Oto nadchodzi starcie tytanów ligowego dna! W poniedziałek na Stadio Giovanni Zini dojdzie do konfrontacji dwóch ekip, dla których słowo „zwycięstwo” stało się ostatnio obco brzmiącym echem. Cremonese, od sześciu kolejek bez kompletu punktów, podejmie ostatnie w tabeli Hellas Werona. Czy ten mecz będzie ligowym samobójstwem, czy może iskrą nadziei dla pogrążonych w kryzysie gospodarzy i gości?

Mecz ostatniej szansy dla uśpionych gigantów? Recenzja formy obu drużyn
Sytuacja w dolnych rejonach tabeli Serie A jest elektryzująca, a ponowne spotkanie Cremonese z Hellas Werona jawi się jako klasyczne „sześć punktów”, choć patrząc na ich ostatnie występy, lepiej nazwać to „sześcioma punktami unikania dna”. Cremonese, mimo iż zajmuje dopiero trzecie od dołu miejsce, ma osiem punktów przewagi nad strefą spadkową, co daje pewien bufor bezpieczeństwa. Jednak forma ekipy prowadzonej przez Davide Nicolę jest katastrofalna.
Początek grudnia przyniósł uśmiech na twarzach kibiców La Cremo po niespodziewanych zwycięstwach nad Bolonią (3:1) i Lecce (2:0). W tamtym momencie fala zła wydawała się ustępować. Niestety, jak się okazało, to był tylko krótki odpoczynek przed kolejną ulewą. Od tamtej pory zanotowali cztery porażki w sześciu spotkaniach, w tym upokarzające 0:5 z Juventusem w Turynie. Najbardziej niepokojący jest fakt, że Grigiorossi mają poważne kłopoty z ofensywą – nie zdołali strzelić gola w powtarzających się sekwencjach, co jest znakiem ostrzegawczym dla każdego trenera. Zespół z Cremony liczy na przełamanie w ataku, by odczarować stadion, który w ostatnich pięciu domowych grach zaliczył już cztery porażki.
Werona: Piłka nożna czy teatr absurdu? Statystyki, które bolą
Jeśli wydaje Wam się, że Cremonese ma źle, spójrzmy na Hellas Werona. Mastiffs zajmują ostatnie miejsce w tabeli formy (licząc pięć ostatnich kolejek), prezentując się równie słabo jak gospodarze. Zanim świat zszedł na psy (a raczej do ligowej strefy spadkowej), Werona sprawiała wrażenie groźnej ekipy, pokonując Atalantę (3:1) i wygrywając kluczowy mecz z Fiorentiną (2:1) przed samymi świętami.
Paolo Zanetti musiał jednak przełknąć gorzką pigułkę po Nowym Roku – cztery porażki i jeden remis. Co więcej, ich problemy są symetryczne: stracili trzy gole w aż czterech z tych porażek, a w połowie z nich w ogóle nie potrafili trafić do siatki. Spójrzmy na twarde liczby: Hellas ma na koncie zaledwie 17 strzelonych goli – gorzej spisują się tylko Lecce (13), Parma (14) i Pisa. Jednak prawdziwy dramat to defensywa: 34 stracone bramki to najgorszy wynik w całej lidze! To pokazuje, że ekipa z Veneto ma problemy na obu krańcach boiska. Dotychczasowe wizyty w Cremonie, zwłaszcza te dwie ostatnie bez wygranej, też nie napawają optymizmem.
Sytuacja kadrowa: Kto pomoże wydostać się z dołka?
Obie drużyny zmagają się z ubytkami kadrowymi, co tylko potęguje nerwową atmosferę przed tym spotkaniem.
W ekipie gości, Werona będzie musiała radzić sobie bez zawieszonego Giuseppe Pezzelli (nadmiar żółtych kartek), a także z kontuzjowanymi Jeremy’m Sarmiento i Martinem Payero. Zanetti ma jednak pewne atuty, na które może liczyć w ataku. Federico Bonazzoli i Jamie Vardy (tak, ten Vardy!) uzbierali po pięć goli, choć co ciekawe, ten pierwszy lepiej radził sobie na wyjazdach, podczas gdy Vardy strzelił trzy bramki właśnie w Cremonie. Ważne też są statystyki Gift’a Orbana i Giovane’a – obaj zanotowali po siedem udziałów przy bramkach, z czego połowa bramek Orbana padła na wyjazdach. Czy to oni tchną życie w ofensywę gości?
Z kolei Hellas boryka się z większą liczbą urazów. Absencje Tomasa Suslova (kolano), Martina Frese (mięsień), Grigoris’a Kastanosa (noga), Jean-Daniela Akpa Akpro (kostka) oraz zawieszenie Unai Núñez’a sprawiają, że Paolo Zanetti ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia przy ustalaniu składu.
Prawdopodobne składy (na podstawie dostępnych informacji):
Cremonese: Audero; Terracciano, Baschirotto, Bianchetti; Zerbin, Grassi, Vandeputte, Bondo, Mussolini; Vardy, Bonazzoli.
Hellas Werona: Montipo; Slotsager, Nelsson, Valentini; Niasse, Serdar, Gagliardini, Bernede, Bradaric; Giovane, Orban.
Patrząc na osłabienia i fatalną formę obu ekip, zwłaszcza na ich wzajemne problemy z regularnym zdobywaniem bramek, trudno spodziewać się fajerwerków. Spodziewamy się bitwy na wyniszczenie, gdzie priorytetem będzie nie stracić, a nie ryzykować dla zdobycia trzech punktów. Czy 1:1 okaże się wynikiem, który zadowoli obie ekipy bardziej jako uniknięcie porażki, niż jako krok naprzód?