Taktyczne potknięcie Guardioli pogrążyło Manchester City w Madrycie.
Nawet geniusz może się pomylić, a środowy wieczór na Santiago Bernabéu był dla Pepa Guardioli bolesną lekcją pokory. Rewolucjonista futbolu, uznawany za jednego z najlepszych szkoleniowców wszech czasów, zobaczył, jak jego Manchester City zostaje zdruzgotany przez bezwzględny Real Madryt.
Czy Guardiola przesadził z zaskoczeniem w jedenastce? Taktyczne trzęsienie ziemi, które się nie sprawdziło
Manchester City przystępował do pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z imponującą serią jedenastu meczów bez porażki we wszystkich rozgrywkach. Jednak to, co zafundował kibicom Pep Guardiola, po zwycięstwie 3:1 nad Newcastle United w Pucharze Anglii, było sporym zaskoczeniem. Mimo że kluczowi gracze tacy jak Erling Haaland, Bernardo Silva, Rodri czy Gianluigi Donnarumma wrócili do składu po rotacji w weekend, wyjściowa jedenastka dla wielu fanów „The Citizens”
była kompletnie zagadkowa.
Guardiola, który przed meczem zapewniał, że nie będzie „żadnych niespodzianek”
, postawił na ustawienie z trzema skrzydłowymi: debiutującym w Lidze Mistrzów Antoine'em Semenyo, Jeremym Doku oraz Savinho. To właśnie Savinho, który dopiero co wrócił do gry po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i zabłysnął w Pucharze Anglii, został wystawiony od pierwszej minuty na prawym skrzydle. Jednak jedna udana interwencja nie usprawiedliwiała jego wyboru na tak kluczowy pojedynek zamiast kogoś takiego jak Phil Foden czy Rayan Cherki. Savinho, którego brak efektywności od dłuższego czasu frustruje sympatyków City, ponownie nie potrafił znaleźć swojego rytmu i został zmieniony już w przerwie.
Środek pola to kolejny punkt zapalny. Rodri i Bernardo Silva, mimo swoich walorów, ewidentnie nie mieli nóg ani energii, by dorównać intensywnością żywiołowemu trio Realu Madryt: Federico Valverde, Aurélien Tchouaméni i 18-letniemu Thiago Pitarchowi Pinarowi. Królewscy zdominowali tę strefę przez większą część spotkania.
Co więcej, Nico O'Reilly, który w ostatnich miesiącach zbierał pochwały jako pomocnik, został niespodziewanie przesunięty na lewą obronę, kosztem Ryana Ait-Nouriego, który po powrocie z Pucharu Narodów Afryki grał niemal bezbłędnie. O'Reilly popełnił kardynalny błąd przy długim podaniu Thibauta Courtois, które otworzyło drogę do pierwszego gola Valverde. Cała formacja obronna grała zbyt wysoko, co fluidalna linia ataku Realu Madryt perfekcyjnie wykorzystała.
Inną zaskakującą decyzją było posadzenie na ławce Matheusa Nunesa, który w tym sezonie spisuje się znakomicie jako prawy obrońca, na rzecz Abdukodira Khusanova. Choć szybkość i siła Khusanova mogły być postrzegane jako konieczne do walki z Viníciusem Júnorem, Nunes z pewnością przyniósłby większą wartość ofensywną.
Kiedy Guardiola wprowadził w końcu Cherkiego na dwadzieścia minut przed końcem, a następnie Omara Marmousha za nieskutecznego Haalanda w 83. minucie, było już za późno. Obaj gracze nie zdążyli wywrzeć realnego wpływu na mecz, który zasłużenie należał do Realu Madryt.
Jaki dramat na Bernabéu? Valverde show i brutalna eksploatacja słabości City
Środowy wieczór był „naprawdę mroczny”
dla Manchesteru City, jak podsumował Bernardo Silva, mimo że on sam wyraził nadzieję na pamiętny rewanż na Etihad Stadium. Tymczasem Real Madryt, dowodzony taktycznie przez Alvaro Arbeloę, zaprezentował grę pełną polotu i precyzji, z łatwością wymieniając podania na Bernabéu i skutecznie uniemożliwiając City narzucenie własnego stylu gry.
Co najbardziej raniło Obywateli, to fakt, że defensywne pęknięcia, które rzadko są widoczne w ich grze, zostały brutalnie wyeksponowane. Federico Valverde po prostu zdemolował gospodarzy, zdobywając wyjątkowego hat-tricka w pierwszej połowie i sprawiając, że cała ekipa City wyglądała na zagubioną. I to wszystko przy braku kluczowych graczy Realu, takich jak kontuzjowani Jude Bellingham, Kylian Mbappé czy Rodrygo! To był prawdziwy manifest siły Los Blancos.
Pep Guardiola bronił po meczu wyboru składu, sugerując, że jego zawodnicy grali lepiej, niż sugeruje wynik. Jednak patrząc na to, jak łatwo Real przechodził przez linie obronne City i jak nieporadnie gospodarze radzili sobie w środku pola, trudno nie kwestionować strategicznych decyzji Katalończyka w obliczu tak prestiżowego starcia.
Góra do zdobycia: Czy Obywatele mogą dołączyć do ekskluzywnego klubu remontad?
Bernardo Silva pozostaje „pełen nadziei”
, a Gianluigi Donnarumma (który obronił rzut karny egzekwowany przez Viníciusa w drugiej połowie) zapewnił, że ta rywalizacja „jeszcze się nie skończyła”
. Niemniej jednak, Pep Guardiola sam przyznał, że jego drużynie „niewiele”
pozostało szans na wyeliminowanie Realu Madryt.
Odwrócenie straty trzech bramek to zadanie, które w historii fazy pucharowej Ligi Mistrzów udało się zrealizować tylko czterokrotnie – to niemalże podróż do mitycznej krainy. Najbardziej spektakularny powrót to oczywiście słynna „La Remontada”
Barcelony, która po porażce 0:4 z Paris Saint-Germain w 2016/17 wygrała ostatecznie 6:1 w rewanżu.
Jednak to Barcelona była także po drugiej stronie barykady, gdy Liverpool wygrał 4:0 na Anfield, niwelując stratę trzech goli w półfinale 2018/19. Podobny los spotkał Blaugranę rok wcześniej, kiedy Roma wygrała 3:0 we Włoszech (4:4 w dwumeczu) i awansowała dzięki bramkom na wyjeździe. Pierwszy taki monumentalny powrót miał miejsce w sezonie 2003/04 za sprawą Deportivo La Coruna, które po 1:4 z Milanem wygrało 4:0 u siebie.
Podobny heroizm jest wymagany od Manchesteru City, jeśli chcą oni przechytrzyć „królów Ligi Mistrzów”
w przyszłym tygodniu na Etihad. Na ten moment, taktyczne eksperymenty Guardioli okazały się zgubne przeciwko charyzmie i zimnej krwi Realu Madryt.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.