Przed Crystal Palace stoi zadanie, którego nie wolno zepsuć – awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy jest w zasięgu ręki, ale forma ostatnich spotkań sugeruje, że nie będzie to spacer po parku. W starciu z fińskimi KuPS, Orły muszą udowodnić, że europejski debiut znaczy dla nich coś więcej niż tylko sentymentalną wycieczkę. Czy presja sytuacji i potencjalne oszczędzanie sił na ligę nie okażą się zgubne?

Wygrana i awans, czyli nie zepsujmy tego
Zarządzanie kadrą w europejskich pucharach to często balansowanie na linie, szczególnie gdy kalendarz jest gęsty, a cel w lidze krajowej jest równie istotny. Podczas gdy giganci z Ligi Mistrzów i Ligi Europy rozgrywają osiem spotkań w fazie grupowej, Liga Konferencji Europy generuje mniejszy dystans – sześć meczów. Dla Crystal Palace pozostał już tylko jeden bój, a sytuacja w grupie jest napięta. Obecnie zajmują dziewiąte miejsce, tuż za pozycjami gwarantującymi bezpośredni awans do 1/8 finału. Na szczęście, ostatni mecz odbędzie się na własnym terenie przeciwko fińskiemu KuPS. Zwycięstwo zapewni Orłom co najmniej przeskoczenie o jedno oczko, gdyż Mainz (ósme) i Samsunspor (piąte) mierzą się ze sobą i mają zaledwie punkt przewagi nad drużyną z południowego Londynu.
Stawka jest jasna, ale droga do celu niekoniecznie wydaje się prosta, mimo że KuPS plasuje się daleko w tyle, na 25. pozycji. Finowie, co zaskakujące, przegrali dotąd tylko raz, podczas gdy Palace zanotowało trzy wygrane i dwa remisy. Biorąc pod uwagę kolosalną dysproporcję finansową i poziom klubów, z którymi Orły regularnie się mierzą, wynik końcowy powinien być oczywisty. Jednakże, jak podkreśla źródło, „południowolondyńska ekipa musi po prostu zagwarantować, że tym razem zaprezentuje profesjonalny, zdyscyplinowany i przede wszystkim skuteczny występ”.
Brak tej pewności siebie we wcześniejszych europejskich spotkaniach bywa tłumaczony debiutem klubu na arenie międzynarodowej i koniecznością przyzwyczajenia się do fizycznego wyzwania czwartkowych i niedzielnych meczów. Niemniej, po triumfach takich klubów jak Chelsea czy West Ham w tych rozgrywkach, można argumentować, że siła nabywcza klubów Premier League powinna predestynować ich do częstszego bycia faworytami, nawet w tych mniej prestiżowych turniejach.
Sezon, skład i ustanawianie standardów
Dla Palace, po zdobyciu niedawno Pucharu Anglii i Tarczy Wspólnoty, bieżący sezon to w dużej mierze podróż, a nie cel sam w sobie. W związku z tym, miejsce w najlepszej ósemce pucharowych rozgrywek to kolejny mini-bonus do zgarnięcia: dwa mecze mniej w lutym, wynikające z uniknięcia barażowej rundy play-off i bezpośredniego wejścia do marca. To kluczowe, gdy trzeba zarządzać rotacją.
Jak Oliver Glasner i jego sztab przekonali się pod koniec ubiegłego sezonu, spójność jest absolutnie kluczowa na najwyższym poziomie. Mimo mocnego finiszu, włączając triumf w pucharze, Palace skończyło ligę dopiero na 12. miejscu, głównie z powodu fatalnego startu. Jeszcze w pierwszym tygodniu grudnia minionego roku klub znajdował się w strefie spadkowej, mając na koncie raptem dwa zwycięstwa.
Władze klubu wykazały wiarę, a standardy zostały przywrócone – teraz wyzwaniem jest utrzymanie ich każdego miesiąca, rok po roku. Wymaga to od zawodników znacznie większego zaangażowania w kluczowych momentach, co jest największym wyzwaniem w futbolu, szczególnie gdy drużyna traci kluczowych graczy, jak Eberechi Eze. Na szczęście, Palace ma kilka postaci, które potrafią przejąć pałeczkę w decydujących akcjach, a także garstkę rezerwowych, którym rozgrywki takie jak Liga Konferencji oferują idealną scenę do udowodnienia swojej wartości.
Czas dla Eddiego Nketiaha, by zabłysnąć na scenie europejskiej
Jeśli jest jeden zawodnik, od którego Glasner będzie oczekiwał przełamania, może to być były napastnik Arsenalu, Eddie Nketiah. O ile momentami zmagał się z urazami, jego największą barierą w regularnej grze była niestabilna forma – tuż obok fenomenalnej skuteczności Jeana-Philippe’a Matety. Nketiah może jednak kontrolować tylko własny wkład, który dotychczas był niewystarczający: trzy bramki w lidze w zeszłym sezonie i dwie w obecnym.
Paradoksalnie, Europa może być areną, na której jego talent rozbłyśnie jaśniej. W czterech występach i 170 minutach bieżącej edycji Pucharu Konferencji zdobył dwie bramki i zanotował asystę. Zanotował średnio ponad dwa celne strzały na 90 minut oraz ponad 13 kontaktów z piłką w polu karnym – to statystyki plasujące go w górnych 2% napastników w tych rozgrywkach. Jeśli Glasner ponownie postawi na niego jako startera w drugim z tych pucharów, Nketiah z pewnością dołoży coś do zgromadzonego xG wynoszącego 1.7. Jest to o tyle istotne, że jedyni gracze Palace z wyższym wskaźnikiem xG w turnieju to Ismaïla Sarr (2.4), obecnie na Pucharze Narodów Afryki, oraz Mateta (2.3), który jeszcze nie trafił do siatki.
Palace bywało marnotrawne. Zdobyli dziewięć bramek w pięciu grach, ale jednocześnie legitymują się najlepszym xG w całej stawce – aż 13.5. Liderują także w liczbie stworzonych „dużych szans” – 21, z czego 15 zmarnowali. Co więcej, nikt nie zbliża się do ich wyniku 191 kontaktów z piłką w polu karnym. AZ Alkmaar (181) jest daleko w tyle, a Lausanne (164) zamyka podium, ale różnica jest wyraźna: Palace kreuje więcej sytuacji bramkowych i ma lepszą grę budowaną niż praktycznie wszyscy rywale. Z pewnością te statystyki ulegną poprawie po dominującym występie u siebie przeciwko fińskiemu przeciwnikowi.
Dodatkowo, problemy kadrowe, takie jak kontuzja mięśnia dwugłowego u Daichiego Kamady czy fakt, że Yeremy Pino stał się podstawowym zawodnikiem Premier League, a sam Glasner przyznał, że ze względu na nagromadzenie meczów może wystawić dwa zupełnie różne składy przeciwko KuPS i następnie Leeds w sobotę wieczorem, sprawiają, że Nketiah ma realną szansę wyjść w pierwszym składzie na ten pierwszy, kluczowy mecz. To, jak zaprezentuje się ten zawodnik, zadecyduje nie tylko o tym, jak Palace rozpocznie niezwykle intensywny tydzień, ale także o ich pozycji w kluczowej fazie sezonu.