Wyścig o tytuł Premier League: czy o trofeum zadecyduje różnica bramek?
Ostatnie tygodnie sezonu Premier League zapowiadają się jak thriller, w którym Manchester City i Arsenal toczą epicką walkę o koronę mistrzowską. Po kluczowych zwycięstwach Obywateli, Pep Guardiola zepchnął Kanonierów na drugie miejsce, a tablica wyników pokazuje, że obie drużyny dzieli zaledwie niuans.
Kanonierzy Artety – czy czeka ich „zawalenie” w kluczowych meczach?
Jeśli Arsenal ma sięgnąć po tytuł, presja na zespole Mikela Artety jest gigantyczna. Muszą oni zdobyć komplet punktów w nadchodzących trzech spotkaniach, aby nie pozwolić City na ucieczkę. Na drodze Kanonierów stoją Newcastle United (sobota), Fulham (2 maja) i West Ham United (10 maja). Przeciwko Newcastle, które potrafiło wygrać dwa poprzednie starcia ligowe przed ostatnimi dwoma porażkami, czeka ich batalia, gdzie – jak czytamy – „cztery z pięciu ostatnich starć z Newcastle w Premier League zostały rozstrzygnięte jedną bramką, a to może okazać się zgubne, jeśli liga zostanie zdecydowana różnicą bramek”
. To sugeruje, że brak zdecydowania w końcówkach może kosztować ich ligę.
Spotkanie z Fulham jest dodatkowo skomplikowane faktem, że wypada pomiędzy dwoma meczami półfinałowymi Ligi Mistrzów przeciwko Atletico Madryt. To stawia Artetę w trudnej sytuacji, z realnym ryzykiem, że drużyna będzie musiała dokonać priorytetyzacji rozgrywek. Nawet dotychczasowe triumfy nad Fulham bywały minimalne; „nawet ich zwycięstwa były rozstrzygane różnicą jednej bramki”
. Z kolei West Ham, pod wodzą Nuno Espirito Santo, prezentuje się solidniej w defensywie, a sam szkoleniowiec ma niezły bilans przeciwko Arsenalowi.
Dwa ostatnie mecze – z Burnley (już zdegradowanym) i Crystal Palace – wyglądają na łatwiejsze, pod warunkiem, że Palace nie będzie miało nic do wygrania (np. przez finał Ligi Konferencji Europy, który odbędzie się po zakończeniu sezonu ligowego). Niemniej jednak, jeśli Arsenal nie wygra tych trzech pierwszych starć, cała dyskusja o różnicy bramek stanie się przedwczesna.
Manchester City: Czy Guardiola faktycznie ma łatwiejszą przeprawę?
Podczas gdy Arsenal walczy w lidze, Manchester City czeka starcie w Pucharze Anglii z Southampton, a dopiero potem powrót do Premier League przeciwko Evertonowi 4 maja. Obywatele mają fantastyczny bilans z The Toffees: „Obywatele nie przegrali z Evertonem ani razu w sześciu ostatnich spotkaniach, a dziewięć ostatnich wyjazdowych zwycięstw nad Evertonem odnieśli, wygrywając przynajmniej dwoma bramkami w ośmiu z nich”
. Ta statystyka sugeruje, że Pep Guardiola potrafi narzucić swój styl gry na Goodison Park.
Prawdziwym testem mogą być mecze z Brentford na Etihad (9 maja) oraz wyjazdowe starcie z Bournemouth 17 maja. Bournemouth to czarny koń sezonu, który jest niepokonany w czternastu meczach ligowych, notując zwycięstwa nad Liverpoolem i Arsenalem, a także remisy z Aston Villą i Manchesterem United. To strefa, gdzie City może stracić cenne punkty.
Na koniec sezonu Obywateli czekają Crystal Palace i Aston Villa. Podobnie jak w przypadku Arsenalu, Villa może mieć mocno nadszarpnięte rezerwy siłowe, bo finał Ligi Europy wypada 20 maja, zaledwie cztery dni przed meczem z City w ostatniej kolejce. „Prawdopodobieństwo, że drużyna Unaia Emery’ego będzie w najlepszej kondycji na to starcie, jest niewielkie”
. To aspekt, który Pep Guardiola z pewnością analizuje.
Gol za golem: Czy wynik historyczny rozstrzygnie się na liczniku bramek?
Obecna sytuacja jest kuriozalna. Oba zespoły mają po 70 punktów, a różnica bramek wynosi identyczne +37. City prowadzi jedynie za sprawą większej liczby strzelonych goli – 66 do 63 dla Arsenalu. To oznacza, że przy minimalnej przewadze punktowej, finisz może być spektaklem kanonady.
Analitycy sportowi są zgodni: byłoby zaskoczeniem, gdyby oba zespoły zdobyły po dziewięć punktów w najbliższych rachitycznych pięciu kolejkach. Jeżeli jednak do tego dojdzie, losy tytułu zależą od dyferencjału bramkowego. Tu pojawia się kluczowa obserwacja dotycząca skuteczności Kanonierów: „Arsenal wygrał w tym sezonie 21 meczów ligowych, ale 11 z tych zwycięstw było różnicą jednej bramki, podczas gdy tylko dziewięć z 21 triumfów City było tak minimalnych”
.
To jest ten zimny prysznic dla kibiców z północnego Londynu. Tam, gdzie Arsenal dusił rywali pojedynczym trafieniem, City potrafiło gromić. W takim scenariuszu Arteta może gorzko żałować, że jego ofensywa nie była bardziej bezwzględna w starciach, które wygrywała minimalnie. W tej tytanicznej walce, gdzie każda bramka ma znaczenie, braki w konwersji stworzonych szans rzutują na całą kampanię.
Dyskusja
Komentarze 0
Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.