Emocje po remisie Arsenalu na City Ground wciąż buzują, a Mikel Arteta głośno domaga się sprawiedliwości po decyzji sędziowskiej. Czy Kanonierzy zostali okradzeni z rzutu karnego, który mógł odmienić losy tytułu? Ekspert ligi angielskiej nie pozostawia wątpliwości, obalając argumenty menedżera Arsenalu z mistrzowską precyzją.

Czy Arteta przesadza z „jazda po linię” w sprawie karnego na Aina?
Derby Wschodnich Midlands pomiędzy Nottingham Forest a Arsenalem zakończyły się niespodziewanym wynikiem zero do zera. Dla Kanonierów była to szansa na powiększenie przewagi nad rywalami do dziewięciu punktów, jednak podopieczni Mikela Artety musieli zadowolić się podziałem punktów. O ile nieskuteczność w ataku mogła frustrować Hiszpana, to głównym tematem po meczu stała się sytuacja z drugiej połowy, kiedy to Ola Aina z Forest miał rzekomo dotknąć piłki ręką we własnym polu karnym. Sam Arteta grzmiał, nazywając sytuację „wyraźnym rzutem karnym”.
Jednak na scenę wkroczył Dermot Gallagher, były sędzia Premier League, który w programie „Ref Watch” na antenie Sky Sports News postanowił skontrować menedżera Arsenalu, kwitując jego żale śmiechem. Gallagher nie miał wątpliwości co do decyzji arbitra głównego, Michaela Olivera, i systemu VAR.
„Stuprocentowo nie rzut karny. Przede wszystkim, piłka odbija się od jego barku. Elliot Anderson, jego kolega, z nim się zderza, co popycha go w stronę piłki. Jego ręka jest w naturalnej pozycji i piłka uderza go w ramię odbita od barku. Szczerze mówiąc, nie sądzę, by było tu o co się spierać” – stwierdził stanowczo Gallagher, demaskując argumenty szkoleniowca Arsenalu jako pozbawione podstaw.
Odpowiedź trenera Forest: „Złagodzenie reguł to sabotaż futbolu”
Nie tylko byli sędziowie, ale także sternik Nottingham Forest, Sean Dyche, nie krył swojego przekonania, że sędziowie podjęli słuszną decyzję, utrzymując stan zerowy. Dyche, znany ze swojego twardego podejścia do interpretacji przepisów, argumentował, że uznanie tej sytuacji za przewinienie byłoby niebezpiecznym precedensem dla całego futbolu.
„Myślę, że jeśli takie sytuacje zaczną być odgwizdywane, to wszyscy musimy odpuścić. Uważam to za niedorzeczne. Musimy uważać na takie zagrania. Można równie dobrze odwołać piłkę nożną, jeśli dajemy takie (rzuty karne)” – miał powiedzieć Dyche, podkreślając, że zbyt liberalna interpretacja przepisów o zagraniu ręką rujnuje ducha gry.
Kiedy rywale potykają się, blask remisu jaśniej świeci
Mimo początkowej frustracji związanej z niestrzelonymi bramkami i rzekomym niesłusznym pominięciem rzutu karnego, dla Arsenalu weekend ostatecznie okazał się całkiem udany – choć nie tak, jak planowano. Kluczowe okazały się wpadki ich bezpośrednich rywali w wyścigu o mistrzostwo. Zarówno Manchester City, jak i Aston Villa niespodziewanie stracili punkty w swoich spotkaniach ligowych.
To sprawia, że Arsenal, pomimo zawiedzionego remisu na City Ground, utrzymał komfortową przewagę siedmiu punktów na szczycie tabeli Premier League. Teraz uwaga przenosi się już na kolejny hit, w którym Kanonierzy zmierzą się na Emirates Stadium z Manchesterem United. Dwa punkty stracone w Nottingham mogą okazać się mniej bolesne, jeśli w niedzielę uda się zainkasować pełną pulę.