Rekordy FC Porto bywają, delikatnie mówiąc, rozczarowujące jak na klub tej renomy. Czyżby jednak nad Estádio do Dragão wschodziło nowe słońce, za które odpowiada włoski szkoleniowiec Francesco Farioli? Jego dotychczasowe CV sugeruje, że w Portugalii może zafundować kibicom prawdziwą rewolucję.

Farioli: Zemsta za Ajax i nowy rozdział w Porto
Francesco Farioli zawitał do Porto z nieskazitelną reputacją, zbudowaną na dotychczasowych przystankach kariery, takich jak OGC Nice czy Ajax. Jeśli mielibyśmy szukać punktu zwrotnego w jego menedżerskiej podróży, musielibyśmy cofnąć się do ubiegłego sezonu i spektakularnej katastrofy w Amsterdamie. Po kampanii, podczas której Farioli tchnął nowe życie w Ajax, drużyna prowadziła w tabeli z dziewięciopunktową przewagą na pięć kolejek przed końcem. Co nastąpiło? Jeden z największych zjazdów, jaki widzieliśmy w nowoczesnym futbolu. Ostatecznie Ajax wygrał tylko jeden z ostatnich pięciu meczów, ustępując tytułu PSV Eindhoven o jeden punkt.
Farioli odszedł po jednym sezonie, a jego słowa pożegnania brzmiały gorzko:
„To trudne. Nie tego chciałem, ale myślę, że dla klubu jest to konieczne” – powiedział Farioli. „Emocje i łzy z ostatnich 24 godzin mówią wszystko. Trudno było zmienić wszystko naraz, więc pomyślałem, że lepiej zmienić jedną rzecz. I tą rzeczą byłem ja”.
Utrata Ajaxu okazała się jednak zyskiem dla Porto, i to sporym. Na chwilę obecną, po 11 meczach ligowych, Smoki notują dziesięć zwycięstw i jeden remis, prowadząc w tabeli ligowej z trzypunktową przewagą. 36-letni Włoch najczęściej stawia na ofensywny system 4-3-3, choć w kluczowych zwycięstwach – choćby nad Sportingem, Bragą czy Crveną Zvezdą w Lidze Europy – z powodzeniem wdrażał wariant 4-2-3-1. Nie ma wątpliwości, że wydobywa maksimum potencjału z tego składu. Świadczy o tym fenomenalny bilans defensywny, żywiołowa gra w środku pola i napastnicy, którzy regularnie dostarczają bramki i asysty. Porto ewidentnie kroczy ścieżką, która może zakończyć się czymś naprawdę wyjątkowym.
Mur z Porto: Jak defensywa Farioliego wykuwa mistrzowską skalpą?
W zeszłym sezonie Porto straciło 30 goli w lidze, co dało im trzeci najlepszy wynik defensywny. I choć to było godne podziwu, wciąż było to 11 punktów za mistrzem, Sportingiem. Farioli wziął ten solidny fundament i przebudował go w fortecę nie do zdobycia. W momencie pisania tego tekstu, klub stracił zaledwie trzy bramki w 11 spotkaniach, co daje średnią 0,3 gola straconego na mecz. Dodajmy do tego osiem czystych kont – najlepszy wynik w lidze. To nie przypadek; to precyzyjna inżynieria defensywna.
Sukces ten opiera się w dużej mierze na wyśmienitej współpracy w sercu obrony. Para Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozkwita w Portugalii, tworząc zgranie, które bezpośrednio przyczyniło się do tego, że Porto ma najlepszą obronę w lidze. Ostatnie siedem meczów ligowych rozegrali razem, tracąc w nich raptem dwa gole. Nie można tu pominąć wkładu Diogo Costy, który zajmuje trzecie miejsce w Liga Portugal pod względem procentu obronionych strzałów (83,3%) i, naturalnie, ma najmniej straconych bramek.
Farioli w Ajaxie zyskał uznanie za to, że jego zespół dominował statystycznie w defensywie w Eredivisie. Teraz wydaje się, że powtarza ten trick z Porto. Jak mawiał wielki Sir Alex Ferguson: „Atak wygrywa mecze, a obrona wygrywa tytuły”. Choć Farioli w tym sezonie ma do dyspozycji imponujący arsenał w ofensywie, jego dewiza wydaje się na razie zakorzeniona w defensywnym fundamencie, który może poprowadzić Dragões do 31. mistrzostwa kraju.
Kto pociągnie za sznurki? Gwiazdy ofensywy i młody geniusz
W tym sezonie w barwach Porto we wszystkich rozgrywkach bramki zdobywało aż 14 różnych zawodników. Prym wiedzie jednak 21-letni napastnik, Samu Aghehowa, który po przerwie na Klubowe Mistrzostwa Świata uzbierał dziewięć goli w zaledwie 15 występach. Hiszpan zaliczył fenomenalny debiutancki sezon w Portugalii, zdobywając 25 bramek, a wydaje się, że pod wodzą Farioliego staje się coraz lepszy. Statusowo, Aghehowa plasuje się w czołowych 6% ligi pod względem strzałów celnych (18), w pierwszej piątce pod względem pojedynków powietrznych (60%) i w pierwszej piętnastce pod względem kontaktów w polu karnym rywala (41). To napastnik, który oferuje znacznie więcej niż tylko zimną krew pod bramką.
Wsparcie na skrzydłach jest równie solidne. Letni nabytek, Borja Sainz, zanotował pięć goli i dwie asysty, a Pepe dołożył dwa trafienia i trzy asysty, przy czym William Gomes również pojawia się, gdy jest potrzebny. Mimo skuteczności tej czwórki, jedno nazwisko, bijące dotychczas wszystkich, przykuwa uwagę – Rodrigo Mora.
Ten ofensywny pomocnik zdobył dla Porto już trzy bramki, w tym jedną w Lidze Europy przeciwko Crvenej Zvezdzie. Mając zaledwie 18 lat, jest uznawany za jednego z najbardziej elektryzujących młodych talentów w Europie (o czym pisaliśmy wcześniej). Pod skrzydłami Farioliego zbiera bezcenne minuty na boisku. Jeśli utrzyma obecną formę, można śmiało założyć, że zobaczymy go w barwach Portugalii na Mistrzostwach Świata 2026.
W najbliższy czwartek Porto zmierzy się z Niceą w Lidze Europy, próbując umocnić swoją pozycję przed fazą pucharową. Dragões mają realną szansę na przełamanie czteroletniej posuchy w krajowym mistrzostwie pod wodzą Włocha. Jeśli to nastąpi, jego osobisty łuk odkupienia zostanie domknięty, a my będziemy świadkami katalizatora, który może zapoczątkować kolejną dynastię portugalskich gigantów.