Magazyn piłkarski NewsyStarcia dwóch osaczonych menedżerów: West Ham kontra Liverpool.

Starcia dwóch osaczonych menedżerów: West Ham kontra Liverpool.

Jarosław Kowalski

Niedzielne starcie na London Stadium zapowiada się jako prawdziwy pojedynek tytanów, choć w tym przypadku „tytani” to menedżerowie, którzy ostatnio chodzą pod ostrzałem krytyki. West Ham United i Liverpool, dwie potężne marki angielskiej piłki, spotykają się w atmosferze wzajemnego napięcia i presji, gdzie każdy punkt jest na wagę złota w gaszeniu pożarów w swoich klubach. Czy ta konfrontacja przyniesie przełamanie Marazmu, czy tylko pogłębi kryzys?

Starcia dwóch osaczonych menedżerów: West Ham kontra Liverpool.

Konfrontacja „obleganych” menedżerów: Kto pierwszy zdobędzie oddech?

Obecna sytuacja w West Ham United i Liverpoolu to fascynujący studium przypadku na temat kruchości posad trenerskich w Premier League. Z jednej strony mamy Młoty, które, choć zaliczyły ostatnio pewne ożywienie – dwa zwycięstwa i remis w trzech ostatnich meczach ligowych – nadal mierzą się z absurdalnymi plotkami dotyczącymi przyszłości Nuno Espírito Santo. Pamiętajmy, że objął on ekipę dopiero pod koniec września, a już słyszy się o możliwości jego zwolnienia. To pokazuje, jak błyskawicznie rosną oczekiwania w tym klubie, nawet po krótkim okresie słabszych wyników.

Jeśli jednak spojrzymy bliżej, to ostatni „dołek” West Ham wydaje się sielanką w porównaniu z tym, co dzieje się nad rzeką Mersey. Sezon Liverpoolu wygląda momentami na całkowite rozpadanie się. Spektakularna porażka 4:1 u siebie z PSV w Lidze Mistrzów była już trzecim wysokim przegranym meczem z rzędu. Taka seria stawia pod coraz większą presją Arne Slota, mimo że zaledwie sześć miesięcy temu jego zespół podnosił do góry trofeum za mistrzostwo Premier League. To futbolowy rollercoaster, gdzie historia traci na znaczeniu, gdy wyniki idą w dół.

Statystyki historyczne kontra obecna forma: Czy przeszłość ma znaczenie?

Gdybyśmy polegali wyłącznie na historycznym bilansie bezpośrednich starć, niedzielny mecz byłby formalnością dla Liverpoolu. The Reds zdominowali ten rywalizację od lat, notując zaledwie jedną porażkę i dwa remisy w ostatnich dwudziestu spotkaniach. Ten okres to prawie dekada, w której Liverpool regularnie punktował przeciwko West Ham. Wśród tych 17 zwycięstw, aż trzykrotnie strzelali po pięć goli, a czterokrotnie aplikowali cztery bramki. To budzi szacunek, ale atmosfera w szatniach jest inna niż dekadę temu.

Jednakże, obecna defensywna ułomność obu ekip sugeruje, że atak może być kluczem do rozstrzygnięcia tego spotkania. Łącznie West Ham i Liverpool stracili już 45 bramek w Premier League (stan na ten moment analizy). W obliczu tak „przeciekających” defensyw, na pierwszy plan wysuwają się gracze formacji ofensywnej.

W tym aspekcie West Ham ma pewien atut – strzelecką dyspozycję Calluma Wilsona. Jak podaje źródło, Wilson zdobył trzy gole w dwóch ostatnich meczach, po tym jak w poprzednich ośmiu trafiał zaledwie raz. Jeśli obrona Liverpoolu powtórzy swoją postawę z ostatnich trzech spotkań, Wilson może znaleźć mnóstwo miejsca do egzekwowania swoich szans.

