Noc, w której brazylijski diament Arsenalu przeszedł do historii klubu, a Kanonierzy przypomnieli, dlaczego są na szczycie. Choć ostatni ligowy błąd kosztował ich sporo nerwów, odpowiedź w Lidze Mistrzów była absolutnie miażdżąca, a jeden z kluczowych graczy ustanowił rekord, o którym sam Thierry Henry mógłby tylko pomarzyć.

Martinelli pisze historię: Rekordowa seria Kanonierów i indywidualny wyczyn
Środowy wieczór okazał się spektakularny dla Arsenalu Mikela Artety. Po bolesnej porażce 2:1 z Aston Villą w Premier League, drużyna potrzebowała autostrady do odzyskania pewności siebie, a droga wiodła przez Brukselę. Zwycięstwo 3:0 nad Club Brugge nie tylko przypieczętowało ich dominację w fazie grupowej, ale również wpisało ten zespół do ekskluzywnego grona angielskich potęg w historii Champions League. To była szósta wygrana z rzędu na starcie europejskiego sezonu – osiągnięcie, które do tej pory zarezerwowali tylko Liverpool (dwukrotnie) i Manchester City.
Ale prawdziwy fajerwerk na boisku, nazwijmy to, odpalił Gabriel Martinelli. Podczas gdy Noni Madueke otworzył wynik, a następnie podwyższył prowadzenie, to właśnie gol Brazylijczyka ustawił kropkę nad „i” i zacementował jego miejsce w annałach klubu. Według rzetelnych statystyk z Opta, Martinelli dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe:
„5 – Gabriel Martinelli is the first ever Arsenal player to score in five successive appearances in the UEFA Champions League, and first in all major European competitions since Thierry Henry in the UEFA Cup in April 2000 (6). Fulfilling.”
Mówimy tu o wyczynie, który przebija osiągnięcia legend. Owszem, Thierry Henry, nasz nieśmiertelny Król, notował serię sześciu trafień w Pucharze UEFA dwie dekady temu, ale Gabriel stał się absolutnym rekordzistą w erze Ligi Mistrzów dla Arsenalu, strzelając w pięciu kolejnych meczach w tych elitarnych rozgrywkach: przeciwko Athletic Club, Olympiakosowi, Atletico Madryt, Bayernowi Monachium i wreszcie Club Brugge. To dowód na niesamowitą formę Brazylijczyka, kiedy tylko słyszy hymn Champions League. Już teraz ma na koncie pięć goli w europejskich pucharach, mimo że w lidze krajowej zanotował dotychczas tylko jedno trafienie.
Czy transferowe spekulacje to tylko szum medialny? Martinelli nie na sprzedaż!
Chociaż Europa Zachwyca się serią Martinaellego, w tle, jak zwykle w okresie zimowym, narastają plotki transferowe. Wskazują one, że pomimo spektakularnych wyczynów na arenie międzynarodowej, pozycja Brazylijczyka w klubie mogłaby być przedmiotem dyskusji podczas zimowego okienka transferowego. Wcześniej sugerowano, że może on znajdować się na liście czterech graczy, których Arsenal byłby skłonny sprzedać, aby wygenerować fundusze lub zrobić miejsce.
Jednakże, biorąc pod uwagę dynamikę, jaką wnosi do gry, oraz ustanawianie klubowych rekordów, pomysł osłabienia kluczowej strefy ataku wydaje się być czystym szaleństwem. Arteta i zarząd zdają sobie sprawę, że głębia składu jest ich największym atutem w walce na kilku frontach. Czy ktokolwiek w zdrowych zmysłach chciałby pozbyć się gracza, który właśnie wbił się do historii Ligi Mistrzów? Wątpię. To czysty teatr medialny mający na celu podgrzanie atmosfery wokół Emirates Stadium.
Następny przystanek: Inter Mediolan – szansa na zrównanie się z legendą
Przeanalizujmy drogę do rekordu. Martinelli strzelał konsekwentnie. Jego aktualne osiągnięcie to pięć meczów z golem. Co ciekawe, przed nim jest tylko jeden wyczyn, który może wyrównać, a potem pobić: słynna seria Henry’ego. Jak przypominają statystykowcy, Kanonierzy zmierzą się z Interem Mediolan 20 stycznia. Jeśli Martinelli trafi wówczas do siatki, zrówna się z legendarnym Francuzem pod względem liczby kolejnych meczów ze strzelonym golem w europejskich pucharach. To jest moment, na który czekają kibice – szansa, by ten dynamiczny skrzydłowy przestawił zegar historii jeszcze raz.
Arsenal, mając trzy punkty przewagi nad Bayernem Monachium w tabeli Ligi Mistrzów, udowodnił, że jest maszyną do wygrywania w Europie. Teraz kluczowe będzie przeniesienie tej piekielnej formy z powrotem na krajowe podwórko, ale to właśnie Martinelli, z historyczną serią na koncie, daje najlepszą przesłankę, że Arsenal nie zamierza zwalniać tempa. Ta zimna, analityczna skuteczność w Europie to coś więcej niż forma – to budowanie tożsamości.