Dumfries nie dla Liverpoolu? Koniec romansu z Interem i letnie plany obrony The Reds.

Gorączka transferowa wisi w powietrzu, a Anfield szykuje się na potencjalne trzęsienie ziemi w defensywie. Podczas gdy fani Liverpoolu wstrzymują oddech przed niedzielnym klasykiem z Manchesterem City, za kulisami dzieją się rzeczy, które mogą zdefiniować przyszłość The Reds.

Czemu Liverpool nie powinien wpadać w pułapkę transferową latem?

Sytuacja kadrowa na prawej obronie Liverpoolu jest, delikatnie mówiąc, problematyczna. W obliczu kontuzji zarówno Conora Bradleya, jak i Jeremie Frimponga (który, bądźmy szczerzy, był celem w styczniu) trzeba było improwizować, a Dominik Szoboszlai musiał – co za absurd! – meldować się jako tymczasowy boczny obrońca. W styczniu temat Dumfriesa powracał, ale nic z tego nie wyszło. Teraz, według najnowszych doniesień Calcio Mercato, okres Holendra w Interze Mediolan się kończy. Zmienił agenta i, co kluczowe, ma nadzieję na przenosiny do Anglii. Brzmi sensownie, prawda? Ale czy to naprawdę jest priorytet dla klubu, który musi gruntownie przebudować pomoc i ofensywę?

Przy obecnym składzie, pomimo rzekomego zainteresowania Dumfriesem w zimie, pchanie się w światowej klasy prawego obrońcę, który pod koniec roku skończy 30 lat, wydaje się strategicznym błędem. Zarząd powinien być chirurgicznie precyzyjny w wydatkach. Oczywiście, Dumfries może być dostępny za „stosunkowo niewielką kwotę”, ale każda wydana lira na gracza, który nie jest absolutnie kluczowy dla nowej ery pod wodzą Arne Slota, to stracona szansa na wzmocnienie formacji, która wymaga natychmiastowej reanimacji. Dopiero gdy kadrę ofensywną i lukratywne miejsce w środku pola załata się solidnymi nazwiskami, można myśleć o wydaniu okruchów na opcję rezerwową dla Bradleya i (być może) powracającego Frimponga.

Czy nadciąga kryzys obronny i kto nas uratuje poza Jacquetem?

Obecna obrona Liverpoolu to mieszanka utalentowanej młodzieży i weteranów, których kalendarz odlicza dni do odejścia lub spadku formy. Owszem, jest zaklepany transfer Jeremy'ego Jacqueta, ale 20-letni Francuz nie może być traktowany jako cudowne lekarstwo na wszystkie bolączki Premier League. To solidny talent, ale wciąż niedoświadczony na najwyższym europejskim poziomie.

Co bardziej niepokojące, Jacquet ma być wyznacznikiem zmian, prawdopodobnie w kontekście odejścia Ibrahima Konate, którego kontrakt wygasa z końcem sezonu. A co z resztą naszej żelaznej obrony? Virgil van Dijk zbliży się do 35 lat, kiedy zacznie się kampania 2026/27 – to piekielnie dużo jak na standardy defensywnego lidera. Andrew Robertson, jak się wydaje, jest na autostradzie prowadzącej prosto do darmowego odejścia tego lata. Nawet wszechstronny Joe Gomez będzie miał już tylko rok kontraktu pod koniec sezonu 2025/26, co sprawi, że jego wartość rynkowa spadnie do poziomu symbolicznnego. Choć powrót młodego Giovanniego Leoni z urazu będzie ulgą, 19-latek to przyszłość, a nie teraźniejszość. Liverpool może stanąć przed faktem, że pod koniec przyszłego sezonu będzie dramatycznie brakowało zarówno doświadczenia, jak i głębi składu w tylnej formacji. Tam transfery są nie tyle pożądane, co absolutnie konieczne. Zatem, czy naprawdę obrona może poczekać na prawego obrońcę z Włoch? Decyzje kadrowe latem będą kluczowe.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.