Zbliża się 114. edycja historycznego Australian Open, a korty w Melbourne Park ponownie staną się epicentrum tenisowego świata, gromadząc śmietankę dyscypliny. Czy Jannik Sinner obroni tytuł, czy może Madison Keys powtórzy triumf z 2025 roku? Przygotujcie się na dwa tygodnie absolutnej wojny na mączce, bo to właśnie tutaj, w sercu australijskiego lata, zaczyna się sezon Wielkich Szlemów.

Kiedy i gdzie oglądać tenisowy maraton w Melbourne?
Już za chwilę, 18 stycznia 2026 roku, rozpocznie się właściwa rywalizacja w pierwszym Wielkim Szlemie sezonu, która potrwa aż do 1 lutego. Mamy do czynienia z tradycyjnym miejscem akcji, czyli legendarnym Melbourne Park. Choć eliminacje do drabinki głównej już się rozpoczęły, to właśnie wielkie areny, w tym Rod Laver Arena mogąca pomieścić 15 tysięcy widzów, będą świadkami finałowych rozstrzygnięć. Fani w Wielkiej Brytanii wiedzą swoje – transmisje zapewni TNT Sports lub platforma streamingowa discovery+, za którą trzeba wysupłać miesięcznie 30,99 funta. Cała reszta świata? Cóż, oficjalna lista nadawców czeka cierpliwie na stronie AO dla tych, którzy nie chcą przegapić ani jednego break pointu.
Harmonogram to istny maraton i wymaga precyzyjnego planowania. Pierwsze dni (18-20 stycznia) to runda pierwsza singla – po prostu zalew meczów. Im bliżej finału, tym bardziej emocje rosną: ćwierćfinały panów i pań to kolejno 27 i 28 stycznia. Pamiętajcie, że panie powalczą o udział w finale już 29 stycznia, natomiast mężczyźni dzień później. Wielki finał kobiet zaplanowano na 31 stycznia, a korona zostanie założona na głowę mistrza singla mężczyzn symbolicznie, 1 lutego. Czy to będzie kolejny triumf dominatora, czy może niespodzianka na miarę detronizacji?
Zanim korty się zapełnią, musimy wiedzieć, kto na kogo trafi. Losowanie głównej drabinki odbędzie się 15 stycznia, dokładnie w dniu zakończenia eliminacji, o 14:30 czasu lokalnego (czyli u nas znowu nad ranem, 3:30 czasu UK!). Dobra wiadomość dla tych, którzy nie muszą wstawać tak wcześnie – transmisję będzie można śledzić na żywo na oficjalnej stronie Australian Open, a także na ich kanałach na YouTube i Facebooku.
Fortuny i legendy: kto walczy o rekordowe nagrody?
W tym roku pula nagród w Melbourne osiągnęła astronomiczną kwotę A$111,5 miliona (czyli około 55,3 miliona funtów brytyjskich). To kolejny rekord, co oznacza, że zawodnicy mają o co walczyć. Przegrani w pierwszej rundzie nie odejdą z pustymi rękami – gwarantowane jest 150 000 dolarów australijskich. Zwycięzca singla zgarnie gigantyczną nagrodę rzędu 4,15 miliona AUD (czyli ponad 2 miliony funtów). Pytanie, czy te pieniądze faktycznie odzwierciedlają znaczenie tego turnieju, czy to tylko napompowany marketing? W świecie profesjonalnego sportu, gdzie kontrakty astronomiczne są normą, jest to po prostu wymóg finansowej wiarygodności.
Oto szczegółowy przekrój nagród za poszczególne etapy (kurs wymiany uwzględniony na 13 stycznia):
- Zwycięzca singla: 4,15 mln AUD (2,07 mln GBP)
- Finalista: 2,15 mln AUD (1,07 mln GBP)
- Półfinalista: 1,25 mln AUD (620 000 GBP)
- Ćwierćfinalista: 750 000 AUD (373 200 GBP)
Warto zauważyć, że nawet to, co dla amatora brzmiałoby jak wygrana na loterii, w kontekście pierwszych rund wielkiego szlema jest „dopiero” 150 000 AUD. To pokazuje, jak wysokie są stawki na szczycie tego sportu.
Kto na korcie? Pożegnania i nowe konstelacje
Skład tegorocznego Australian Open jest fascynujący, ponieważ obfituje w historyczne momenty i symboliczne pożegnania. Kilku graczy, jak Jack Draper, Holger Rune, Zheng Qinwen i Ons Jabeur, nie pojawi się na kortach z powodu kontuzji lub braku aktywności, ale reszta tenisowej elity rusza do walki.
Zacznijmy od panów – wszyscy czekają na powtórkę gotowego scenariusza: Sinner kontra Carlos Alcaraz. Ci dwaj panowie, rozstawieni odpowiednio jako numer dwa i jeden, są teoretycznie odseparowani w drabince, co oznacza, że jedyna logiczna ścieżka do ich konfrontacji prowadzi przez finał. Czy utrzymają nerwy na wodzy do tego momentu?
A co z gigantami przeszłości? Novak Djoković, który w zeszłym roku nie zdołał zdobyć swojego 25. tytułu wielkoszlemowego, tym razem wchodzi do gry jako numer cztery. To jego 81. występ w drabince głównej Wielkiego Szlema, co pozwoli mu wyrównać absolutny rekord Open Ery należący do Rogera Federera i Feliciano Lopeza. Musi się spiąć, by nie pozwolić, by ta statystyka stała się tylko historycznym przypisem.
W Melbourne pożegnamy też legendę. Stan Wawrinka, mistrz z 2014 roku, kończy karierę w wieku 40 lat na turnieju, w którym odniósł jeden ze swoich największych sukcesów. To będzie jego ostatni taniec w Melbourne, co na pewno dostarczy kibicom wzruszeń. Wśród Brytyjczyków, Cameron Norrie, zajmujący obecnie 28. miejsce w rankingu, ma pewne miejsce w drabince, obok Jacoba Fearnleya – to oni będą reprezentować UK w singlu mężczyzn.
Kiedy mówimy o grze kobiet, wraca głód zemsty. Aryna Sabalenka, obecna numer jeden, na pewno ma w pamięci porażkę z Madison Keys w finale 2025 roku. Teraz Keys wchodzi jako niżej notowana – ósma rakieta turnieju – a Sabalenka będzie szukać rewanżu. Z pewnością o najwyższe laury powalczą Iga Świątek, Coco Gauff, Amanda Anisimova i Jessica Pegula.
Brytyjska delegacja pań prezentuje się równie ciekawie. Emma Raducanu, dzięki ciężkiej pracy w 2025 roku, zapewniła sobie rozstawienie jako najwyżej notowana Brytyjka. Dołączy do niej cała plejada koleżanek: Sonay Kartal, Francesca Jones i Katie Boulter, która pierwotnie miała walczyć w kwalifikacjach, ale seria wycofanie dała jej bezpośredni awans. A wisienka na torcie: 45-letnia Venus Williams! Zapewniła sobie miejsce i stanie się najstarszą kobietą, jaka kiedykolwiek zagrała w drabince głównej Australian Open. To musi być jej ostatni, wielki bilet na korty twarde.