie są ściśle taktyczne. To może być jeden z elementów, jak obrona przy stałych fragmentach i dośrodkowaniach, ale ogólnie powiedziałbym, że to, co działo się za kulisami w trakcie sezonu, zdestabilizowało skład na boisku”.

Początek problemów sięga lata. Trener Edward Iordanescu został zatrudniony bardzo późno, co wstrzymało planowanie i transfery. Efekt? Chaos pod koniec okienka transferowego, kiedy dokonano zmian, z którymi Iordanescu się nie zgadzał, niemal doprowadzając do jego odejścia. Ostatecznie klub został zmuszony go zwolnić, ale na stałego następcę czekano blisko dwa miesiące. W tym czasie zespół pozostawał pod wodzą Iñakiego Astiza, tymczasowego trenera, który, jak sam przyznawał, nie chciał tej roli. Zachodny podkreśla, jak trudne to było położenie: „Astiz miał jeden z najmniejszych sztabów do pomocy, a grali dwa razy w tygodniu. W rezultacie zanotowali najdłuższą serię meczów bez zwycięstwa w historii Legii”. Dopiero zimą na Łazienkowską zawitał upragniony Marek Papszun. Papszun wniósł plan i strukturę, ale nie otrzymał adekwatnego wsparcia na rynku transferowym – dostał rezerwowego bramkarza i niedoświadczonego napastnika z niższych lig. W obliczu kontuzji i problemów, to, co robi Papszun, jest oceniane pozytywnie.

Właścicielskie weto: Dziesięciu trenerów i brak tożsamości

Nieustanne zmiany to rzadko kiedy przepis na sukces w futbolu. Seria problemów Legii ma swoje źródło u właściciela, Dariusza Mioduskiego. Od kiedy przejął klub w 2017 roku, Legia miała już jedenastu różnych szkoleniowców (z wliczeniem podwójnego powrotu Aleksandara Vukovicia). Decyzje wydają się pośpieszne, naznaczone emocjami, co jest kuriozalne w przypadku klubu, który powinien regularnie walczyć o europejskie puchary. Trenerom dawano za mało czasu, składy przebudowywano wielokrotnie, a długofalowa tożsamość drużyny nigdy nie została ugruntowana.

Michał Zachodny nie owija w bawełnę, wskazując na odpowiedzialność Mioduskiego: „Szczerze mówiąc, za wszystko. Od zwolnienia Jacka Magiera w 2017 roku panuje ciągła zmiana i chaos. Legia znów znalazła się w walce o utrzymanie, zaledwie kilka lat po tym, jak decyzje Mioduskiego niemal doprowadziły ich do degradacji”. Ekspert kontynuuje, demaskując mechanizmy klubu: „Ciągle zmieniamy filozofie, dyrektorów sportowych i struktury, rozwijamy się teoretycznie, rośniemy finansowo, ale bez znaczącego wzrostu jakości na boisku. Wciąż potrafią sprzedawać swoje młodzieżowe talenty, ale to dzieje się niemal przypadkowo, bo nie widać planu ich promocji. A menedżerowie, których zatrudniają, wydają się serią zwrotów akcji bez większego zamysłu”. Co gorsza, gdy inne ligi rosną, Legia, pomimo posiadania największych pieniędzy w rodzimej lidze, postępuje odwrotnie: „To wygląda, jakby istniała wewnętrzna chęć utrzymania klubu w stanie chaosu”.

Porto na Polskich warunkach: Transfery to wentyl bezpieczeństwa, a nie budowanie składu

Fani Legii, znani z jednych z najbardziej zagorzałych ultrasów w Europie, są przekonani, że klub przeistoczył się w maszynę do sprzedaży. Latem pożegnali obiecujących juniorów, takich jak Maxi Oyedele i Jan Ziółkowski, a wcześniej takie talenty jak Ernest Muçi, Maik Nawrocki czy Bartosz Slisz. Owszem, gdy zgłaszają się po graczy z silniejszych lig, trudno ich zatrzymać, ale kluczowe jest zastąpienie odejść.

Tu dochodzimy do sedna frustracji kibiców: polityka transferowa. Zachodny potwierdza ich gniew: „Są wściekli na politykę transferową klubu, widząc w tych wyprzedażach sposób na bilansowanie ksiąg, a nie wzmacnianie składu”. Latem protestowano z powodu braku aktywności na rynku, by nagle zainwestowano rekordowe dla klubu 3 miliony euro w Milete Rajovicia, który okazał się jednym z najgorszych transferów sezonu. „Co ciekawe, Legia ma najwyższy bilans płacowy w lidze, ale brakuje jakości. Nawet nowi gracze, sprowadzeni pod koniec sezonu, prawie w ogóle nie grają w pierwszej jedenastce – z wyjątkiem, ironicznie, Rajovicia. A on gra tylko dlatego, że Papszun nie ma innego wyjścia na pozycji napastnika”.

Koszt europejskiej nieobecności i kryzys na horyzoncie

Mimo domowych problemów, Legia potrafiła błyszczeć na arenie międzynarodowej. W poprzednim sezonie dotarli do ćwierćfinału Ligi Konferencji, pokonując w rewanżu finalistów, Chelsea. Choć ten sezon zakończył się porażką w fazie ligowej, zwycięstwo 2:1 nad Szachtarem Donieck zasługuje na uznanie. Teraz jednak perspektywa braku europejskich pucharów w następnej edycji oznacza poważny cios finansowy. Klub zanotował 13-procentowy spadek przychodów w 2024/2025, do około 54,3 milionów euro.

Brak Ligi Konferencji, gdzie Legia mogłaby zarobić miliony z premii za udział, wygrane i ranking, to nie przelewki. Zdaniem Zachodnego, to będzie duży problem dla biznesu klubu latem: „Legia w planach budżetowych uwzględnia dojście do fazy ligowej europejskich rozgrywek. Bez tego mogą być zmuszeni wyprzedać kilku zawodników lub nie przedłużać kontraktów z tymi, którym kończą się umowy – a jest ich sporo w pierwszej jedenastce. Zdecydowanie utrudni to pracę Papszunowi”.

Mimo wszystko, jeśli nie dojdzie do spektakularnej katastrofy w ostatnich kolejkach, Legia powinna się utrzymać w Ekstraklasie, być może nawet walcząc o europejskie lokaty, bo różnice w tabeli są niewielkie. Zachodny jest spokojny o degradację: „Nie sądzę, by mieli spaść. To, co Papszun już zrobił, to uczynienie ich trudnym przeciwnikiem do pokonania. Są lepiej zorganizowani, tracą gole głównie przy stałych fragmentach, a jednocześnie tworzą więcej szans i grają z większą intensywnością. Spadek Legii byłby największym szokiem, jaki polski futbol kiedykolwiek widział.” Jednak, jak dodaje z nutą niepokoju: „A jednak czuć, że pod obecnym prezydentem, katastrofa czai się tuż za rogiem, czekając na swój moment”.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.