Sporting Lizbona pod ścianą: remontada niemożliwa przeciwko Bodo/Glimt?
Siedemdziesiąt minut grozy, a teraz potrzeba cudu? Sporting Lizbona stoi przed zadaniem niemal karkołomnym, by utrzymać marzenia o europejskiej wiośnie przy życiu.
Remontada, czyli europejskie alpejskie podejście
Europa, zwłaszcza na tym etapie, potrafi być bezlitosna. W pierwszej rundzie fazy pucharowej tylko Bayern Monachium zdołał wygrać na wyjeździe, co stawia drużyny, które poległy u siebie lub miały trudną przeprawę na wyjazdach, w dramatycznej sytuacji. Sporting Lizbona, wespół z takimi gigantami Premier League jak Chelsea, Tottenham Hotspur czy Manchester City (którzy również muszą odrabiać straty), znalazł się w elitarnej grupie potrzebującej "remontady" – historycznego odwrócenia losów dwumeczu.
W Oslo zostali dosłownie zmiażdżeni. Mimo że był to pierwszy historyczny mecz między tymi klubami, Norwegowie nie okazali litości, aplikując im trzy bramki bez odpowiedzi. Teraz w Lizbonie muszą dokonać czegoś spektakularnego. Na szczęście dla kibiców, statystyki dają iskierkę nadziei, choć jest to nadzieja na skraju absurdu. SCP ma precedens! W ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1963/64, po porażce 1:5 z Manchesterem United, urządzili im pogrom 5:0 u siebie, triumfując 5:4 w dwumeczu. Czyżby historia miała się powtórzyć?
Lwy wręcz uwielbiają swój obiekt, Estadio Jose Alvalade. Wygrali tam 17 z ostatnich 18 spotkań, ignorując ligowe kłopoty. Aż dziesięć z tych zwycięstw osiągnęli różnicą co najmniej trzech goli. Dodatkowo, ich bilans przeciwko norweskim rywalom w europejskich pucharach jest nienaganny – trzy mecze, trzy wygrane i ani jednej straconej bramki. Fakt, że ligowy mecz ze Sportingiem Tondela został przełożony, dał im cenny odpoczynek, co może być kluczowe w tym wyzwaniu fizycznym.
Skandynawski sen trwa: Glimt łamie wszelkie bariery
Bodø/Glimt to fenomen, który zdaje się nie znać słowa "niemożliwe". Gdyby ktoś przed startem tej edycji Ligi Mistrzów postawił, że ta drużyna wyeliminuje Inter Mediolan, a następnie pokona na wyjeździe Manchester City, zostałby uznany za szaleńca. A jednak. "Super Team" Kjetila Knutsen po raz kolejny udowadnia, że futbol to nie tylko budżet.
Podobnie jak Sporting, Glimt nie grało w ostatni weekend w lokalnych rozgrywkach (Eliteserien), co pozwoliło im w pełni skupić się na rewanżu. Pierwszy mecz był lekcją taktyczną. Bramka z rzutu karnego Sondre Feta, trafienie Ole Blomberga przed przerwą i gol Kaspera Hogha w drugiej połowie dały im komfortową zaliczkę. To już ich piąte z rzędu zwycięstwo w Lidze Mistrzów – imponujący ciąg, biorąc pod uwagę, że są debiutantami w fazie grupowej.
Glimt ma żelazną psychikę i potrafi kontrolować wynik. Ich menedżer, Knutsen, słynie z niezmienności składu – to samo XI wybiegło na boisko we wszystkich pięciu ostatnich meczach w Europie. To buduje automatyzmy. Co więcej, ich atak jest zabójczy: strzelili minimum dwa gole w dziewięciu z ostatnich jedenastu spotkań Ligi Mistrzów. W wyjazdowych meczach ligowych? Dokładnie dwa gole w każdym z ostatnich pięciu, wygrywając cztery z nich. Czy są pierwszym norweskim klubem od 1996/97, który wejdzie do ćwierćfinału?
Kadrowe przewagi i pojedynki decydujące
Dobra wiadomość dla Sportingu: powracają kluczowi gracze po zawieszeniach. Maximiliano Araujo i Pedro Goncalves znów będą do dyspozycji trenera, co naturalnie podbija siłę ofensywną i stabilność drugiej linii. Z drugiej strony, kontuzje Fotisa Ioannidisa i Ricardo Mangasa (problemy z kolanami) oraz Geovane’a Quendy (powrót po operacji stopy) wciąż osłabiają głębię składu.
W centrum uwagi na Alvalade znajdzie się Luis Suarez (nie ten słynny kolumbijski napastnik, tylko jego imiennik w SCP), który strzelił trzy gole w dwóch ostatnich meczach Ligi Mistrzów na tym stadionie. To on musi pociągnąć wózek.
Natomiast po stronie gości, Kasper Hogh – strzelec pięciu goli w ostatnich pięciu występach w tych rozgrywkach – będzie postrachem obrony. Oczekuje się, że Knutsen nie zmieni filozofii, wystawiając trójkę: Blomberg, Høgh i Hauge.
Możliwe składy:
Sporting Lizbona: Silva; Fresneda, Diomande, Inacio, Araujo; Hjulmand, Morita; Catamo, Trincao, Goncalves; Suarez
Bodø/Glimt: Haikin; Sjovold, Bjortuft, Gundersen, Bjorkan; Evjen, Berg, Fet; Blomberg, Hogh, Hauge
Ryzykowny zakład na bramki, ale bez awansu
Analiza sugeruje, że Glimt, mając za sobą triumfy w Madrycie czy Mediolanie, z pewnością nie zamierza zadowolić się obroną wyniku 3:0. Zespół Knutsen potrafi uderzyć w najbardziej nieoczekiwanym momencie, a ich europejska machina jest naoliwiona. Jeżeli Sporting ma szanse na historyczny powrót, to musi wygrać wysoko, najlepiej 4:0 lub 5:1. Nawet jeśli Lisom uda się zwyciężyć, co szacujemy na [tutaj pada predykcja ze źródła: Sporting Lizbona 3-2 Bodo/Glimt], to skromny triumf nie wystarczy. Całkowity bilans wyniesie 5:3 dla Norwegów. Sporting może postraszyć na własnym terenie, ale awans najprawdopodobniej zafrezuje do Norwegii.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.