Nottingham Forest pobiera czwartego szkoleniowca, Liverpool walczy o pierwszą wygraną z Pereirą.

W Premier League znów wrze, a Nottingham Forest przechodzi do historii, ale wcale nie tej, o jakiej marzyli na City Ground. Czwarty menedżer w jednym sezonie? To już nie jest zarządzanie kryzysowe, to jest futbolowy chaos na najwyższym szczeblu!

Cztery języki, jeden sezon: Dramaturgia na City Ground osiąga apogeum

Wydaje się, że Nottingham Forest postanowiło ustanowić niechlubny rekord Premier League, mianując swojego czwartego szkoleniowca w trakcie obecnej kampanii. Po bezbramkowym remisie z ostatnim w tabeli Wolverhampton Wanderers, posadę stracił Sean Dyche. W jego miejsce wskoczył Vítor Pereira. Co ciekawe, dla portugalskiego taktyka to powrót do znajomego środowiska – pracował on już pod skrzydłami właściciela klubu, Evangelosa Marinakisa, podczas krótkiego epizodu w Olympiakosie w 2015 roku. To klasyczny ruch panicza: sięgnąć po sprawdzonego (choć może niekoniecznie skutecznego w ostatnich latach) znajomego.

Celem jest oczywisty: utrzymanie statusu w angielskiej elicie. Zostało zaledwie dwanaście kolejek, a Forest plasuje się zaledwie trzy punkty nad strefą spadkową. Bilans ostatnich dziesięciu spotkań w lidze to zaledwie dwa zwycięstwa. To nie jest statystyka drużyny, która ma pewną przyszłość w Premier League.

Co ciekawe, na własnym obiekcie nie jest aż tak źle, jak mogłaby sugerować ogólna forma. U siebie wygrali zaledwie trzy z trzynastu meczów, strzelając średnio jednego gola na mecz i tracąc 1,38. Ale w ostatnich trzech domowych potyczkach zanotowali serię remisów: 0-0 z Arsenalem, 1-1 z Crystal Palace i znów 0-0 z Wilkami. To świadczy o pewnej defensywnej solidności, ale też o braku "polotu" w ataku. Dodatkowym impulsem mogło być niedawne, niespodziewane zwycięstwo 3-0 nad Fenerbahçe w Lidze Europy, choć to zupełnie inna skala wyzwania.

Pod presją Anfield: Czy Slot zdoła uciec przed Cieniem Kryzysu?

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Liverpoolu, choć i tam nie brakuje dramaturgii. Media niemal zacierają ręce, widząc presję wywieraną na Arne Slota, mimo że Holender niedawno poprowadził The Reds do – jak twierdzi źródło – zdobycia tytułu Premier League (co sugeruje scenariusz alternatywny, biorąc pod uwagę kontekst ostatniego sezonu Liverpoolu w rzeczywistości, ale trzymajmy się faktów przedstawionych w danych). Tak czy inaczej, to, co musiało być punktem zapalnym, to szalone 0-3 na Anfield przeciwko Nottingham Forest. Porażka ta zmusiła Slota do radykalnych zmian systemowych, łącznie z odsunięciem od składu takiego zawodnika jak Mohamed Salah.

Po tym upokorzeniu, Liverpool wpadł w serię dwunastu meczów bez porażki we wszystkich rozgrywkach, zanim potknęli się o Bournemouth. Jednak od tamtej pory wrócili na właściwe tory, wygrywając cztery z pięciu kolejnych starć, strzelając w nich imponujące 15 bramek. Sam Slot przyznał niedawno na konferencji prasowej:

Arne Slot: "Potrzebujemy niemal perfekcji, aby zapewnić sobie miejsce w pierwszej czwórce w tym sezonie, co oznacza, że niedziela jest meczem, który musimy wygrać."

Przepiękna deklaracja. Ale słowa to jedno, a boiska drugie. Paradoksalnie, dla Slot'a starcie z Forest to pole minowe, ponieważ, co dość zaskakujące, jeszcze nigdy nie zaznał smaku zwycięstwa przeciwko ekipie z City Ground.

Ogniska zapalne: kogo oglądać, kiedy pali się lont?

Jeżeli mamy wskazać kluczowych graczy, to nie ma litości dla nudy – Forest opiera swoją grę na Morganie Gibbsie-White'cie. Ten Anglik, który latem odpierał już zainteresowanie Tottenhamu przed kampanią 2025/26, jest absolutnym liderem w kategoriach udziału w bramkach całego zespołu (dziewięć takich akcji). To on będzie musiał pociągnąć Forest do heroicznego wysiłku.

Po stronie Liverpoolu ciężar spoczywa nieuchronnie na Egipcjaninie. Mohamed Salah, po powrocie z Pucharu Narodów Afryki, znów jest maszyną do zdobywania goli i asyst. Jego powrót zbiegł się z eksplozją formy ofensywnej The Reds, którzy zanotowali 20 trafień w ostatnich siedmiu meczach. Jeżeli ktoś ma pchnąć ekipę Slot'a do wymaganego "perfekcyjnego" finiszu w czołowej czwórce, to będzie to właśnie Salah.

Kadrowe wojny i absencje, które bolą

Obie ekipy borykają się z problemami kadrowymi, choć w różny sposób. Nottingham Forest na pewno nie zobaczą w akcji Matza Selsa i Chrisa Wooda. Istnieje jednak nadzieja, że Murillo i Nicolo Savona wrócą do składu po opuszczeniu ostatniego remisu z Wolves.

Po stronie Liverpoolu lista kontuzjowanych jest dłuższa i bardziej dotkliwa. Conor Bradley i Giovanni Leoni są wykluczeni do końca sezonu. Do tego dochodzą Stefan Bajčetić, Jeremie Frimpong i Alexander Isak, którzy będą nieobecni przez "bliżej nieokreślony czas". Wszyscy czekają jednak na powrót Dominika Szoboszlaia. Węgier, którego znaczenie dla drużyny ostatnio szeroko analizowaliśmy, wraca do pierwszej jedenastki w Premier League po odsłużeniu kary za czerwoną kartkę, którą zobaczył w meczu z Manchesterem City. Jego powrót to pozytywny sygnał dla systemu Slot'a.

Przewidywania analityków wskazują na minimalną przewagę Liverpoolu. Pomimo roszad na ławce trenerskiej w obozie gospodarzy, utrzymujemy wiarę w jakość gości, choć spodziewamy się zaciętego boju. Typujemy wynik 2-1 dla The Reds.

Dyskusja

Komentarze 0

Bez konta i bez adresu e-mail. Każdy wpis sprawdzamy przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował.Możesz rozpocząć rzeczową dyskusję.

Twój głos

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

Turnstile ogranicza automatyczny spam. Nie publikujemy adresu IP ani danych technicznych przeglądarki.