Magazyn piłkarski NewsyArsenal drżał o punkty jak Liverpool o zwycięstwo nad Southampton.

Arsenal drżał o punkty jak Liverpool o zwycięstwo nad Southampton.

Jarosław Kowalski

Ostatnie zwycięstwo Arsenalu nad Wolverhampton Wanderers było niczym thriller – pełne zwrotów akcji, niepewności i kontrowersji, które sprawiły, że kibice na Emirates Stadium niemal dostali zawału. Choć trzy punkty są na koncie, a fotel lidera Premier League utrzymany, ekspert Charles Watts sugeruje, że Kanonierzy powinni czerpać lekcje z tego „szczęśliwego” triumfu, porównując go do zeszłosezonowego wyczynu Liverpoolu.

Arsenal drżał o punkty jak Liverpool o zwycięstwo nad Southampton.

Najgorszy występ sezonu? Arsenal wygrał, ale gra fatalnie

Mecz z Wolves, drużyną tkwiącą na dnie tabeli, miał być spacerkiem dla Arsenalu prowadzonych przez Mikela Artetę. Zamiast tego, oglądaliśmy widowisko, które z pewnością nie trafi do annałów najlepszych kreacji londyńskiej ekipy. Dominacja, której oczekiwano, okazała się iluzją, a podopieczni Roba Edwardsa postawili niewiarygodnie twarde warunki.

Arsenal potrzebował kuriozalnego samobójczego gola autorstwa Sama Johnstone’a, by objąć prowadzenie. Wyrównanie po golu Toliego Arokodare’a wydawało się już ostatecznym ciosem dla faworytów, aż do momentu, gdy w doliczonym czasie gry Yerson Mosquera niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki po dośrodkowaniu Bukayo Saki, dając Kanonierom zwycięstwo 2:1.

Ekspert Charles Watts nie owijał w bawełnę, oceniając występ Artety. Jak stwierdził:

„Zdecydowanie najgorszy występ sezonu.”

Watts podkreślił, że choć wynik jest najważniejszy, styl gry musi być natychmiast skorygowany, zanim niechciana „zła passa” zacznie się materializować w kolejnych spotkaniach. Atmosfera po ostatnim gwizdku była dziwna – ulga zmieszana z niedowierzaniem.

Czy kibice zapomną o koszmarze przeciwko Saints? Klopp zgotował podobny prezent

Była to gra, którą Arsenal chciałby szybko wrzucić do szafy z pamiątkami i zapomnieć. Watts przywołał jednak fascynującą analogię z poprzedniej kampanii, która sugeruje, że nawet najbardziej nieprzekonujące zwycięstwa mogą ostatecznie zadecydować o tytule. Mowa o spotkaniu Liverpoolu z Southampton.

„Nikt nie pamięta, jak Liverpool pojechał do Southampton w zeszłym sezonie, przegrywał, a potem wygrał 3:2 dzięki chybnemu strzałowi późno, po błędzie bramkarza. A tamta drużyna Southampton to prawdopodobnie jeden z najsłabszych zespołów w historii Premier League.”

Ta perspektywa jest kluczowa: jeśli Arsenal zdobędzie mistrzostwo, nikt nie będzie roztrząsał faktu, że punkty te zostały zdobyte kosztem spektakularnego szczęścia przeciwko niemal pewniakowi do spadku.

W tym meczu uderzająca była dysproporcja w statystykach ofensywnych. Pomimo obecności niemal pełnego arsenału ofensywnego, Gunnersi mieli gigantyczne problemy z przełamaniem zwartej defensywy Wolves. Arsenal zanotował pierwszy celny strzał dopiero w 66. minucie! Taka próżnia w kreowaniu okazji, zwłaszcza przeciwko drużynie, która zmierza po rekordowo niski dorobek punktowy w historii Ligi, jest alarmująca. Kiepska dyspozycja Gabriela Martinellego, który zmarnował znakomite szanse, oraz brak przebicia ze strony reszty formacji ofensywnej to twarde fakty.

Zbyt duża pewność siebie? Dlaczego Wolves zagrali lepiej niż na ich punkty

Charles Watts słusznie zauważa, że pozycja Wolves w ligowej tabeli nie odzwierciedla ich rzeczywistej jakości na boisku – przynajmniej nie w tym konkretnym spotkaniu. Zespół Edwardsa grał z polotem, który wskazywał raczej na drużynę walczącą o utrzymanie z zapasem punktów, niż na zespół z zaledwie dwoma punktami na koncie przed tym meczem.

Analityk sugeruje, że Arsenal mógł wpaść w pułapkę rutyny i małego rozprężenia. Lekceważenie rywala, nawet podświadome, natychmiast przekłada się na grę.

„Prawdopodobnie była w nich odrobina zadowolenia z siebie. Nieważne, z kim grasz, jeśli zaczynasz grać bez ikry, bez szybkiego podania, trudno jest nagle wskoczyć na wyższe obroty. Wchodzisz w rutynę, a przeciwnik rośnie w siłę z każdą mijającą minutą.”

Kluczowym problemem było to, że Arsenal „przenosił piłkę za wolno”, ugrzęzł w tym „rutynowym marazmie”, a co najgorsze – „naprawdę nie wyglądało na to, że gol jest na horyzoncie”. To jest ten „duży niepokój”, który Watts dostrzega. W kontekście walki o mistrzostwo, gdzie każdy punkt jest niczym złoto, takie występy, nawet zakończone sukcesem dzięki interwencji losu, muszą być traktowane jako poważne ostrzeżenie. Teraz Kanonierów czeka tydzień na refleksję, zanim zmierzą się z Sunderlandem, mając na plecach oddech Manchesteru City.

0 / 5. Ocen: 0

Podobne artykuły

Leave a Comment