Z drugiej strony, West Ham strzelił więcej goli w ostatnich dwóch meczach, niż Liverpool w swoich ostatnich czterech. W kontekście niepewności co do składu The Reds w ataku, uwaga skupia się na Dominiku Szoboszlaiu. Węgierski pomocnik zdobył jedyną bramkę dla Liverpoolu przeciwko PSV w środku tygodnia i był jednym z nielicznych, którzy wyszli z tego meczu z twarzą. Będą go potrzebować, aby odtworzyć tę postawę w niedzielę.

Kadrowe trzęsienia ziemi: Kto będzie zdolny do gry?

Problemy kadrowe to kolejny wspólny mianownik dla obu zespołów, choć na różnych poziomach dotkliwości. West Ham na pewno osłabią kontuzjowani Ollie Scarles i Łukasz Fabiański, choć obaj są raczej postaciami drugoplanowymi w tym sezonie. Dodatkowo, ekipa może być osłabiona brakiem Crysencio Summerville’a i Konstantinosa Mavropanosa. Z dobrej strony jest powrót Lucasa Paquetá, który wróci po pauzie za żółte kartki, po tym jak opuścił remis 2:2 na Bournemouth.

Liverpool tymczasem gorączkowo czeka na wyniki testów sprawnościowych kluczowych graczy. Hugo Ekitike musiał opuścić boisko z urazem pleców w meczu z PSV, natomiast Alisson zmagał się z chorobą, a Florian Wirtz nie gra od przerwy reprezentacyjnej z powodu urazu mięśniowego. Cała trójka ma przejść ostateczne testy przed niedzielą. W tle pozostają długoterminowe kontuzje Giovanniego Leoni, Jeremiego Frimponga i Conora Bradleya, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację kadrową The Reds.

Czy West Ham i Liverpool pasują do siebie idealnie jako przeciwnicy?

Mimo niedawnej poprawy formy, West Ham nadal tkwi w kłopotach, balansując blisko tych niechcianych stref w tabeli Premier League. Problemy klubu wydają się mieć korzenie głębsze niż tylko słabe wyniki na boisku. Jak zauważono, „głębsze pęknięcie kulturowe zostało zadane klubowi przez przeprowadzkę na The London Stadium”, a naprawa tego wydaje się być procesem długotrwałym. Mimo to, Nuno Espírito Santo wywalczył siedem punktów z ostatnich dziewięciu możliwych. Nawet utrata dwubramkowego prowadzenia w ostatnim meczu z Bournemouth musiała być rozczarowująca, ale punkt na Vitality Stadium to rezultat, który większość fanów Młotów przyjęłaby przed meczem.

Z kolei w ekipie Liverpoolu, Curtis Jones po debaklu z PSV w rozmowie z TNT Sports wydawał się tracić słowa. Ta reakcja zdaje się odzwierciedlać odczucia całego świata futbolu wobec dramatycznego spadku formy The Reds w ostatnich tygodniach. Jest mnóstwo do powiedzenia o mądrości letniej polityki transferowej, ale to nie pomoże im w chwili obecnej. Muszą to szybko odwrócić, jeśli Arne Slot ma utrzymać posadę po Nowym Roku.

Liverpool nadal posiada potencjał. Nawet w środku tego kryzysu pokazali to zwycięstwami nad Aston Villą w Premier League i Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Ale zawory bezpieczeństwa, które te dwa triumfy stworzyły, znów się zacisnęły. Ich trzy ostatnie występy i wyniki po prostu nie spełniają standardów, jakich wymaga się od klubu tej skali.

Ironia tego spotkania polega na tym, że obie drużyny są idealnymi przeciwnikami dla siebie w obecnym momencie. Poprawa wyników West Ham nie przełożyła się na wzrost morale w klubie, a próby Liverpoolu, by wznowić sezon, jeśli wierzyć ostatnim trzem meczom, nie przyniosły rezultatów. Wobec tych wszystkich znaków zapytania, stawiam na remis 2:2, po którym nastroje w obu obozach na chwilę obecną raczej się nie poprawią.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment