Napięcie rośnie przed półfinałem EFL Cup między Arsenalem a Chelsea, ponieważ szkoleniowiec Mikel Arteta staje przed klasycznym dylematem na pozycji numer dziewięć. Czy to Gabriel Jesus, król ważnych goli, powinien zagrać od pierwszej minuty, czy może czas wymusić na Viktorze Gyökeresie przełamanie, nawet kosztem bezpieczeństwa wyniku? Ekspert Charles Watts podzielił się swoimi kontrowersyjnymi przemyśleniami na temat tego strategicznego węzła.

Dylemat atakującego: Jesus kontra pasażer na ławce
Wszyscy chcą, by Arsenal awansował do finału na Wembley, ale droga do niego prowadzi przez Stamford Bridge, a tam wybór środkowego napastnika może okazać się kluczowy. Charles Watts, znany głos analityczny związany z Kanonierami, jasno wskazuje, że naturalnym wyborem wydaje się Brazylijczyk, Gabriel Jesus. Po jego udanym występie przeciwko Portsmouth w Pucharu Anglii, gdzie asystował przy hat-tricku Gabriela Martinellego, jego forma wydaje się być na plusie.
Watts podkreśla różnicę w zaangażowaniu: „Jesus był dobry przeciwko Portsmouth. Miał trudne pierwsze 20 minut, ale potem wszedł w mecz. Arsenal był o wiele, wiele lepszy, kiedy Jesus zaczął uczestniczyć w grze. Asysta była genialna, ale zrobił też kilka naprawdę fajnych rzeczy pod koniec pierwszej połowy”.
Problem polega na tym, że ta decyzja ma natychmiastowe reperkusje na nadchodzący mecz ligowy z Nottingham Forest. Jeśli Arteta postawi na Jesusa w środowym starciu z Chelsea, rodzi to konieczność wstawienia Viktora Gyökeresa do gry w sobotę, a to jest perspektywa, która budzi u analityka spore obawy.
Co do rodaka Jesusa, sytuacji Gyökeresa, Watts jest bezlitosny. Ten transfer miał być strzałem w dziesiątkę, gwarantem dwudziestu, może dwudziestu pięciu goli w sezonie. Niestety, rzeczywistość jest brutalna. „Wszyscy chcemy, żeby Gyökeres odniósł sukces – wszyscy mieliśmy nadzieję, że będzie tym gościem, który strzeli 20, 25 goli na sezon – ale po prostu nie widzimy żadnych dowodów na to, że tak się stanie” – stwierdza ekspert. „Kiedy jest na boisku, jest po prostu pasażerem. Nie bierze udziału, nie notuje żadnych kontaktów z piłką. Jaki jest sens, że jest na boisku, momentami? Mamy do czynienia z tendencją spadkową, a nie wzrostową.”
Twarda kalkulacja: Premier League czy Puchar?
Tu właśnie Arteta wpada w pułapkę menadżerską. Watts podsumowuje: „Chciałbym powiedzieć, że chcę zobaczyć Jesusa w pierwszym składzie, ale jeśli Jesus zacznie w środę, to znaczy, że Gyökeres zacznie w sobotę, a ja chcę, żeby Jesus zaczął w Premier League. To naprawdę trudne, ale jesteśmy w punkcie krytycznym z Gyökeresem”.
Arsenal musi być realistyczny – z napastnikiem, który jest „pasażerem”, szanse na pokonanie rywali w kluczowych momentach maleją. Jesus, mimo że nie jest maszyną do zdobywania bramek, sprawia, że ofensywa Arsenalu jest bardziej dynamiczna i angażująca. „Jakkolwiek frustrujące jest to, że Gyökeres nie zaskoczyć, Arsenal będzie większym zagrożeniem z Gabrielem Jesusem, ponieważ będzie bardziej zaangażowany” – konkluduje Watts.
Historia z półfinałami i chęć odkupienia win
Nie można ignorować kontekstu historycznego, który ciąży na Arsenalu niczym klątwa. Kanonierzy przegrali cztery ostatnie półfinały we wszystkich rozgrywkach, niezależnie czy mówimy o Ligoe Mistrzów, czy właśnie EFL Cup. Przypomnijmy sobie upokorzenie z Newcastle United w zeszłym sezonie, gdzie odpadli po dwumeczu. To boli, a błąd strategiczny w pierwszym meczu z Chelsea może powtórzyć ten scenariusz eliminacji.
Mecz na Stamford Bridge to pierwsza odsłona wojny, po której czeka nas rewanż na Emirates 3 lutego. Czy Mikel Arteta powinien zaakceptować remis? Watts jest pragmatyczny: „Chciałbyś wygrać, ale jeśli wyjeżdżasz zremisowany i wracasz do Emirates na równym poziomie, prawdopodobnie byś to zaakceptował”. Jednak, dodaje natychmiast, że Arsenal nie przyjedzie tam grać na remis, zwłaszcza po tym, jak w listopadzie zaledwie zremisowali z dziesięcioosobową Chelsea.
Teoretycznie, osiem meczów bez porażki z The Blues daje komfort, ale Chelsea pod wodzą nowego menadżera (Roseniora) z pewnością będzie chciała rozpocząć swoją erę od mocnego akcentu przed własną publicznością. „Arsenal po prostu musi sobie z tym poradzić” – mówi Watts o atmosferze typowej dla debiutu nowego trenera gospodarzy. Zeszłoroczny ból pucharowej porażki musi teraz być paliwem do rewanżu za tamte upokorzenia.