Torino i Sassuolo zagrają w Turynie o miejsce w górnej połówce tabeli Serie A.
Nadchodzi ligowa batalię, która, choć pozbawiona dramatu walki o utrzymanie, wciąż może zdefiniować sezon dla obu uczestników. Torino i Sassuolo, drużyny celujące w stabilizację w górnej połówce tabeli Serie A, zmierzą się w Turynie w ramach 36. kolejki.
Kiedy walka o fotel jest już zbędna: Pełna swoboda w Turynie?
Sezon dla Torino, choć ostatecznie bezpieczny od degradacji, dla wielu kibiców znów okazał się pasmem rozczarowań. Jednak z zacięciem godnym defensywnej maszyny, Granata zapewniła sobie ligowy byt na kilka kolejek przed końcem. Ta stabilizacja była jednak okupiona niedawnym potknięciem – jak stwierdzono we wstępnej analizie, "Toro zostali łagodnie pokonani 2:0 przez Udinese w zeszłym tygodniu", co mocno uderzyło w ich aspiracje do zajęcia miejsca w pierwszej dziesiątce.
Przyjście Roberto D'Aversy okazało się katalizatorem. Pod jego wodzą zespół zgromadził 14 punktów w dziewięciu meczach, włączając w to epicki powrót do remisu 2:2 z Interem Mediolan, który, notabene, przypieczętował już Mistrzostwo Włoch. Zatem Torino ma teraz cel: dokonanie "dubletu" na Sassuolo, co w historii Serie A udawało się im tylko raz. Cel bardzo ambitny, biorąc pod uwagę obecną formę.
Sassuolo: Rewanż za Milan i wyścig po europejskie marzenia
W zupełnie innej, choć równie komfortowej sytuacji, znajduje się Sassuolo. Osiągnęli swój nadrzędny cel, jakim było utrzymanie. Co więcej, ich forma eksplodowała w ostatnich tygodniach. Zgromadzili 26 punktów w ostatnich 14 spotkaniach. Najświeższym dowodem ich mocy było to, co wydarzyło się na własnym stadionie: "zwycięstwo u siebie 2:0 nad Milanem".
To nie był przypadkowy wynik. Legenda Sassuolo, Domenico Berardi, który ma wyjątkową słabość do strzelania Rossonerim, otworzył wynik. Kiedy mediolańczycy zostali osłabieni, Armand Lauriente przypieczętował wynik, co potwierdziło, że Emilianie nie zamierzają odpuszczać. Z 49 punktami na koncie, Sassuolo teoretycznie może sięgnąć nawet po siódme miejsce. Choć ich ostatnie zwycięstwo na wyjeździe datuje się na luty, morale po triumfie nad Milanem muszą być astronomiczne. Fabio Grosso, szkoleniowiec gości, ma jednak powody do obaw kadrowych.
Kto zaatakuje? Wirusowe problemy kadrowe
Skupmy się na obsadzie składów, bo tu mogą tkwić klucze do rozstrzygnięcia tego pojedynku. W Torino sytuacja w ataku jest skomplikowana. Che Adams i Duvan Zapata wciąż zmagają się z urazami pachwin. Giovanni Simeone, najlepszy strzelec z dziesięcioma golami i autor goli w czterech ostatnich meczach domowych, będzie musiał liczyć na wsparcie. Sam D'Aversa w ostatnim meczu przesunął kapitana Nikolię Vlasicia, by ten operował za plecami Simeone, ale do gry meldują się również Alieu Njie i Sandro Kulenovic. Gospodarze mogą być osłabieni brakiem Marcusa Pedersena, Zakarii Aboukhlala i kluczowego obrońcy Ardiana Ismajli.
Po stronie Sassuolo, Fabio Grosso musi się martwić o stoperów. Berardi i Jay Idzes to gracze stojący pod znakiem zapytania. Oprócz nich, z urazami zmagają się Darryl Bakola, Fali Cande, Daniel Boloca i Edoardo Pieragnolo, a Alieu Fadera czeka pauza za kartki. W ataku o miejsce walczyć będą M'Bala Nzola i Andrea Pinamonti. Pewniakiem, po swoimi bramkami przeciwko Milanowi, jest Lauriente, który w tym sezonie zanotował sześć bramek i dziewięć asyst – to czyni go absolutnie kluczowym elementem ofensywy gości.
Przewidywane składy to fascynująca mieszanka rezerwowych i graczy odmienionych pod wodzą nowych trenerów. Dla Torino: Paleari; Coco, Marianucci, Ebosse; Lazaro, Casadei, Ilkhan, Gineitis, Obrador; Vlasic, Simeone. Sassuolo: Turati; Coulibaly, Walukiewicz, Muharemovic, Garcia; Thorstvedt, Matic, Kone; Berardi, Nzola, Lauriente. Jest to plan, który może się diametralnie zmienić, jeśli Berardi nie zagra.
Remis bez punktów, ale z dużą dawką emocji?
Analiza historyczna wskazuje, że w jedenastu dotychczasowych starciach na stadionie w Turynie padł tylko jeden remis. Jednakże, w obliczu faktu, że obie drużyny mają już zapewnione ligowe byty i mogą grać bez oglądania się na tabele, czeka nas otwarty mecz. Ani walka o puchary, ani o uniknięcie spadku, oznacza, że nikt nie będzie grał "na ręcznym". Przewidujemy, że to spotkanie może obfitować w trafienia, a ostateczny wynik może zakończyć się remisem 2:2, łamiąc tym samym historyczną tendencję jedynego dotychczasowego podziału punktów.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.