Królewscy znowu na fali czy to tylko chwilowe tchnienie wiosny w Madrycie? Przed nami starcie z weteranami z Sewilli, które może drastycznie zmniejszyć dystans do Barcelony. Czy podopieczni Xabiego Alonsa udźwigną presję, czy rutyna zwycięstw z niżej notowanymi rywalami prysnie na Estadio Santiago Bernabéu? Ostatnie tygodnie to rollercoaster emocji, a najbliższe 90 minut zapowiada kolejny spektakl niepewności.

Real Madryt: Czy ostatnie zwycięstwa to faktyczny powrót formy?
Po okresie posuchy, który niemal doprowadził do zwolnienia Xabiego Alonsa, Real Madryt złapał wiatr w żagle. Przed weekendowym starciem z Alavés, „Los Blancos” zanotowali serię zaledwie jednego ligowego zwycięstwa w pięciu ostatnich spotkaniach – trzy remisy i bolesna porażka. Ta ostatnia, z Celtą Vigo, była szczególnie bolesna ze względu na dwie czerwone kartki dla Królewskich, a zaraz po niej przyszła porażka 2:1 z Manchesterem City w Lidze Mistrzów, co sprawiło, że atmosfera wokół ławki trenerskiej gęstniała niczym smog w Londynie.
Jednak ostatnia niedziela przyniosła oddech ulgi. Pewne zwycięstwo 2:0 nad Alavés w LaLiga oraz awans do kolejnej rundy Copa del Rey, mimo iż wywalczony w boju z trzecioligową Talaverą, wskazują, że zespół wciąż ma charakter. Choć Barcelona ma teraz cztery punkty przewagi w tabeli, zwycięstwo nad Sevillą w sobotni wieczór może skrócić ten dystans do zaledwie jednego punktu – stawka jest zatem ogromna.
Sevilla: Misja niemożliwa, czyli przełamanie klątwy Bernabéu
Dla Sevilli wizyta na Bernabéu to zawsze tytaniczne wyzwanie, a historia ostatnich lat temu tylko dowodzi. Ostatni raz, kiedy klub z Andaluzji wywiózł komplet punktów z Madrytu, minęło prawie siedemnaście lat – był to triumf 4:3 w LaLiga. Od tamtej pory Sevilla zanotowała tylko jeden remis i mnóstwo porażek w ligowych potyczkach na obiekcie Królewskich.
Obecnie Sevilla zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, z zaledwie sześcioma wygranymi w sezonie. Co ciekawe, w środku tygodnia drużyna pożegnała się z Copa del Rey, eliminowana przez Alavés (niemały ironiczny zbieg okoliczności). Z drugiej strony, w lidze odnotowali efektowne zwycięstwo 4:0 nad Realem Oviedo w ostatniej kolejce, co pokazuje, że potencjał do strzelania goli jest obecny. Ten mecz jest dla nich idealną szansą na skończenie ery „Bernabéu hoodoo” i solidne pchnięcie swojej pozycji w klasyfikacji.
Absencje: Kadrowe szachy na najwyższym poziomie
Dla Xabiego Alonsa lista absencji powoli się kurczy, ale wciąż jest na tyle długa, że zmusza do gimnastyki taktycznej. W drużynie Realu Madryt nie zobaczymy kontuzjowanych Trenta Александра-Arnolda, Daniego Carvajala, Ferlanda Mendy’ego oraz Édera Militão. Do tego dochodzą osłabienia kadrowe: Brahim Díaz przebywa na zgrupowaniu Pucharu Narodów Afryki z Marokiem, a Endrick i Álvaro Carreras są zawieszeni. Dodatkowo, status Davida Alaby, Eduardo Camavingi, Raula Asencio, Antonio Rüdriera i Federico Valverde jest niepewny – to spore luki, które trzeba będzie załatać.
Sevilla również boryka się z kadrowym deficytem, choć z innych powodów. Na AFCON udali się Akor Adams i Chidera Ejuke. Na liście nieobecnych z powodu urazów lub innych przyczyn znajdują się Kike Salas, Marcão, Rubén Vargas, Tanguy Nianzou oraz weteran César Azpilicueta.
Przewidywania na Bernabéu: Będzie walka, ale czy wystarczy?
Mimo dwóch ostatnich zwycięstw, Real Madryt nie przekonuje. Ostatnie wyczyny, zwłaszcza dwukrotnie stracone bramki z drużyną z pucharu, malują obraz zespołu, który może mieć problemy z utrzymaniem koncentracji przez pełne 90 minut. Jednak gra na własnym stadionie, z widokiem na szansę zniwelowania straty do lidera do zaledwie jednego punktu – to potężna motywacja dla Alonsa i jego graczy.
Biorąc pod uwagę historyczną dominację Królewskich na tym obiekcie oraz potencjalny brak świeżości u gości, którzy co prawda wygrali ostatnio, ale odpadli z pucharu, wydaje się, że doświadczenie i determinacja gospodarzy przeważy. Spodziewamy się trudnego meczu, ale końcowy wynik faworyzuje Królewskich. Nasza prognoza to skromne, ale cenne dla tabeli: Real Madryt 1-0 Sevilla.